Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 16 из 51

Obudził się kilka razy w nocy, gwałtownie, jakby ktoś nim wstrząsnął. Leżał z zamkniętymi oczami, usiłując obronić się przed bezse

Pani doktor Maria Sara wstała z krzesła, wyszła mu na spotkanie, przywitała serdecznie, Jak się pan miewa, panie Raimundzie Silva, Przepraszam za spóźnienie, ten deszcz, taksówka, To nie ma znaczenia, proszę usiąść. Redaktor usiadł, ale uczynił gest, jakby chciał wstać, bo pani doktor Maria Sara wracała do biurka, Proszę nie wstawać, i kiedy ponownie się zbliżyła, miała w rękach książkę, którą położyła na niskim stole, pomiędzy dwoma fotelami obitymi czarnym zamszem. Następnie usadowiła się w fotelu, założyła nogę na nogę, miała dopasowaną spódnicę z grubego materiału, i zapaliła papierosa. Oczy redaktora śledziły ruchy ożywiające górne części ciała, rozpoznawał twarz, rozpuszczone włosy spływające na ramiona, i nagle wstrząsnęło nim to, że wyraźnie spostrzegł pomiędzy nimi siwe nitki błyszczące w sączącym się z sufitu świetle, Nie farbuje ich, pomyślał, i naszła go ochota czmychnięcia stamtąd czym prędzej. Pani doktor Maria Sara zapytała go, czy chce zapalić, ale on usłyszał dopiero, gdy powtórzyła pytanie, Nie palę, bardzo dziękuję, odparł i spuścił oczy, niosąc w nich obraz bluzki z dekoltem w szpic w kolorze, którego zmieszanie nie pozwoliło mu określić. Teraz nie spuszczał wzroku ze stołu, jak zahipnotyzowany, leżała na nim Historia oblężenia Lizbony odwrócona w jego stronę, z pewnością celowo, wszystko, nazwisko autora, tytuł wielkimi literami, ilustracja pośrodku okładki, na której można zobaczyć średniowiecznych rycerzy z symbolami krzyżowców, a na murach zamku niezgrabne postaci Maurów, trudno było określić z tej odległości, czy to reprodukcja dawnej miniatury, czy współczesny wytwór w archaizowanym stylu, nieszczerze naiwny. Nie chciał więcej patrzeć na prowokującą okładkę, ale nie chciał też stawić czoła pani doktor Marii Sarze, która w tej chwili na pewno bezlitośnie mierzyła go wzrokiem, jak wąż okularnik gotowy do zadania ostatecznego ciosu. Lecz ona powiedziała naturalnym głosem, bez żadnej szczególnej intonacji, celowo obojętnym, tak prostym jak pięć wypowiedzianych przez nią słów, To jest książka dla pana, uczyniła dłuższą przerwę i dodała, tym razem kładąc nacisk na niektóre sylaby, Powiedzmy to w i

Pani doktor Maria Sara raptownie wstała, ciekawie było patrzeć, jak szybkość jej ruchów łączy się ze swego rodzaju naturalną pły

Raimundo Silva złożył kartkę papieru na czworo, wygładził zagięcia, i schował ją w wewnętrznej kieszeni marynarki. Następnie zrobił ruch, który zwiódł panią doktor Marię Sarę, wyglądało na to, że ma zamiar wstać, ale nie, był to tylko wysiłek mający na celu utrzymanie równowagi, żeby nie zatrzymać się w połowie zdania, które postanowił wypowiedzieć, co wszystko razem oznacza mniej więcej tyle, że ten moment, a momentów jest zawsze wiele, nawet jeśli trwają tylko kilka sekund, tych dwoje przeżyło w chwiejnej równowadze, redaktor został przymuszony, wbrew woli, do śledzenia ruchów pani doktor, ona zaś musiała powściągnąć swój impuls, gdy spostrzegła, że źle odczytała jego zamiary. Bardziej jeszcze niż teatr kino potrafiłoby przedstawić ten subtelny balet gestów, mogąc nawet stopniowo rozłożyć go i złożyć, choć doświadczenie komunikacyjne dowodzi, że to pozorne bogactwo wizualne nie wyklucza potrzeby użycia słów, mimo że mówią one tak niewiele o działaniu i interakcjach ciała, o jego pragnieniach, o instynkcie, z braku lepszego słowa powiedzmy chemii uczuć i i