Страница 19 из 58
– Ma pani coś nowego Szekspira?
Szekspir służył mu zresztą nie tylko przy robieniu wygłupów, lecz i dla celów ważniejszych. Gdy biesiadujące u stryja towarzystwo kanadyjskich biznesmenów tudzież sędziwych rodaków (byłych akowców i eneszetowców) dyskutowało zażarcie o polityce, pewien montrealski przedsiębiorca huknął:
– Jak możecie gadać, że należycie do zachodniej Europy, kiedy leżycie we wschodniej Europie?
– To przez Szekspira – wtrącił się Joh
– Ale wciąż leżycie daleko na wschodzie, panowie! – upierał się Montrealczyk stymulowany procentowością ginu. – Liczy się gdzie kto leży!
– Miłośnik czasownika „leżeć” ! – prychnął bratanek gospodarza po polsku. – Idę o zakład, że nie wie gdzie leżą Hawaje, nawet kiedy leży na hawajskiej plaży.
I spytał po angielsku:
– Był pan na Hawajach, mister Stegman?
– Często, a co?
– Gdzie leżą Hawaje?
– Gdzie?… No, na morzu, w strefie San Francisco… lub trochę dalej… ouppp! – czknął zapytany.
Dialogi, dzięki którym Joh
– To artystyczne spawy.
– Widzę, że spawy, stryju. Czyje spawy?
– Córki sąsiada. Ona jest ucze
– Do przechodniów, stryju?
– Do mieszkańców miasta. Trzeba wyprowadzić obiekty sztuki do społeczności miejskiej, w miasto. Na każdym chodniku ma być sztuka.
– Na każdej jezdni też?
– Nie kpij, Joh
– To samo robią sutenerzy, stryju.
– Powiedz jej sam o tych sutenerach, ja nie będę się handryczył, nie przeszkadza mi, synku.
Joh
Lepiej mu poszło, kiedy urządził dywersję godzącą w gwiazdę uniwersytetu, profesora Garry'ego Fitzpatricka, wojującego protestanta, który gromił „papizm” przy każdej okazji. Profesor Fitzpatrick, jako miłośnik „politycznej poprawności” , wyznawał kult Rozumu, sławił antykatolicką rewoltę Lutra i francuskie rewolucyjne Oświecenie, a katolicki mistycyzm i katolicką teologię karcił za „maryjne newrozy” tudzież za „metafizyczne niechlujstwo” , będące przeciwieństwem rozumu. Sprawiło mu więc ból, gdy w hallu głównym uczelni, obok wejścia do rektoratu, wykwitł plakat eksponujący cytat z pism „ojca protestantyzmu” , Martina Lutra, tyczący rozumu właśnie. Luter podkreślał sprzeczność wiary i rozumu, puentując: „Rozum to jest kurwiszcze, paskuda największa; wskutek natury swojej i metody jest ladacznicą szkodliwą, prostytutką szkaradną, prawdziwą nierządnicą szatańską, kurwą zeżartą przez świerzb i trąd, którą powi
Tacy ludzie nie nadają się do pracy w służbach specjalnych. „Wybujała ambicja” ,„arogancja” ,„negatywny profil charakterologiczny” ,„brak dyscypliny” , itp. – wiedzą o tym wszyscy eksperci globu. Dlatego – trzy lata po rozpoczęciu przezeń studiów – KGB wytypował Johna jako idealnego kandydata.
Na początku drugiej kadencji prezydenckiej Władimira Putina sondaże dawały klarowny obraz świadomości społeczeństwa rosyjskiego. Aż 88% Rosjan spytanych: co jest dla nich ważniejsze, wolność czy porządek? – wybrało porządek. I właśnie za to Wasilij Kudrimow kochał Władimira Władimirawicza. Rzecz prosta: za to ogólnie – za trzymanie przez Putina krótko przy ryju wszelkich malkontentów, dysydentów, pedalskich liberałów -a szczegółowo to za stopień generalski, którego się dochrapał u Putina, i za różne inicjatywy likwidujące chaos i słabość Matuszki Rossiji, dopiero co gangrenowanej gorbaczowowską „pieriestrojką” i jelcynowską „pijaną demokracją” .
