Страница 22 из 78
– O właśnie… Wiśniowiecki… Co za nazwisko! Już najwyższy czas skończyć z Jagiellończykami, czas przestać kłuć Niemców w oczy tą idiotyczną bitwą pod Grunwaldem! A Wiśniowieccy? Toż wy przecież tylko na Wschodzie walczyliście, prawda? Żadnych krzyżacko-polskich zaszłości, żadnego zamieszania w zamach na Bismarcka. Idealnie czyste rączki! Choć, oczywiście, Rosjanie mają i
– Możesz przystąpić do rzeczy?
– Mogę. Nawet muszę… Plan był taki: wysyłamy pięciu z najlepszej szlachty na front. Niemcy mają fioła na punkcie służby wojskowej. Nie ma siły, żeby ich władca nie odbył normalnej służby, nie odznaczył się, nie walczył naprawdę. Dlatego wysłaliśmy pięciu książąt, bo jakby któryś przypadkiem zginął, to, wiesz, musieliśmy mieć coś… w rezerwie. Prawda?
Nie czekała na jego potwierdzenie.
– Zresztą ty byłeś prawie na końcu listy. Największe nadzieje budził Maciek Lubomirski, prawdziwy as lotniczy, ale… Zestrzelili go, świnie. Romek Koniecpolski był drugi w kolejności. Niestety, podczas służby na krążowniku, w trakcie tej okropnej bitwy pod Leyte, nabawił się przykrej choroby. Ma tik nerwowy, drga mu lewa powieka. To wyglądałoby fatalnie na propagandowych filmach. Jest jeszcze Grzesio Radziwiłł, z ciężkich czołgów. Ale, do jasnej cholery… Wyobrażasz sobie Niemców ryczących „Hail Grzegorz”? Toż nikt z nich tego nie wymówi. „Radziwiłł” też nie powiedzą bez trzyletniego treningu. A poza tym to, psiamać, Litwin! Padło więc na ciebie, Jeremi. Hitlerowcy jakoś to powi
Zerwała się na równe nogi, stanęła na baczność i wyprostowała ramię w faszystowskim pozdrowieniu.
– Heil Jeremi!!! – krzyknęła.
– No… – usiadła na powrót w fotelu, znowu z kolanem przy kolanie. – No… Jakoś to brzmi.
– Dobrze się bawisz? – spytał Wiśniowiecki.
– Niestety, kotek, mówię zupełnie poważnie. Przelecisz Monisię i ożenisz się z nią. Ale, jak mówię, nie za darmo!
– Zwariowałaś?
Zaprzeczyła ruchem głowy.
– Polska potrzebuje nowego króla. Dlaczego więc nie Wiśniowiecki? Dlaczego nie mąż pani Hitler? Dlaczego nie ktoś, kto przeszedł cały szlak bojowy z „Ognistooką”? W reklamówkach wyborczych wypadniesz doskonale…
– Przestań!
Znowu zaprzeczyła ruchem głowy. Wyjęła z sejfu grubą kopertę i zaczęła po kolei wykładać na stół zdjęcia.
– To jest właśnie Monisia…
Rozpoznał fotografię, która często pojawiała się w prasie.
– Tu masz Monisię z tatusiem, tu z mamusią, a tu z pieskiem… Masz też goluteńką Monisię w łazience…
– Jezus! Nasz wywiad zajmuje się fotografowaniem czyjegoś gołego tyłka?!
– Owszem. My nie posyłamy naszych agentów w kompletną niewiadomą – Anka Potocka bawiła się w najlepsze. Wykładała na stół kolejne zdjęcia. – Musisz znać sytuację. To jest goła pupcia Moniki, to jest jej… no… ta część ciała, którą każda kobieta pragnie ukryć… Tu masz zdjęcie, jak Monisia się onanizuje… Tu masz jej biust, nawet ładne ma piersi, co? Trochę za niska dla ciebie, ale… Założy jej się wysokie obcasy do oficjalnych uroczystości, a dla potrzeb filmu nawet ustawi na stołeczku… Tu jest Monisia goła z tyłu, a tu goła z przodu…
Wiśniowiecki sam nalał sobie koniak.
