Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 17 из 51

Deszcz nie zelżał. W drzwiach wydawnictwa Raimundo Silva spoglądał z niezadowoleniem na niebo pomiędzy gałęziami drzew, ale niebo było jedną wielką chmurą, bez fragmentów błękitnego nieba, a deszcz padał z irytującą jednostajnością, ani bardziej, ani mniej. Nie będzie następnego dnia, wyszeptał, powtarzając dawne powiedzenie ludzi przyzwyczajonych do meteorologicznych prognoz, w które jednak nie należy całkowicie wierzyć, bo po tym dniu nadeszły następne, a dla Raimunda Silvy ten dzień nie jest z pewnością ostatnim. Pracownicy wychodzili na obiad, było już po pierwszej, rozmowa się przeciągnęła. Pomyślał, że nie chciałby spotkać Costy, musieć z nim rozmawiać, słuchać go, wytrzymywać jego obwiniającego spojrzenia, i w tej samej chwili odkrył, że jeszcze bardziej nie chciałby zobaczyć i

Aby dotrzeć do domu, skorzystał z dwóch autobusów i jednego tramwaju, żaden nie podwiózł go rzecz jasna pod drzwi, ale nie było i

Zmieniwszy ubranie, z grubsza wysuszony, Raimundo Silva przygotował obiad, ugotował ziemniaki jako dodatek do konserwy z tuńczyka, na co zdecydował się po przeanalizowaniu wszystkich możliwości, dodajmy, że było ich niewiele, i uzupełniwszy to zwyczajowym talerzem zupy, poczuł się pokrzepiony i zaobserwował przypływ sił. Gdy jadł, poczuł w głębi ducha dziwne wrażenie, jak gdyby doświadczenie tylko imaginacyjne, czuł się jak ktoś, kto właśnie powrócił z długiej podróży po dalekich krajach i i

Jedną trzecią naszego życia spędzamy, śpiąc, wszyscy o tym doskonale wiemy i możemy sami to potwierdzić, zliczając godziny pomiędzy położeniem się do łóżka i wstaniem, odliczając bezse

Tak długie krążenie wynikające z tego, że jedne słowa pociągają za sobą następne, sprawiając wrażenie, że nie robią nic oprócz spełniania pragnień kogoś, kto w końcu będzie musiał za nie odpowiedzieć, a w rzeczywistości wprowadzają go w błąd, wiodąc do kulminacyjnego punktu narracji pozostawionej w miejscu bez nazwy i bez historii, do czystego dyskursu bez powodu ani celu, który można by uczynić scenerią albo ozdobą nie wiedzieć jakiego dramatu czy opowieści, to krążenie rozpoczęte pytaniem o godziny snu i jawy, zwieńczone wyświechtaną refleksją o krótkotrwałości życia i długowieczności nadziei, to krążenie, zakończmy, znajdzie usprawiedliwienie, jeśli nagle zadamy sobie pytanie, ile razy podczas całego życia człowiek podchodzi do okna, ile dni, tygodni, miesięcy tak spędza i dlaczego. Zwykle robimy to, aby sprawdzić, jaka jest pogoda, żeby zobaczyć niebo, żeby marzyć przy księżycu, żeby odpowiedzieć na czyjeś wołanie, żeby obserwować sąsiadów, a także żeby zająć czymś oczy, podczas gdy myśl towarzyszy plączącym się obrazom, zrodzonym jak rodzą się słowa, ot tak sobie. To mgnienie, krótkie chwile i długie kontemplacje tego, co nigdy nie zostanie ujrzane, gładkiej, ślepej ściany, miasta, szarej rzeki albo wody kapiącej z dachów.