Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 83 из 123

Frankfurt nad Menem, wtorek wieczorem

Pani Małgorzato,

pomyślałem, że zanim wrócę do genu boga, wykonam na sobie pewien test. Byłem ciekawy, jak bardzo ja sam jestem transcendentalny i w jakim stopniu ulegam lub jestem „narażony” na uleganie spirytualnemu natchnieniu lub ekstazie związanym z religią. Pani także może wykonać taki test. Wystarczy, że wejdzie Pani w posiadanie interesującej książki Roberta Cloningera pt „Feeling Good: The Science of Well-Being” (Czując się dobrze: nauka o byciu zadowolonym). Cloninger, psychiatra z Washington University w St. Louis w Missuouri, opracował wraz ze swoim zespołem bardzo szczegółowy test psychologiczny mierzący między i

Po tej refleksji pozwolę sobie teraz powrócić do naszej rozmowy i do genu boga zidentyfikowanego i opisanego przez Hamera. W eksperymencie Hamera ponad tysiąc mężczyzn i kobiet poddało się testowi Cloningera. Kandydaci, którzy uzyskali skrajne to znaczy najlepsze i najgorsze (dla zapewnienia maksymalnego zróżnicowania) wyniki w tym teście – najbardziej i najmniej transcendentalni – zostali umieszczeni w tzw. grupie targetowej. Badanie genomu wszystkich kandydatów jak na razie wydłużyłoby z technicznych względów eksperyment w nieskończoność. Wtrącam „jak na razie”, bowiem jestem przekonany, że to tylko kwestia kilku lat, aby przybornik z testem dekodującym genom stał się tak powszechny jak test ciążowy. Kropla krwi spadnie na sensor przybornika testu DNA, przybornik podłączy się do komputera na biurku i po kilku minutach lub może nawet po kilku sekundach w jakimś pliku zapisze się mapa genomu. Potem przeniesie się ten plik na płytę kompaktową i zamknie w kasecie z aktem urodzenia, aktem ślubu lub świadectwem maturalnym. Tak będzie… zobaczy Pani.

Następnie Hamer, aby uniknąć badania wszystkich genów (ocenia się, że człowiek ma około 35 tys. genów), u każdego osobnika z wyselekcjonowanej grupy ułożył listę dziewięciu genów, które uznane są przez neurobiologów za geny odgrywające główną rolę w produkcji tak zwanych monoamin. Są to stosunkowo proste związki chemiczne (peptydy) obecne w dużych ilościach w mózgu człowieka, odpowiedzialne za tak podstawowe funkcje życiowe jak regulacja nastroju lub motoryka. Należą do nich między i

Ludzie od zarania dziejów wspomagali narkotykami swoje stany transcendentalne związane z religią. Jeśli coś trwa od epoki neolitu, czyli od około 10 tysięcy lat, to można przyjąć, że nie jest zjawiskiem kulturowym, ale czymś wbudowanym w naturę człowieka, czyli w jego… genom. Śledząc historię narkotyków, można dojść do wniosku, że nie było takiej kultury, w której jakaś substancja odurzająca (wspomagająca działanie monoamin w mózgu) nie była znana i używana w obrządkach religijnych lub kultowych. Na tabliczkach klinowych Sumerów (6 tysięcy lat temu) wymienia się opium, którego głównym składnikiem, warunkującym działanie psychotropowe, jest morfina. Sumerowie stosowali opium między i

Wiedzieli również o tym pierwsi psychiatrzy, psychoterapeuci i psychologowie z początku XX wieku, którzy po części wcielali się w rolę szamanów i guru. Kimś takim mianował się chętnie, a nawet buńczucznie Zygmunt Freud, twórca współczesnej psychoanalizy. Jego stosunek do ludzi wierzących nie różnił się niczym od stosunku do ludzi chorych psychicznie. Freud twierdził, że religia to „powszechna obsesyjna neuroza ludzkości”. Ludzie wolą zachorować na rozpowszechnioną neurozę społeczną o nazwie religia, niż cierpieć z powodu własnej osobistej nerwicy. Głównie dlatego, że ta pierwsza jest nieprawdziwa i w związku z tym niegroźna. Sam kiedyś napisał, że „religia to ułuda, a siłę swą czerpie z gotowości dopasowywania się do naszych instynktownych, wiedzionych pragnieniem odruchów. Freud nie ukrywał, że chciałby, aby religia została zastąpiona przez psychoanalizę, tak jak kiedyś religia zajęła miejsce magii. Gdy obserwuje się zachowania niektórych psychoterapeutów, można odnieść wrażenie, że pragnienie Freuda jest także ich pragnieniem…

Ale wróćmy z historii do współczesności i do genu boga. To, co zauważyli Hamer i jego zespół, studiując wybrane dziewięć genów, można śmiało nazwać „szczęśliwym trafieniem”. Bez żadnych wątpliwości udało im się stwierdzić, że gen znany pod nazwą VMAT2 (mam nadzieję, że kiedyś geny będą nazwane tak, aby normalny człowiek wiedział już po nazwie, o co chodzi) odpowiedzialny za transport monoamin u osób z najwyższym wynikiem w teście Cloningera (najbardziej religijnych) jest i

Rodzi się natychmiast pytanie, kto tutaj jest mutantem. Czy dziecko urodzone z cytozyna w jednym punkcie VAMT2 ma większe szanse zostać papieżem niż dziecko, które ma tam adeninę? Czy wystarczy, metodami inżynierii molekularnej, podmienić A na C, aby rozebrana dziewczyna z rozkładówki Playboya nagle ubrała się w habit, poczuła powołanie i postanowiła zamknąć się w klasztorze? Wiem, że prowokacyjnie teraz upraszczam. Nawet Hamer nie wierzy, że tylko ten jeden gen decyduje o tym, że ktoś rodzi się bardziej religijny niż i

Uzupełnię w tym momencie słowa Hamera danymi z badań przeprowadzonych ostatnio na bliźniętach jednojajowych rozdzielonych zaraz po urodzeniu (aby wykluczyć wpływ jednakowego środowiska). Bliźnięta jednojajowe jak nikt i