Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 1 из 65

Rozdział 1

… Spytam go: Kochasz? Jeśli kochasz – to puść! Daj mi szansę! No tak, kochać to on kocha. Sam przecież w kółko powtarza, że zakochał się we mnie jak kot w wiose

Sierocińskiemu zdarzyło, choć przecie jego szwagier w powiecie silnie partyjny. Gorzej, że ciągnik podlega reklamacji, ale łapówka nie. Aj, Bożeńciu, kiedy nareszcie takie czasy nastaną, żeby chłop mógł swój dobrobyt podnieść, a nie zgrzeszyć przy tym i ruptury nie dostać? Takie myśli kłębiły się pod maciejówką Kaźmierza Pawlaka, który wiercił się niespokojnie na ramie roweru, czując na swoim karku gorący oddech sapiącego z wysiłku Kargula. W podręczniku na drugą klasę darmo by szukać odpowiedzi na pytanie, o której godzinie i na którym kilometrze drogi zderzą się ze sobą autobus PKS oraz poniemiecki rower męski bez dzwonka, jeśli oba te pojazdy jadą jedną drogą z przeciwnych kierunków. Autobus wyruszył z Wrocławia o godzinie 16.45, rower zaś spod Urzędu Gmi

– Możesz przyjechać do Chicago w jesieni i tam się znów spotkasz z papieżem”… Tak, to też może być argument, który ułatwi mi przekonanie Zenka. Jak babcia Marynia i Anielcia usłyszą, że Ojciec święty będzie jesienią w Chicago, na pewno poprą mój wyjazd! To będzie jakby druga część pielgrzymki, tylko że na tej krajowej straciłam, bo mi pod Jasną Górą ukradli z szyi złoty medalik, za to na tamtej, amerykańskiej, to się odkuję…… No, być chłopem to kłopot serdeczny, ale trzeba przyznać, że odkąd Gierek nastał, to władza coraz dalej idące zrozumienie wykazuje i bardziej ludzka stawszy sia. Za Gomułki trzeba było protekcję mieć, żeby chcieli od ciebie łapówkę wziąć, a za Gierka władza zgodnie z hasłem 'Naród z partią – partia z narodem' – chętniej bierze, żeby ten socjalizm także więcej ludzkie oblicze miał… Pawlak doceniał fakt, że władza wychodziła naprzeciw społeczeństwu. Teraz, kiedy wracali z Urzędu Gmi

– Kręci się na tej ramie, jakby robaki miał – Kargul ofuknął swojego pasażera.

– A ty przyciśnij na pedały, bo wleczesz sia jak na czyn społeczny! Kaźmierz spoconymi dłońmi ściskał kierownicę, jakby było rzeczą oczywistą, że to on – choć jedzie na ramie – kieruje rowerem, Kargul zaś tylko kręci nogami. Spod kłapciatego ronda kapelusza z czoła Kargula ściekały strumyki potu.

– Pod górę ciężko -wysapał, łapiąc z trudem oddech.

– Pod górę, ale z wiatrem – Pawlak bez wahania oddalił jego skargę.

– Tobie zawsze ciężko. Jak ja by we wojnę tak pomału nogami przebierał, to ja by dawno trawą porósł! – Może się pomieniamy? – zaproponował Kargul, zwalniając nieco na zakręcie.

– Teraz ja na ramę pójdę.

– Ot, pomorek – Pawlak niespokojnie zerknął przez ramię na Kargula. -Przecie we dwóch na jedne rame nie wliziem! Zresztą ty wagę masz jak stary kaban! – Awo! Powiedz lepiej prawdę, że ty nogami do pedałów nie sięgniesz! Oj, nie w smak była Kaźmierzowi ta uwaga sąsiada. Zagryzł usta, ale nie myślał zrezygnować z kierowniczej roli. Na wysokości kapliczki z Panem Jezusem Frasobliwym polecił Kargulowi skręcić w lewo: pojadą na skróty przez miedzę Sierocińskiego! – Miedzą nie dam rady z tobą tarabanić sia! – oponował Kargul.

– Kręć lepiej nogami, to dasz radę! – Ot, radzak się znalazł – Kargul sapał równocześnie ze zmęczenia, jak i ze złości.

– Ja kręcę nogami, a ty językiem! -A bodaj cię, bambaryło! – Kaźmierz nacisnął maciejówkę na głowę i ujął mocniej kierownicę.

– Z tobą za pogrzebem iść, a nie o przyszłość rodziny walczyć! Sam ostro skręcił kierownicę w lewo, by zmusić Kargula do wjechania na miedzę Sierocińskiego. W tym momencie Kargul ujrzał wyłaniający się zza zakrętu autobus PKS. Rozległ się ochrypły dźwięk sygnału. Autobus zbliżał się, a na środku drogi raz w prawo, raz w lewo kolebał się rower z dwoma mężczyznami. Ten na siodełku starał się pozostać po prawej stronie jezdni, zaś ten na ramie wszelkimi siłami skręcał kierownicę w lewo; rower przez chwilę balansował na jezdni jak nakręcony dzieci

– Jeszcze ty popadniesz w moje łapy! Żeby ty łaził po wodzie i pić prosił! – Ot, gorączka człek! Prosto jak ten twój brat, Jaśko! – Kargul nasadził kapelusz, patrząc na Pawlaka jak na szaleńca.

– Taż my cudem ocaleni! – Czekaj no, już ja tobie kwit wystawię! Patrzaj, co z rowera zostało! Na nie rowu leżało to, co jeszcze przed chwilą było rowerem: pogięte w ósemki koła, wykrzywiona kierownica, urwany pedał, skręcone jak baranie rogi błotniki. Kargul patrzył na to żelastwo, jak pasterz patrzyłby na obgryzione przez wilki kości barana.