Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 39 из 86

Idiotka czy tylko taką udaje?

– Plaża, plaża? – powtórzyła jeszcze raz. – Czy jesteś obcokrajowcem?

– W pewnym sensie. Ale co to ma do rzeczy? Skoro ty mówisz biegle po francusku, jak możesz nie znać najprostszego słowa pod słońcem?

– Pod słońcem? Co to jest słońce?

Gdyby nie to, że zdziwienie telefonistki brzmiało jak najbardziej autentycznie, cisnąłbym słuchawkę. Rozmówczyni chyba intuicyjnie wyczuła moją irytację.

– Proszę, nie odkładaj słuchawki. Dla mnie ta rozmowa też jest dziwna. Czekaj, a może to jest budka nr 7?

– Nie wiem, nigdzie nie ma napisu.

– Gładnij ścianę?

– Co takiego?

Wymówiła parę dziwacznych słów, zanim zorientowałem się, że chodzi jej o dotknięcie. Rzeczywiście, pod opuszkami palców na pozornie gładkiej i pozbawionej napisów wykładzinie wymacałem siedem równych wgłębień.

– Tak to jest chyba budka nr 7 – potwierdziłem.

Przez chwilę panowała cisza, po czym srebrzysty głosik powiedział z niemałym wzruszeniem:

– O Boże!!! To znaczy, że mówisz z góry!

Przyznam się, zbaraniałem. Ale gdy dziewczyna powtórzyła jakby do siebie: „Muszę przerwać rozmowę, muszę przerwać rozmowę”, zaoponowałem:

– Po co przerywać. Przyznam, że rozmowa jest dziwna, ale w sumie sympatyczna. Założę się, że jest pani bardzo ładna?

– Nie wiem, co znaczy ładna? Jestem miękka. I nie mów do mnie „pani”, nazywam się Lucille. Jestem taka wzruszona. Nie słyszałem o nikim z żyjących, kto rozmawiałby z górą… Myśleliśmy po tym trzęsieniu dna, że siódmą budkę trzeba spisać na straty. Tylko niektórzy mówili, że kabel jest tak długi, że sięgał aż na powierzchnię.

– Proszę wyrażać się jaśniej! Kim pani jest… znaczy kim jesteś, Lucille?

– Muszę kończyć. Minęło dużo ponad sześćdziesiąt mgnień.

– Chwileczkę, co to są mgnienia?

– Miara czasu. Mgnienie odpowiada uderzeniu pulsu. Zadzwoń za dwie bytnice.

Gdy spytałem, co to jest bytnica, wyjaśniła, że sześćdziesiąt mgnień tworzy chwilnik, sześćdziesiąt chwilników przeciąg, a dwanaście przeciągów bytnice, czyli po naszemu pół doby. Wyłączyła się, pozostawiając mnie w bezgranicznym osłupieniu. Jeśli dobrze pojąłem, uczestniczyłem w rozmowie dwóch światów, a Lucille była telefonistką rezydującą gdzieś na dnie rowu meranijskiego.

Powtórne oględziny budki potwierdziły, o dziwo, słowa Lucille. Urządzenie zbudowano niezgodnie z ziemskimi normami, z nieznanych mi surowców, stosując tajemnicze metody łączenia. Parokrotnie podnosiłem słuchawkę, ale nikt się nie zgłaszał. Wróciłem do domu. A

Rzadko się zdarza, abym z równym podnieceniem przedzierał się przez zarośniętą ścieżkę. Plaża, telefon, Lucille? Czy nie były to wyłącznie rekwizyty zwariowanego snu? Jednak budka telefoniczna w ciągu nocy nie znikła, może jedynie bardziej przechyliła się na lewy bok i głębiej ugrzęzła w rozpadlinie. To dobrze, nie zabierze jej byle mocniejsza fala przypływu.

Tym razem, po podniesieniu słuchawki odezwał się głos również nie pozbawiony uroku, jednak zdecydowanie męski. Przez moment pomyślałem, że jest to jedynie żart wymyślony przez któregoś z moich uczniów. Mimo to postanowiłem rozmawiać, jakbym absolutnie wierzył we wszystko, co mi powiedzą.

– Budka nr 7? – zapytał nieznajomy, ledwie usłyszał mój głos. – Na pewno? Czy to pan rozmawiał z Lucille?

Lekko zirytowały mnie te pytania. Niemniej potwierdziłem.

– Jestem bratem Lucille, nazywam się Filip – padło w odpowiedzi. – Są pewne sprawy, o których może mówić tylko samiec z samcem… Od razu zacznę, że nie wszystko jest dziełem przypadku. Od dawna poszukiwaliśmy kontaktu z powierzchniakami. Możesz coś powiedzieć o sobie?

Przedstawiłem się i nie przesadzając w szczegółach, opowiedziałem o swoim pochodzeniu, pracy w Aloa, wreszcie o tsunami. Filipa szczególnie ucieszyło moje uniwersyteckie wykształcenie. Sam, jak twierdził, należał do ekspertów humanologii.

– Cieszę się, że możemy rozmawiać jak naukowcy. Mam do pana tysiące pytań dotyczących waszego bytowania: oddychania płucnego, możliwości życia w tak minimalnym ciśnieniu, wreszcie na temat recepcji wzrokowej… Chciałem również prosić o jedno: niech nasze wzajemne relacje pozostaną tajemnicą.

– Dlaczego?

Zamilkł na chwilę. Następnie powiedział coś wykrętnie, a potem włączyła się Lucille i gadaliśmy kilka minut o różnych, zgoła nienaukowych, sprawach. Jej głos – do diabła – jaki ona miała głos!…

Zamaskowałem budkę wodorostami i kawałkami skał. Zresztą, podczas przypływu i tak była niewidoczna. Poza tym mało kto z zajętych odbudową Aloa tubylców miał czas na plażowe spacery. Jeśli chodzi o mnie, przychodziłem tam codzie

Czy A

To prawda, budka nr 7 nie pochodziła z żadnej wyspy centralnego Pacyfiku, a nasz nauczyciel fizyki, któremu dałem do zbadania kawałek tworzywa, z jakiego została wykonana, nie potrafił ustalić ani jego składu, ani metody wytwarzania. Ale z drugiej strony, jak uwierzyć bez zastrzeżeń w De

Według ich własnych słów należeli do ssaków jak my, choć nie udało mi się ustalić ich powinowactwa z delfinami, krowami morskimi czy waleniami. Przypuszczam raczej, że była to wymarła gałąź istot, bliska fokom, wyróżniająca się nad wyraz rozwiniętym mózgiem, bytująca ongiś w przybrzeżnych wodach oraz nadmorskich pieczarach Pacyfidy, kontynentu rozpościerającego się na znacznych obszarach dzisiejszego Oceanu Spokojnego. Kiedy przed milionami lat kontynent zaczął się zapadać, część de

Podobnie jak u człowieka, walka o byt zdecydowała o intelektualnej ewolucji, natomiast monogamizm stał się podstawą rozwoju życia uczuciowego. Analogicznie jak w społeczeństwie ludzkim, gdy w miarę wzrostu populacji zaczęło robić się ciasno, na dnie rowów doszło do bratobójczych wojen. Doskonaliły one technikę i wreszcie doprowadziły do wynalazku powłoki ciśnieniowej, umożliwiającej przemieszczanie się nawet na płyciznach czy szelfach. Wcześniej wypłynięcie żywej Istoty De

Postępy komunikacji i nadwyżki osobnicze doprowadziły do opanowania przez De

Tymczasem państwa de