– Wyobrażam sobie agentów, którzy robili te zdjęcia…
Anka tylko skinęła głową.
– Mam przelecieć Monikę Hitler i zostać jej mężem, a potem królem Polski?!
Potocka zsunęła się z fotela i uklękła przed Wiśniowieckim.
– Tak, Królu Rzeczypospolitej Trojga Narodów, panie mój!
– Boże, Boże, Boże…
– Coś nie tak? – Anka podniosła się z klęczek i rzuciła na stół ostatnie zdjęcie. – Fajna dupka przecież…
Wiśniowiecki usiłował znowu nie poczerwienieć.
– O kuuuuuurczę…
– No – pani ambasador również usiłowała nie patrzeć na ostatnie zdjęcie. Choć… było widać, że musiała je wcześniej studiować bardzo dokładnie – dostała zbyt wielkich rumieńców, niby to podziwiając oryginalny obraz Canaletta, zdobiący ścianę.
Wiśniowiecki zapalił papierosa. Zgarnął wszystkie zdjęcia i włożył z powrotem do koperty.
– Jest w tym jakiś haczyk? – powrócił na swój fotel.
– Jest – Potocka również usiadła. Założyła nogę na nogę. Był to jeden z najpiękniejszych widoków, jakie można sobie było wyobrazić. Jak zwykle Sejm osiągał to, co chciał. To nie był policzek wymierzony cesarzowi Hirochito. To było nasikanie na stół w jego obecności. Nie dość, że kobieta, to jeszcze tak śliczna, że oficjele na dworze cesarskim musieli gremialnie dostawać apopleksji na jej widok.
Wiśniowiecki postanowił zaryzykować.
– Czy Sejm przewidział taką opcję, że… dasz mi tyłka, jeśli ma to przyspieszyć moją decyzję?
Wyraźnie się zdenerwowała. Poprosiła o papierosa, który wetknęła do długiej, damskiej lufki.
– Skoro już rozmawiamy szczerze – zaciągnęła się głęboko. – To… Jestem przygotowana na taką „opcję”.
Popatrzyła mu prosto w oczy. Odwrócił wzrok, skonfundowany.
– Tylko wiesz… – dobiła go kompletnie. – Nie wahaj się długo, bo w odwodzie mamy jeszcze Stefka, nie pamiętam numeru, Czarnieckiego, z piechoty morskiej.
Westchnął ciężko.
– Koronkowa robota – zerknął na koronki jej pończoch, widoczne spod spódnicy. – Nie omieszkaj powtórzyć tego marszałkowi Sejmu.
– Nie bądź niemiły…
– Biedny Maciuś Lubomirski – zakpił – spruty przez wrogie myśliwce, Koniecpolski ma tik nerwowy, a Radziwiłł to cholerny Litwin. Ukochanej Rzeczypospolitej pozostaliśmy ja i Czarniecki… Jak zwykle zresztą – roześmiał się głośno. – Zawsze tak jest. Polska w opałach, to Czarnieccy i Wiśniowieccy mają ją wyciągać z szamba… – podrapał się w brodę. – Brakuje tylko Sobieskiego.
– Jaś Sobieski złamał nogę podczas pierwszego skoku ze spadochronem na wstępnym szkoleniu. Mamusia wyciągnęła go z wojska.
– Rozumiem, że gdyby nie ten wypadek, to… byłby pierwszy na liście?
Skinęła głową.
– Znam Stefka. Nadał by się.
Potocka zaciągnęła się raz jeszcze.
– Jemu odmawia pięć kobiet na dziesięć. Tobie jedna na dziesięć – wysyczała.
– O taaaaak… – śmiał się w najlepsze. – Przepraszam. Wyobraziłem sobie sędziwego marszałka Sejmu, jak studiuje raporty w rodzaju: „Ściśle tajne. Ilość wzwodów osiągniętych przez Wiśniowieckiego w stosunku do średniej armijnej w okresie…”.
– Przestań! – osadziła go. Rumieńce na jej policzkach na pewno nie były udawane. Speszyła go tym dokumentnie.
– Przepraszam – szepnął.
– Chcesz, to dam ci tyłka! – warknęła. – Ale… Pozwól mi zachować choć trochę szacunku dla samej siebie!
