Страница 50 из 123
Warszawa, czwartek
Panie Januszu,
leżę na kanapie, słucham berlińskiego Radia Jazz i dochodzę do wniosku, że takich żon jak ta profesora Shockleya świat jest pełen. Z tysiąca powodów, z własnej wygody i ze zwyczajnego strachu, nie chcą zobaczyć swoich mężów takimi, jakimi są oni naprawdę. Dlatego w sytuacjach konfliktowych wszystkie ich wady zamieniają w indywidualność, oryginalność charakteru i przyklepują słowami: no cóż, mój mąż jest i
Mój telefon milczy tylko wówczas, gdy ci mają akurat dobry dzień dla swoich kobiet i wyjątkowo nie obrzucają ich nienawistnymi spojrzeniami, nie wychodzą z domu bez telefonów komórkowych i nie dali przyłapać się na kłamstwie.
To zdumiewające, jak często w tym względzie kobiety okłamują same siebie. Nawet wówczas, gdy ślepiec nie miałby problemów z zobaczeniem, że miłość, do której się tak przyzwyczaiły, dawno już została wyprana ze wszelkich kolorów.
I kiedy w codzie
W tym momencie chciałoby się zawołać: „Czy ty zwariowałaś, dziewczyno? Pakuj walizki, uciekaj z tego związku, gdzie pieprz rośnie. Nie marnuj życia. Szanuj samą siebie”.
Napisz na kartce, jaką kobietą, jakim człowiekiem byłaś, zanim go poznałaś.
I
Dzwoni telefon, ta sama historia, ten sam scenariusz. Nie dzwoni, właśnie zadzwonił. Wczoraj był cudowny, dziś jest łajdakiem, a jutro… Łatwo się domyślić. Czasami zastanawiam się, czy gdybym była na miejscu takiego faceta ze skazą nie do zniesienia, to czy nie zachowałabym się podobnie jak on? Czy szanowałabym kobietę, która jest tak przewidywalna w swojej emocjonalnej ślepocie? Czy jej bezwolność i uległość nie powodowałaby we mnie agresji, chęci do kolejnych skoków w bok, a przede wszystkim wszechogarniającego znudzenia układem, w którym trwam? Układem ze skazą…
Kupiłam sobie wreszcie telefon, który wyświetla numer tego, kto dzwoni…
Pozdrawiam,
M.