Wśród tych szczegółowych uzasadnień afektu, który Wasia Kudrimow czuł wobec prezydenta grającego cara, pierwszoplanowym źródłem miłości były regulacje prawne wskrzeszające dryg dawnych czasów radzieckich, konkretnie pewną kagiebowską tradycję, o której celnie mówi żartobliwa anegdota wymyślona przez polskich „buntowszczików” . Rok 1970, witają się Gomułka i gensek Breżniew. Uściski, całusy („niedźwiadek” ), dusery, ordery.
– Nu da, wstrząsy społeczne macie już chyba za sobą, towarzyszu? – mówi Breżniew. – Czy to prawda, że cały ten harmider wybuchł z powodu grania jakiejś sztuki teatralnej?
– Prawda, towarzyszu pierwszy sekretarzu.
– A kto ją napisał?
– Mickiewicz, towarzyszu pierwszy sekretarzu.
– No to trzeba go…
– On już nie żyje, towarzyszu pierwszy sekretarzu.
Uradowany Breżniew klepie Gomułkę przyjacielsko po plecach, mrucząc:
– I za to cię lubię, Wiesiu, za to cię lubię!
Cicha zgoda Kremla na likwidowanie wewnętrznych oraz zewnętrznych wrogów Rosji miała miejsce również w czasach Borisa Jelcyna (wtedy Kudrimow debiutował jako egzekutor, wykańczając dwóch synów zdrajcy, polskiego pułkownika Kuklińskiego, chociaż samego Kuklińskiego, strzeżonego dzień i noc przez CIA, nie zdołał dopaść). Ale Jelcyn to był przywódca słaby psychicznie, kilka razy popełniał nieudane samobójstwo. Wasia i jego „mołodcy” dobrze pamiętali rozgardiasz, który wybuchł kiedy pijany Jelcyn dźgnął się nożyczkami i krwawił jak wieprzek. Tymczasem Władimir Władimirowicz, ho, ho! Od początku się widziało, że to człowiek z żelaza i z granitu – chłodny, opanowany, bezlitosny. Żadnych mięczakowatych rozterek i wahań. I żadnych strachliwych krygowań przed zachodnią psiarnią ujadającą na Rosję. W lipcu 2006, spełniając życzenie Kremla, Duma przyjęła ustawę zezwalającą wykorzystywać służby specjalne do zwalczania poza granicami Rosji „wrogów rosyjskiego państwa” , różnych „terrorystów” . Zwalczało się i wcześniej – ot, choćby dwa lata wcześniej (2004), kiedy ludzie Kudrimowa kropnęli w Katarze byłego prezydenta Czeczenii, Zelimchana Jandarbijewa – ale teraz można to już było robić bardziej legalnie, więc samopoczucie Wasi kwitło. Alieksandr Litwinienko został otruty w Londynie (2006) „legalnie” .
Rejestr proputinowskich egzekucji, których zespół Kudrimowa dokonał przed „ustawą lipcową” , zawierał mnóstwo ofiar bezimie
Strach ma dużą siłę katapultującą. Poza granice Rosji. Musiało wiać wielu, którzy sądzili, że wielkie „diengi” dadzą im kontrputinowską bezkarność i władzę. Zwiał Bieriezowski, zwiał Gucerijew (obaj do Londynu), zwiało sporo oligarchów brużdżących Władimirowi Władimirowiczowi, lub jedynie niegnących karku wystarczająco nisko. I
Ale przecież nie tylko za to kochał Wasia Kudrimow prezydenta Federacji – wołowa skóra nie pomieściłaby wszystkich źródeł jego tkliwych uczuć. Kochał Wasia towarzysza prezydenta za to, że ten określił rozpad ZSRR jako „największą tragedię XX wie ku , największe nieszczęście ojczyzny” . I za to, że Putin przywrócił melodię hymnu radzieckiego jako hymn FR, oraz czerwony sztandar jako flagę armijną. I za to, że reaktywował „psychuszki” represyjne dla pyskujących kontrkremlowców – pierwszą wsadzono do wariatkowa dzie