Страница 21 из 58
– Nie, nie mam tej przyjemności, proszę pana.
Czech czuł, że ten młodzian to arogant, typ niebezpieczny, bał się takich kozaków. Pomyślał, że uniknie kłopotu spławiając go:
– Cóż, panie Seren… Niestety, mimo szczerych chęci nie mogę się zgodzić, bo nie mógłbym pańskiej pracy ocenić, nie mógłbym niczego zweryfikować, nie znam języka polskiego, chociaż szanuję…
– Wiem, że pan nie zna! – wycedził Joh
– Jak pan śmie?! – ryknął Kundelka, czerwieniejąc.
– To pana trzeba spytać: jak pan śmie publicznie pieprzyć o polskiej literaturze głupoty, które wyczytał pan w jakimś czeskim lub angielskim polonożerczym bryku, napisanym przez nienawidzącego Polaków dyletanta? Pan okłamuje studentów i władze uczelni, grając profesjonalistę! Daję panu wybór: albo przyniosę panu moją dysertację i pan ją oceni entuzjastycznie, ze słownikami w ręku lub po omacku, wszystko mi jedno, albo przyniosę do rektoratu rozbiór pańskich prelekcji o literaturze polskiej, z wyszczególnieniem bredni, które pan głosi studentom. Co pan wybiera?
Kundelkę zatkało. Ciężko oddychał i czuł jak pot leje mu się z karku wzdłuż grzbietu.
– : Milczenie biorę za pańską zgodę dla pierwszego rozwiązania – rzekł Joh
Wychodząc z gabinetu Czecha myślał: „Ciekawe czy wiesz, że po polsku masz psią godność familijną?”.
Nie wszystkie badania sondażowe tyczące preferencji społeczeństwa przypadały prezydentowi Putinowi do gustu. Sondaż mówiący, że Rosjanie stawiają porządek nad wolnością – owszem, „panrawiłsa” . Ale już sondaż tyczący epokowych gwiazdorów („Wymień dziesięć najważniejszych figur w historii świata” ) - trochę mniej. Co prawda triumfującą dziesiątkę zdominowali, całkowicie słusznie, geniusze rosyjskiego chowu (Piotr Wielki, Lenin, Stalin, Gagarin itd.), zajmując aż dziewięć pozycji, lecz wśród owej dziewiątki jedynym geniuszem na literę P był Puszkin (a nie Putin) i, co gorsza, złotą dychę uzupełnił cudzoziemiec Bonaparte, czyli przywódca, którego Putin skrycie cenił, ale formalnie musiał negować, gdyż ten Francuz był dla kagiebowców wrażym europejskim gadem, faszystowskim imperialistą, który nie dość, że zdobył kiedyś moskiewski Kreml, to jeszcze zdobył go przy pomocy odwiecznych wrogów ruskiego mocarstwa, Lachów! Tych piekielnych Lachów, którzy już wcześniej samodzielnie zdobyli Moskwę! Putin nie miał przesądów numerologicznych, ale zdziwiła go bliźniacza końcówka dat, dwunastka: pierwszy raz Polacy trzymali zdobytą Moskwę do 1612 roku, a drugi raz (jako sprzymierzeńcy Napoleona Bonapartego) weszli tam równo dwieście lat później, w 1812 roku! Ktoś opętany numerologią mógłby krakać, że za kolejne dwieście lat, w 2012, Lachy znowu wetkną na zdobycznym Kremlu swoje proporce…
Krnąbrna „Polsza” stała się cierniem dziurawiącym serce Władimira Władimirowicza już u progu jego prezydentury. To ona, tworząc buntowniczą „Solidarność”, rozsypała ZSRR niczym budowlę z klocków. I to ona – gdy tylko przywróciła sobie suwere
Wszelako rozumiał, że samą propagandą i sztuką (jak antypolski film „1612” ) nie przysporzy się Lachom bólu, i że jedynie skuteczne mogą być ciosy ekonomiczne. Zamknął więc granice Federacji przed polskimi owocami, polskimi wędlinami, polskim mięsem, polskim mlekiem i polską produkcją mlekopochodną każdego rodzaju, co uderzyło polski eksport solidnie. Embarga gazowego i naftowego wprowadzić nie mógł, bo musiał respektować długoterminowe umowy zawarte wcześniej, ale odciął rurociąg „Przyjaźń”, wskutek czego ropa przestała płynąć do litewskiej rafinerii Możejki kupionej przez Polaków. Niech sobie