– Przepraszam – powtórzył. – Wygłupiłem się. Sorry!
Przez chwilę panowała złowieszcza cisza.
– To znowu po żydowsku? – uśmiechnęła się lekko. – Czy chińskie świństwa?
– „Sorry” to po tonkińsku znaczy „zdejmij…” – machnął ręką. – Jaki haczyk tkwi w tej sprawie?
Nalała nowe porcje koniaku do kieliszków.
– La bombe de Heisenberg – przeszła nagle na martwy francuski.
– Que? De quoi tu parle?
– Bomba Heisenberga – powtórzyła po polsku. – Przecież w cywilu byłeś fizykiem. Wiesz kto to Werner Heisenberg, prawda?
– Ten od zasady nieoznaczoności?
– Mhm.
– On nie jest chemikiem. Jaką bombę mógł zrobić?
– Nie zrobił, ale robi… To jakiś cholerny koniec świata. A Niemcy, po pierwsze, są nieprzewidywalni, a po drugie, nienawidzą nas, Polaków, za to, że nie zabiliśmy u siebie Żydów. Co gorsza, daliśmy azyl Żydom z Niemiec. Teraz dostają piany, gdy widzą, jak nasi Żydzi handlują z USA… Dadzą nam popalić, jeśli Monisia Hitler ich nie powstrzyma… w twoich ramionach, i jeśli… to nie my będziemy mieć pierwsi bombę Heisenberga.
– Co to jest bomba Heisenberga?
– Armagedon. Koniec świata. Ostateczne rozwiązanie kwestii wszystkich narodów… – uśmiechnęła się smutno. – To jest ta okropna bomba atomowa!
– Jaka?
– Mniejsza z tym. Nasz najlepszy człowiek do spraw fizyki twierdzi, że zrobimy to szybciej, jeśli tylko zdobędziemy plany. Albo przynajmniej ogólne rozeznanie. Uran już się wydobywa na Syberii, lecz musimy mieć choćby ogólne pojęcie, o co chodzi… Tobie, jako mężowi Monisi, nie zabronią wstępu gdziekolwiek byś zechciał. Pojedziesz więc do Wiesbaden i zobaczysz, co to takiego ten ich reaktor. Jesteś fizykiem, zrozumiesz o co chodzi…
– Rozumiem też, że Czarniecki w związku z tym… nie ma szans – zakpił. – On jest architektem.
Potocka uśmiechnęła się lekko, a potem skrzywiła wargi.
– Nasz najlepszy człowiek twierdzi, że zrobimy to szybciej. Tylko musimy mieć punkt wyjścia. Jakieś plany.
– A on sam nie mógłby się pofatygować do Wiesbaden?
– Nie. Po pierwsze jest uciekinierem z Niemiec, a po drugie – Żydem.
– Jezu… Kto jest naszym najlepszym człowiekiem od fizyki?
– Nie wiesz? – Potocka uniosła brwi. – Albert Einstein.
Wiśniowiecki obudził się na kozetce w laboratorium. Tym razem od razu wiedział, gdzie się znajduje. Sam zdjął elektrody z głowy.
– Chryste Panie… – jęknął. – I to ma być „Erotyczny sen o najpiękniejszej kobiecie świata”?! Ja wam serdecznie dziękuję!
– Co? – zaniepokoił się Borkowski. – Nie było najpiękniejszej kobiety świata?
– Była… – Wiśniowiecki zaklął bezgłośnie. – Nawet chciała mi dać dupy. Ale do niczego nie doszło.
– A co stanęło na przeszkodzie?
– Bomba Heisenberga.
– Co?!
– Bomba atomowa, którą w Polsce rekonstruował Albert Einstein. Znacie takie nazwisko? – zakpił. – To była kontynuacja poprzedniego snu!
– Niemożliwe…
– No była! Była!!!
– Niemożliwe. Nie można kontynuować poprzedniego snu na naszych kasetach! – Borkowski zerknął na technika. Ten uspokajająco skinął głową i nachylił się nad komputerem.
– Inwektywy? – zapytał.
– Tym razem nie.
– O właśnie… Jednak panujemy nad sytuacją.