Страница 20 из 58
Szef Wydziału Historii Uniwersytetu Ottawskiego, profesor Dan Bready, był lekko szpakowatym pięćdziesięciolatkiem wyglądającym jak czterdziestolatek, i to on – dopiero on – rozbudził libido Klary, chociaż miał trzydzieści lat więcej niż ona. Ich pierwsze dialogi tyczyły poletka, które Klara Mirosz chciała uprawiać studiując. Oznajmiła, że z historii gatunku „homo sapiens” interesuje ją przede wszystkim półgatunek „femina sapientissima” alias „mulier sapientissima” , czyli genialne kobiety, które zasłużyły się dla ludzkości nie mniej niż mądrzy mężczyźni. Profesor spytał więc:
– Czy jest pani feministką?
– A czy pan ma coś przeciwko feminizmowi, profesorze?
– Nie, pytam gwoli porządku.
– Gwoli porządku odpowiem panu, iż nie jestem feministką, chociaż uważam, że gdyby faceci zachodzili w ciążę, aborcja byłaby sakramentem już przed czasami Średniowiecza, a dzisiaj byłaby we wszystkich punktach globu prawem konstytucyjnym.
– Cóż, to zupełnie możliwe. Jestem tego samego zdania, pa
– Mirosz.
– Mi… Miroś… no cóż, pękam, to trudne. Czy nie możemy przejść na „ty” ? Jestem Dan.
– Okey, Dan, jestem Klara.
Inteligencja płciowa Dana Bready'ego, czyli hormonalna energia samczego sprytu – sprytu starzejącego się drapieżnika, który chce grasować, bo rutyna małżeńska wychodzi mu już nosem i ego kiśnie w nudnym łożu – kazała panu B. zaproponować Klarze wariantowy temat jej pierwszej pracy semestralnej, do wyboru dwie kwestie, obie tyczące głośnych dam, dwóch babskich ikon: twórczość Virginii Woolf lub twórczość Ha
Roku 1924, na niemieckim uniwersytecie w Marburgu, genialny filozof Martin Heidegger (żonaty ojciec dwóch synów) przyuważył początkującą studentkę, osiemnastoletnią pa
Klara Mirosz zaczęła tkliwie myśleć o pierwszym kochanku, kiedy została ucze
„On jej szepta coś do uszek,
Intellektem praży z bliska.
I straci dziewczę wianuszek,
Ale – «światopogląd» zyska”.
Nowy światopogląd Klary, zyskany przez to zauroczenie „starszym panem” , był raczej erotyczny aniżeli filozoficzny, chyba że przyjmiemy, iż chodzi tu o jej prywatną filozofię seksualną. Zanim napisała pod kierunkiem profesora rozprawkę „Studium relacji filozoficznych między Heideggerem a jego główną ucze
Aby móc lekko się ślizgać po powierzchni każdej fali – trzeba być lekkim jak korek. Tak lekki był właśnie czeski dzie
Przekleństwem profesora Kundelki stał się Joh
– Dlaczego chce pan analizować to tłumaczenie? – spytał profesor.
– Gdyż zostało uznane w Polsce za perfekcyjne, za ósmy cud świata, a jest po prostu do dupy.
– Niektórzy, wcale liczni, sądzą, że ta książka jest po prostu do dupy, choć krytycy wielu krajów wzięli ją za ósmy cud świata…
– Mnie interesuje przekład na język polski, panie profesorze.
– Dlaczego? Zna pan język polski?
– Urodziłem się w Polsce, a do Kanady przybyłem kilka lat temu.
– Zarzuca pan tłumaczowi kiepską stylistykę?
– Zarzucam mu fatalną znajomość języka angielskiego. Zrobił dużo komicznych błędów.
– Są chyba w polskich wydawnictwach adiustatorzy, których rolą było…
– Są.
– I co, czy to banda amatorów?
– Półamatorów. Okazali się patałachami, puścili te bzdety, całą masę. Dam panu kilka przykładów. Jeżeli ktoś komuś warczy: „- Go to God!…” , to mówi po prostu: „- Gówno!…” . We francuskim tłumaczeniu jest właśnie: „- Mer de!…” . Ale w polskim czytamy: „- Idź do Boga!…” . Nonsens. Termin „disappointed bridge” polski tłumacz przełożył kretyńsko jako… „rozczarowany most” , nie wiedząc, że „disappointed” to w angielskim nie tylko „rozczarowany” , lecz i „nieużywany” . Francuzi przełożyli to prawidłowo: „pont désaffecté”- most, który wyszedł z użycia. Zwrot: „- I payed my way” należy tłumaczyć: „- Spłaciłem, com był winien” , a nie: „- Opłaciłem swoją drogę” ! Chyba starczy?
– Tak… – bąknął Kundelka. – Ale czy starczy na całą dysertację?
– Owszem, starczy, wyłapałem podobnych kompromitacji bez liku. A przy tym mnóstwo trudno zrozumiałych dziwolągów językowych, jak choćby nieistniejące w polszczyźnie „smarkówy” zamiast „chustki do nosa” , lub „gołębiosercy” zamiast „dobry” ewentualnie „czuły” . Niezręczność goni tam niezręczność, razi brak znajomości idiomów, no i pomyłki erudycyjne, wprost monstrualne. Ten tłumacz myli nawet szekspirowskiego Horatio z antycznym poetą Horacym, panie profesorze, to groteska!
Kundelka był lekko oszołomiony; nie bardzo wiedział co robić, a właściwie co mówić, jak się ustosunkować wobec petenta błyskotliwego i zarazem natarczywego.
– Skąd pan tak dobrze zna angielszczyznę, panie Seren? Przez te kilka lat mieszkania tutaj?
– Jestem poliglotą.
– Ile pan zna języków?
– Sześć dobrze, cztery dobrze minus, dwa nędznie.
– Również czeski?