Страница 1 из 21
I
Sen i sens
Można nie wierzyć w duchy, ale trudno nie wierzyć w cmentarze. Można nie wierzyć w sny, ale… mogę być niezadowolona, że stworzono mnie na obraz i wzór se
Adam też był niezadowolony z tego, co zrobił dla niego Bóg. „Nie jest dobrze, by człowiek był sam, uczynię mu pomoc” – pomyślał Bóg i stworzył zwierzęta. Adam nie poczuł się z nimi mniej samotny.„Nie ma dla mnie pomocy”- narzekał.Niezły początek, pierwszy prezent i pierwsze rozczarowanie. Rozżalony Adam usnął i marzył o istocie tak onirycznie pięknej, żeby zapomnieć przy niej o samotności.
W snach zdarzają się też koszmary. Tym razem Bóg uczynił to, czego pragnął Adam. Z jego snu ulepił Lilith, pierwszą żonę Adama. Została później przegnana z raju, czy też sama uciekła, apokryfy nie są co do tego zgodne. Wiemy o niej niewiele. Na pewno miała włosy czarne jak noc, bo Lilith i leila (noc) pochodzą od tego samego hebrajskiego słowa. Lilith, uwodzicielski koszmar, chciała opętać Adama, chociaż nie była zła. Jabłko dobrego i złego dopiero dojrzewało. Człowiek wyrwał się z jej objęć i Lilith błąka się nocą po rozstajach dróg, obejmując zagubionych podróżnych, a swe pragnienie gasi, chłepcząc krew noworodków, potomków Adama.
Człowiek nie mógł mieć pretensji do Boga, sam wyśnił Lilith. Ale miał też piękny sen o Ewie, matce życia. Bóg, zapatrzony w drugi sen Adama, stworzył mu drugą kobietę i przyprowadził ją do niego jak przeznaczenie, jak ojciec pa
„To jest kość z mojej kości” – zachwycił się Adam, widząc, że Ewa jest jego spełnieniem. Żeńską stroną człowieka stworzoną we śnie, bo „Nie jest dobrze, by człowiek był sam”, by rządził nim tylko rozsądek. Potrzebna mu jest podświadomość, pomoc se
„Elle” 1996, nr 25 (październik)
Nawrócić czy porzucić
Jeżeli nie wyrzuci się z lektur obowiązkowych Sienkiewicza i Prusa, wyrośnie nowe pokolenie misjonarek. Misjonarka jest przekonana, że siłą woli i zbożnym przykładem zmieni łajdaka w porządnego faceta. Nawróci go, poślubi (jeśli jeszcze tego nie uczyniła), ucywilizuje i będzie jak w książkach. Przecież wystarczyło, by Krzysia poruszyła swym czarnym wąsikiem, a Panu Wołodyjowskiemu świat aż po kresy się zamglił. Ligia jeno spojrzała na Winicjusza, a ten stał się chrześcijaninem. Oleńka nóżką tupnęła i Kmicic tak się przeraził, że prawie całą Rzeczpospolitą wyzwolił, a Wokulski dla Izabeli nauczył się angielskiego. Więc misjonarka się poświęca, czeka, robi za niego niemal wszystko (90 procent prac domowych wykonują w Polsce kobiety), by on miał czas się nawrócić. Niekiedy dopadają misjonarkę zwątpienie i beznadzieja, wtedy jej „wzrok dziki, suknia plugawa”, ale wkrótce odzyskuje energię, bo przecież jest w misji… a On? On się zmieni, sporządnieje, pokocha do szaleństwa. Niestety, łajdak – kochaś czy superman – zostanie, jaki był, choć zdarzy mu się na krótko, najczęściej w okresie godowym, stać się ideałem. Ale długie stanie nuży. Siostry misjonarki, zrozumcie: faceta nie da się zmienić, chyba że na i
Niestety, kolejne pokolenie panienek jest już zatrute polską klasyką. Tegoroczna warszawska miss nastolatek oświadczyła, że jej ulubioną lekturą jest Sienkiewicz. O ile pamiętam, w liceum ulubionymi lekturami były te nieobowiązkowe, a nawet zakazane. Autorytetem dla miss jest mama (spróbuj no, wychudła-jak-modelka córo marnietrawiąca, nie słuchać mamy) i papież. Też jestem fanką papieża, ale wiem, że nastolatki wolą słuchać „U2” niż Jana Pawła 2. Missjonarka chciała chyba zasugerować, że skoro czytuje Sienkiewicza, to nadaje się na kobiecy ideał, czyli męcze
Ofiarami szkolnych lektur wydają się też piosenkarki rockowe. Niektóre młode, utalentowane polskie rockmanki mają cudowną manierę liryczności: śpiewają, że jest źle, duszą się, rzężą… (i tak im nie wierzę). Występują w długich sukniach, sukmanach (tzw. sceniczny purytanizm), aż chciałoby się chwycić nożyczki i obciąć te giezła, by pokazać nogi, wydłubać dekolt i błagać o naturalność. Wiem: świat jest zły i ponury, ale szczęśliwcy, mający MTV, mogą pooglądać na przykład uśmiechniętą Sheryl Crow (uśmiechnięte też są niezłe), grającą i nie zgrywającą się na młodą-starą.
