Страница 9 из 65
Rozdział 8
Wokół ustawionego pod oknem ciągnika C-330 zebrała się cała rodzina Pawlaków. Zenek na polecenie Kaźmierza ustawił na parapecie radziecki telewizor „Rubin”, by dopełnił obrazu ich zamożności. Marynia pociła się w upale w modrej sukience z marszczonej krempliny. Pawlak ubrany był w czarny garnitur, który mocno zalatywał naftaliną. Na szyi miał krawat, na nogach kamasze, które ostatni raz miał na nogach, kiedy szedł na rezurekcję. Teraz, przyglądając się krytycznie swoim tucznikom, stąpał w nich ostrożnie po podwórzu, by nie wdepnąć w gęsie gówno.
– Ano, chyba ciebie przyjdzie mi zaciukać! – powiedział Pawlak do wybranego kabana, jakby z góry go przepraszał za tę przykrość.
– Wszystko przez te Amerykę! – Przez Amerykę? -zdziwiła się Ania. – Przecie bez kiełbasy nie pojedziemy -odwrócił oczy od łaciatego wieprza i spojrzał na wnuczkę, zdziwiony brakiem jej ekonomicznej wiedzy.
– Nie słyszała, że tam kryzys? – Wierzy w to dziadek? Chciał udzielić jej bardziej wyczerpujących informacji na temat systemu kapitalistycznego, który wedle naszych środków przekazu trawiony był bezlitosną recesją, gdy w tej chwili widok Kargula i Anielci odebrał mu mowę. Kargul kroczył zamaszyście, przyobleczony w przedziwną jakąś świtkę ze zgrzebnego płótna. Postrzępione spodnie przewiązane były grubym postronkiem. Na głowę wbił słomkowy kapelusz z takimi dziurami, że i gołąb by swobodnie mógł przez nie przefrunąć. Obok dreptała Anielcia, okutana wydobytą z kufra chustą, którą okrywała swoje drobne jeszcze wtedy dzieci w czasie wielotygodniowej jazdy wagonem z Krużewników na Ziemie
Odzyskane… Wszystkiego mógł się Pawlak spodziewać, ale nie takiej maskarady. To on chce rodzinę przedstawić z jak najlepszej strony, a ten kałakunio na pośmiewisko chce go wystawić?! Cyrk urządza? Biedołacha zgrywa? Jak będą mogli komukolwiek zaimponować w Ameryce?! Wbita w swoją kremplinową suknię Marynia z niepokojem patrzyła na nabiegające krwią policzki Kaźmierza: jeszcze z tej denerwacji szlag go trafi na miejscu! Kargul oparł się o błotnik ciągnika niczym kosynier Kościuszki o zdobyte działo i spojrzał z góry na posiniałego z oburzenia Pawlaka. -A ty czego tak oczy wypuczył jak ta czerepacha? – prowokacyjnie podparł się pod boki. W tej postawie wyglądał jak strach na wróble, na którym łachy wypłowiały od słońca. Pawlak wzniósł oczy do nieba; jakby błagał o łaskę nadzwyczajnej cierpliwości, po czym rzucił przez zęby, patrząc na oboje Kargulów jak na przebierańców: – Mieli my się pokazać bogato i szykownie, prosto jak na stypie, a ty tu dywersyjne polityke prowadzisz?! Dziada z siebie robisz?! – Ja wiem, czego oni tam w Ameryce są głodne! – Odział się jak dziad kalwaryjski i chce Ameryce imponować! Na litość ich chcesz brać jak gównozjad jakiś?! Ja w osobistej swej postaci tu stojący mówię jemu, że takiego wstydu nie zniosę! -Z dobrego serca ja tak przyoblekłszy sia – Kargul położył rękę na sercu, jakby gotów był złożyć przysięgę na szczerość swych intencji.
– Po co ich bogactwem w oczy dźgać? Oni tam w lepszych garniturach do wygódki chodzą, jak ty do kościoła. My im tam pokażemy to, czego oni nie mają! Tradycję! – Ty mnie politycznie nie kołuj, bo dość, że nam Gierek głowę zamoroczył. Galopem leć galancie się przyoblec! – Przez te łachy Krużewniki się Jaśkowi przypomną – argumentował Kargul, sam szczerze wierząc, że znalazł najlepszy sposób, by ożywić pamięć Jana Pawlaka.
– Ot, bestyjnik! Taż jemu wystarczy na ciebie spojrzeć, żeby on sobie przypomniał, przez kogo musiał z tych Krużewników do Ameryki uciekać! – Awo! I teraz będzie mi ze łzami szczęścia podziękowania składał, że całe życie w imperializmie on przeżył, zamiast w tym socjalizmie mordować sia! – bez chwili wahania odparował Kargul.
– Ot, chwost złodziejski! – Pawlak obejrzał się na Marynię.
– To może mamy na mszę dziękczy
– Żeby jego wilcy! Zbiesił sia, czy jak?! Kargul rozdarł swoją płócie
– Jadę, żeby jemu przebaczyć i żeby Jaśko, jak przyjdzie jego pora, mógł w spokojności do królestwa niebieskiego wkroczyć.
– Ludzie! Trzymajcie mnie! – krzyknął Pawlak i zakręcił się w miejscu jak nakręcany bąk.
– Ten bestyjnik przebaczać wybiera sia! – A cóż jemu oczy tak dęba stanęli?- Kargul wypinał zaznaczoną blizną pierś, jakby czekał na order za bohaterskie czyny.
– Chyba widzi, jaki mnie Jaśko ślad zostawił! – Boś miedzę nam podorał! – A kto nasze ulęgałki podebrał?! Tego już było Pawlakowi za wiele: mało że tamten szykuje się do Ameryki po nagrodę za swój złodziejski charakter, to jeszcze śmie Pawlakom jakieś ulęgałki wypominać? Już się szykował zedrzeć z sąsiada te łachy, kiedy od strony bramy rozległ się głos sołtysa Fogla: – Ludzie! Co tu się dzieje?! Wychylając głowę z okienka swojego fiacika patrzył zdziwiony na ten dziwny obraz: pod oknem, wśród malw i słoneczników tkwił nowy ciągnik C-330, nad nim odbijał promienie słońca ekran ustawionego na parapecie telewizora „Rubin”, pod oknem stały dziwnie poprzebierane Anielcia i Marynia.
– A wy co, do licytacji się szykujecie? – zdziwiony Fogiel poruszał niczym żuk siwymi wąsiskami.
– Nie słyszał pan o propagandzie sukcesu? – Zenek z rezerwą odnosił się do tych wszystkich przygotowań. Pawlak zgromił go spojrzeniem.
– Ja nie Gierek, tylko jeszcze sanacyjny patriota. A sołtysa taksówka do zdjęcia przyda sia, żeby te Amerykańce wiedzieli, że my sroce spod ogona nie wypadłszy…
– A gdzie wy się wybieracie?- Fogiel przenosił spojrzenie z twarzy Pawlaka na oblicze Kargula.
– Na odpust? -Do Ameryki! – Ania uwierzyła już teraz, że nawet bezusta
– Jak tacy porządni obywatele wyjeżdżają, to tu zostanie sam chłam – powiedział sołtys Fogiel ze szczerym smutkiem.