Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 9 из 21

Szczepionka na kobiety, czyli ekologia seksu

Czy niedługo kobiety będą musiały sikać w torebki? Łykając nafaszerowane hormonami środki antykoncepcyjne, wydalają za dużo estrogenu. Zanieczyszczają nim środowisko i trują samców. Chemiczna antykoncepcja okazała się więc wyjątkowo skuteczna. Nie tylko nie dopuszcza do rozwoju ciąży, ale i zapłodnienia, odbierając mężczyznom ich męskość. Świat pławi się w estrogenie ściekającym kanalizacją do rzek i oceanów. Może nadejść katastrofalna fala kobiecości. Martwić się? Być dumną? Raczej zdziwioną, w czym jeszcze znajdują się związki estrogenopodobne: środki przeciw insektom (DDT), spaliny samochodowe, farby, proszki do prania, niektóre odmiany plastiku.

Mężczyźni na burzę hormonów odpowiedzą burzą mózgów i coś w samoobronie wynajdą. Na przykład szczepionkę przeciw kobietom. Albo wyprodukują pojemniki, w których składować się będzie żeńskie odchody z takim samym zachowaniem ostrożności, jak magazynuje się odpady nuklearne. Póki co, biedna kobieta, sortuję śmieci na mojej szwedzkiej wsi. Osobno plastik, szkło (oddzielnie białe i kolorowe), papier. Ekologia stała się w Skandynawii boginią czystości. Jej wyznawcy spędzają godziny, szorując pudełka po mleku, składając je stara

„Cosmopolitan” 1999, nr 1

Faceci w jedwabiach

Kiedy jest zimno, chodzę w spodniach, a w ciepłe dni wypuszczam nogi na wolność. Żeńskiego człowieka dopada jednak czasem chętka na błyśniecie jedwabistą łydką. Wybrałam się więc na Chmielną po jedwabie albo nylony. Nie lubię rajstop. Przypominają męki dzieciństwa w gryzących, opadających rajtuzach. Zwykłe pończochy są delikatniejsze, ale cała ta maszyneria klamerek, pasów, pasków oplątujących nogi, wrzynających się w biodra, nie kojarzy mi się z erotyką, ale z science fiction, jakby dziwka puściła się z cyborgiem. Kupiłam więc „raj-uda” (czemu nie, skoro istnieją rajstopy), zwane przeze mnie także pijawkami. Są to pończochy trzymające się na nodze dzięki gumowej podwiązce, wpijającej się w udo, co tamuje przepływ krwi. Poza obrzmieniem nóg następuje u ich nosicielki prawdopodobnie także obrzmienie mózgu. Skąd to podejrzenie? Po założeniu pończoch-pijawek „Elledue” made in Italy, za 18 złotych polskich, miałam halucynacje wzrokowe. Nie, że pijawki za długie albo za krótkie. Były idealne – z lycry, i przyssały się natychmiast silikonowym paskiem, ozdobionym dość tandetną plastikową koronką. Wrażenie, że coś jest nie tak, wywołało opakowanie „Elledue”. Z pozoru zwykłe: opisano na nim pijawki w kilku językach europejskich. Po francusku, hiszpańsku, niemiecku, angielsku: Satin sheer self supporting stocking with Lycra. Silicon elastic belt. Jednak po polsku te same pijawki zmieniły się już w cacko: „Pończochy samonośne z kosztowną koronką, matowe, jedwabiste, z lycrą podwójnie oplataną”. Natomiast w wersji rosyjskiej dodano jeszcze jedną zaletę: „Częściowo podkreślają waszą seksualność”. Ostrożne „częściowo” jest chyba zabezpieczeniem przed ewentualnymi reklamacjami. Nie, że poleciało oczko, ale że on do krasawicy z tak „podkreśloną seksualnością” oczka nie puścił. Czy te zachwalane pijawki są na tyle dobrej jakości, że ich rosyjskie nosicielki mają szansę (choćby częściową) na znalezienie sponsora lub bogatego, najchętniej zagranicznego, męża? Zachodnie biura matrymonialne są zarzucone ofertami ładnych, wykształconych i zdesperowanych Rosjanek szukających kogoś, kto wyciągnie je z bagna Republiki Nieszczęść Zjednoczonych.

Jeśli więc wczytać się w opakowanie zwykłych pończoszek-pijawek z Chmielnej, znajdzie się na nim wypisane marzenia pragnienia i potrzeby Europejek końca XX wieku. Dla Niemek są przede wszystkim praktyczne, dla dorabiających się Polek kosztowne, a więc warte wydatku, dla Rosjanek erotyczne. Wyrzuciłam do kosza niepotrzebne już opakowanie, tę mapę babskich nadziei przyssanych do geopolitycznej codzie

Paradując teraz w cienkich pończoszkach, pozwolę sobie lekkim krokiem przejść do nieco cięższych problemów. Takie opakowania, w różnych językach, wciska się nam przy i

Za szaleńca uznano też pierwszego lekarza, stosującego znieczulenie podczas porodów. Kobieta powi

„Cosmopolitan” 1999, nr 8

Zbliżenie z kobietą publiczną

– Czym jest winogrono? Rodzynką po li.ingu – wymyślałam upojona sfermentowanym sokiem z najsłodszych muscatowych gron. Chyba nie mniej trzeźwa była amerykańska komisja estetów i matematyków, zadając sobie pytanie: kto jest najpiękniejszy na świecie? Okazało się, że Leonardo di Caprio i Catherine Deneuve. Dlaczego? Bo w ich twarzach jest doskonała symetria (nie względem siebie, lecz ideału piękna). Co do Caprawego Leo, to jego doskonale obojętne spojrzenie zdradza, że należy prawdopodobnie do istot doskonałych, samowystarczalnych, gdyż nawalonych kokainą i prozakiem. Natomiast uroda Katarzyny Nowackiej jest czymś więcej niż kanonem proporcji. Ozdobiłabym jej wizerunkiem podręczniki filozofii średniowiecza. Oczywiście bardziej w stylu gotyku jest podzwaniająca piszczelami Kate Moss, ale Deneuve pasuje do tamtej epoki typem metafizycznym. Jest żywą odpowiedzią na problem gnębiący scholastyków: „Czy możliwe jest współistnienie przeciwieństw?”, czyli coexistentia oppositiorum. Łączyć w sobie przeciwieństwa, a zarazem istnieć, mógł tylko Bóg. W naszych pogańsko-demokratycznych czasach dostąpiła tego przywileju boska Deneuve.Istnieje od kilku lat (tzn.żyje,za co płaci podatki) i nie brzydnie. Nie jest kobietą, o której mawia się „interesująca”, nie mogąc już powiedzieć „ładna”. Deneuve jest nadal piękna, podobno najpiękniejsza. Komisja, ogłaszając taki werdykt, nie pytała lustereczka: „Powiedz, powiedz, kto na świecie…”, lecz zażądała odpowiedzi od komputera. Maszyna zanalizowała zdjęcia światowych idoli, pomierzyła je, porównała i ogłosiła beznamiętny, geometrycznie udowodniony wynik. Ale czy piękno może być matematyczne? Matematycy uważają, że niektóre z dowodów są bardziej eleganckie od i