Pragnienie cierpiętnictwa, gwarantującego zasłużony sukces (patrz Kamień i cierpienie o genialnym Michale Aniele), jest wszechogarniające. Jeśli jedna z niewielu młodych gwiazd piosenkarskich wygląda jak modelka, śpiewa jak anioł i ma urok naturalności, to tworzy się wokół niej aurę niechybnego nieszczęścia. Szepty i plotki, jakoby ciążyła nad nią klątwa, bo już dzieciństwo miała tragiczne. A dziewczyna ma talent, wrażliwość, zdrowa jest jak rzepa i tak szczęśliwa, że wszystkim paniom i krytykom muzycznym tego życzę.
„Elle” 1995, nr 13 (październik)
Zakazane pieszczoty
Mieszkam przy Nowym Świecie i kilka razy musiałam przechodzić w poprzek różnych manifestacji, by dojść do ulicy Wareckiej. Przedzierając się przez tłum, żądający ustawy antyaborcyjnej, maszerowałam chwilę z demonstrującymi, na tyle długo, na ile nasze poglądy były zbieżne (życie jest świętością), jednak po paru metrach nasze drogi się rozeszły. Kiedy dotarłam z pustymi baniakami do źródełka oligoceńskiego przy Wareckiej, pomyślałam, że cudem byłoby długo oczekiwane Przyjście Ministra, umiejącego jakąś ustawą przemienić brudną wodę w czystą. Jeżeli nadal będziemy truli się kranową, to nowo narodzone dzieci nie napoczną swego życia, uśmiercone wodą podczas chrztu.
Wracam, wychlapując wodę z pełnych baniaków na bruk ulicy Ordynackiej, gdzie modlący się co tydzień protestują przed przychodnią zdrowia w takim stylu, jakby skrobanka była zakazaną pieszczotą erotyczną. Przecież żadna kobieta nie usuwa ciąży dla przyjemności! Poddające się aborcji w większości zachowałyby dziecko, gdyby mogły je wychować. Dlaczego miliony ludzi w Polsce, żądając ustawy antyaborcyjnej, nie pomyślą naprawdę o dobru matki i dziecka? Dlaczego nie żądają, by podnieść zasiłek rodzi
Dziewczyny ogłosiły więc konkurs imienia Andrzeja Szczypiorskiego z atrakcyjną nagrodą dla tego, kto odnajdzie w ich książkach ów archetypiczny „czarny penis”, o którym do tej pory dziewiczo nie miały pojęcia. Żeby znowu nie być posądzoną o pornografię i kontrowersyjność (to słowo zastąpiło kojarzący się z filisterstwem „skandal”), uprzedzam, że moja wyprawa do Australii była pozbawiona takiego podtekstu. Aborygeński penis zainteresował mnie wyłącznie zawodowo, bowiem jedną z moich profesji jest antropologia. Chociaż nie przeczę, że jako przyszła matka interesuję się świadomym macierzyństwem.
Nie chciałabym, żeby ta wycieczka na antypody przerwała opowieść o mojej ulicy. Z Nowego Światu warto przejść na Krakowskie Przedmieście i zajrzeć do Ministerstwa Kultury i Sztuki. Na ścianie zamiast niekontrowersyjnego portretu Chopina czy choćby kopii woje
„Wprost” 1997, nr 29
Nie kastrujcie Banderasa!
Poddano mnie wielu operacjom kosmetycznym. Znosiłam dzielnie męki cięć i retuszy.Zdecydowałam się w końcu o nich opowiedzieć.Wyłącznie o swoich przeżyciach, chociaż domyślam się, co musieli przecierpieć i
Podpisanie tekstu w gazecie jest coraz częściej daniem swego logo pod czyjąś (korekty, redakcji?) myśl. Poprawiacze cudzych tekstów wyznają zasadę: „im więcej przekręcę, tym bardziej jestem”, i zostawiają po sobie ślad odciśnięty nie łapką, lecz stopką redakcyjną. Pół biedy, gdy tak jak we „Wprost”, ktoś zmieni „niefortu