transportują z Zachodu, tankowcami i cysternami! Megarurociąg do zachodniej Europy puścił dnem Bałtyku, by ominąć Polskę kosztem większych (dużo większych) wydatków na tę trudną inwestycję (trudną konstruktorsko i ekologicznie), ale dzięki temu Polska nie będzie miała prowizji tranzytowych. Figa! Szerokotorowa rosyjska kolej do zachodniej Europy ominęła Polskę również, biegnąc dłuższą (dużo trudniejszą) trasą przez Słowację, dzięki czemu i tutaj Lachy ni rubelka nie zyskają. Mnóstwo takich kopniaków gospodarczych. Lachom wbrew! A na dokładkę truskaweczka „martyrologiczna” , wieńcząca historiograficzno-medialnie cały ten tort: wycofanie się z uznania tzw. „zbrodni katyńskiej” za zbrodnię rosyjską i ludobójczą. Chociaż Jelcyn dawno już przeprosił w Katyniu Lachów, lecz nowe prace rosyjskich historyków unieważnią tamte bezsensowne przeprosiny…
Gad jak to gad – mimo że deptany, kąsa. Oddaje ciosy, „swołocz” ! Będąc członkiem Unii Europejskiej – „Polsza” zablokowała nowy traktat handlowy między Unią a Rosją. Nie ma co -celnie uderzyły Lachy, boli! Lecz to nie wszystko: chciały też gady polskie blokować możliwość kupowania przez Rosjan w Europie dużych firm energetycznych (elektrownie, składy paliw oraz sieci przesyłowe) i możliwość finansowania inwestycji na terenie Rosji przez EBI (Europejski Bank Inwestycyjny), namawiając swoich partnerów z UE, żeby wyhamowywano rosyjski sektor energetyczny kagańcami dla Gazpromu, Transnieftu, Rosnieftu i Łukoilu. Groza! A i szabelką wymachują bezczelnie! Kupili od Jankesów myśliwce F-16, wspomagają Jankesów w Iraku swoimi wojskami, u siebie chcą budować tarczę antyrakietową. Niby to przeciw muzułmanom, Irańczykom, ale wiadomo, że mają bruździć rosyjskim siłom nuklearnym, psuć Rosji szansę zadania pierwszego uderzenia. Wredne Lachy!
Trudno mu było orzec gdzie ma Rosja najtrudniejszy sąsiedzki problem do rozwiązania strategicznego: na Ukrainie, w Gruzji czy w Polsce? Wszędzie tam buzujące prozachodnie trendy nie dawały Kremlowi spokojnie spać. Putin ciągłe omawiał tę kwestię z gronem doradców i pomagierów, lecz rezultaty długich dyskusji nie kontentowały go. Być może trzeba tu śmielszych mózgów? Zerknął ku dwóm zszywkom maszynopisu, który mu przyniesiono przed tygodniem: „Historia rosyjskiej oligarchii” . Autor: Lieonid Szudrin. Niegłupio pisze, może warto z nim porozmawiać…
Opuszczenie „pierdla” przez „Zecera” nie mogło być ciche, Mariusz był już bowiem figurą sławną, chlubą „Solidarności”. Koło bramy więzie
– Piękny wóz! I jaki pakowny! Do samego bagażnika zmieściłoby się, kurwa, ze dwóch Popiełuszków, co?
– Ja bym i trzeciego upchał! – odrzekł mu kolega w cywilu.
Był koniec października roku 1988. Zbliżał się dzień 11 listopada, przedwoje
– To jest święto młode, ustanowione dwa lata przed wojną, w roku 1937. Lecz ważne dla patriotów…
– Zwłaszcza dla szczególnego rodzaju patriotów, dla piłsudczyków! – burknął doktor Marylski. – Oni je wprowadzili, bo trzęśli, jak chcieli, Sarmacją.
– Tralalala! – oburzył się docent Górski, socjolog. – Wy, Korwinowcy z „Officyny Liberałów”, zawsze jawnie nienawidziliście „Dziadka” , uważaliście go za czerwonego bandziora, to obrzydliwość! Korowcy też go nie lubią, bo sami będąc bardziej lewackimi niż partyjniacy, uważają go za reakcyjnego dyktatora. Ma dużo wrogów. Ale święto 11 listopada nie powi
– Niecały naród – uparł się doktor. – Tylko brakowało głośnych sprzeciwów, bo sprzeciw powodował represje.
– Co pan gada!
– Gadam prawdę, to są fakty. Już pierwszego roku obchodów, na akademii w Teatrze Wielkim, siedem ucze