Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 43 из 78

Chociaż nie. Czasem spotykał pewnego mężczyznę, snującego się pośród opuszczonych domów jak on sam. Pan Wyzgo, z przewieszonym przez ramię karabinem maszynowym, również krążył wymarłymi ulicami. We śnie nigdy się do siebie nie odezwali. Na swój widok z reguły odwracali się i rozchodzili w różne strony…

Teraz jednak Dietrich wkręcił do maszyny kartkę papieru. Gusiew chciał, żeby zaczął pisać. OK. Musi przecież to wszystko opisać. Tylko jak zacząć? Cholera…

„Przeżyłem zupełnie nieprawdopodobną historię. Zaczęło się tak…”.

Nieeeeee. Do dupy! Wyrwał kartkę i wkręcił nową.

„Zdarzyło mi się coś zupełnie nieprawdopodobnego. Nikt nie uwierzy w tę historię. Mój przyjaciel i agentka wywiadu Węgier postanowili…”.

Boże, co za bzdety! Nowa kartka. Jak się pisze? Jak się pisze?! Jak oddać to wszystko, co siedzi w człowieku?!

„Jestem pracownikiem Instytutu…”.

Nowa kartka.

„Był upalny wieczór. Poznaliśmy pewną Węgierkę. Ona udawała, że nie mówi dobrze po polsku, ale potem okazało się, że mówiła…”.

Jezus! Nie umiał pisać. No nie umiał! Po prostu nie umiał…

Wyjął z szafy wojskową kurtkę z maskowaniem. Zrzucił kapcie i włożył NATO-wskie buty. Ciemne okulary na czoło, papieros, szklaneczka whisky. Na biurku porozsypywał trochę amunicji różnych kalibrów – tak, żeby naboje ładnie się komponowały. W różnych miejscach porozkładał gustownie rewolwer.357 Magnum, „dwudziestkę dwójkę” z długą lufą i.38 Special z krótką. Półautomat 9 mm Luger wprost przy maszynie do pisania.

„To była twarda gra, w której ryzykowaliśmy życiem. Najbardziej Gusiew. Ale i całe miasto było zagrożone, może i kraj. Teraz opiszę nasze przygody, w które i tak nikt nie uwierzy…”.

Wyrwał z maszyny kartkę. Zerknął na swoje odbicie w lustrze. Wyglądał jak Hemingway. Ale Hemingwayem nie był. Właśnie. Dlaczego w tym pokoju nie ma napakowanego narkotykami Witkacego, który mógłby mu coś poradzić? Gdzie Herma

Szlag!!! Jak się pisze? Jak oddać swój ból, strach, samotność, żal po tylu stratach… A jednocześnie to, że jest mu – o perfidio! – dobrze? Jak opisać pustkę po stracie przyjaciela i poczucie winy? Jak oddać to, co czuł w chwili, gdy umierał jego ojciec, a on sam kucał na klatce schodowej z idiotycznymi gumowymi rękawiczkami i maską na twarzy, bo nie wiedział, że to agonia, i bał się jeszcze zarazić ojca grypą? Jak się opisuje historie? Jak to się robi?

Wielki, puchaty, perski kocur wskoczył na biurko i zaczął głośno mruczeć. Popatrzył Ivanowi prosto w oczy, co u zwierząt jest rzadkością. Przekrzywił głowę. Wyraźnie śmiał się, na swój koci sposób.

– O żesz ty… – Dietrich wkręcił do maszyny nową kartkę. – Już wiem!

Jezu, jakie to proste! Jakie łatwe, choć początkowo trudne do odgadnięcia. Już wiedział. Wiedział. Zrozumiał. Niewprawnie jeszcze, dwoma palcami, zaczął stukać w klawisze.

„Był rok 1999. Heinz Guderian i Gieorgij Żukow siedzieli na balkonie siódmego piętra jednego z monstrualnych, wrocławskich bloków. Pili wódkę. Obydwaj z pewnym zdziwieniem obserwowali przelatujący tuż obok balon meteorologiczny, do którego za mordę przyczepiony był perski kot, zawzięcie usiłujący sterować płonącym ogonem…”.