Страница 10 из 55
– I co ty na to? - spytał z klęczek Koordynator Inżyniera, który kopał się w całej kolekcji, wyłowionej ze „składu” w niecce.
– Na razie nic. Idziemy dalej - powiedział Inżynier, wstając, ale widać było, że humor mu się nieznacznie poprawił.
Rozumieli już, że hala dzieli się jak gdyby na kolejne sekcje, nie odgrodzone od siebie niczym poza samą wewnętrzną spójnością cyklu wykonywanych procesów. Urządzenia wytwórcze, to jest wężujący, kurczący się mackowato, sapiący las - były wszędzie jednakie.
Kilkaset metrów dalej natknęli się na sekcję, która, wykonując te same ruchy, co poprzednia, wijąc się, mlaszcząc, sapiąc, niosła w swoich przewodach, wrzucała do otwartych studni, spuszczała z wysokości, pochłaniała, obrabiała, gromadziła i topiła - nic.
Wszędzie, gdzie w poprzednich sekcjach można było obserwować rozżarzone półprodukty bądź stygnące już obrobione przedmioty, całą tę skomplikowaną wędrówkę na boki, wzwyż, w dół tutaj zastępowała pustka.
Sądząc zrazu, że produkt jest tak przezroczysty, aż niewidzialny, Inżynier wychylał się daleko poza wyrzutniami, usiłował chwycić w ręce coś, co powi
– Obłędna historia - powiedział z przerażeniem Chemik. Inżynier jakoś wcale nie był wstrząśnięty.
– Bardzo interesujące - powiedział i poszli dalej.
Zbliżali się do obszaru, z którego płynął rosnący hałas. Był to hałas miękki, ale tym bardziej ogłuszający - jak gdyby miliony ciężkich, wilgotnych płacht skórzanych padały na wielki, słabo napięty bęben. Naraz zrobiło się jaśniej.
Z dziesiątków maczugowatych sopli, które chwiały się wysoko, zwieszone końcami w dół spod samego stropu, leciał istny deszcz czarnych na tle szklistego stropu przedmiotów, obijał się o grube boki podstawiających im się raz z jednej, raz z drugiej strony przepon, rozpostartych pionowo i puchnących miarowo, jakby je nadymał gaz - przepony te były szaro-przejrzyste, jak pęcherze - i porywany w połowie drogi przez kłęby tak szybko pracujących, że rozwianych w wiry wężowych ramion, lądował na samym dole. Ustawiały się tu porządnie, jeden obiekt obok drugiego, w czworobokach, dokładnymi szeregami, z przeciwnej zaś strony co jakiś czas wypełzała ogromna masa, spłaszczona niczym łeb wieloryba, i z przeciągłym westchnieniem wsysała po kilka rzędów naraz „gotowej produkcji”.
– Skład - flegmatycznie wyjaśnił Inżynier. - Z góry przychodzą gotowe, a tamto to jakby transporter - zabiera je i na powrót wprowadza do obiegu.
– Skąd wiesz, że wprowadza na powrót? Może tu nie? - spytał Fizyk.
– Stąd, że skład jest pełny.
Nikt wprawdzie dobrze tego nie zrozumiał, ale milczeli, przechodząc dalej.
Dochodziła czwarta, kiedy Koordynator zarządził odwrót. Stali na dnie sekcji składającej się z dwu działów. Pierwszy wytwarzał grube tarcze, opatrzone uszatymi uchwytami, drugi odcinał uchwyty i mocował na ich miejscu fragmenty eliptycznych pierścieni, po czym tarcze wędrowały do podziemi, skąd wracały gładkie, „ogolone”, jak powiedział Doktor - aby poddać się znów procesowi przyspawania uszatych uchwytów.
Kiedy wyszli na równinę i kroczyli w dość wysoko jeszcze stojącym słońcu w stronę, gdzie zostawili namiot i rzeczy, Inżynier powiedział:
– No, to staje się pomału jasne.
– Naprawdę? - z odcieniem ironii rzucił Chemik.
– Tak - przyświadczył Koordynator. - Co o tym sądzisz? - zwrócił się do Doktora.
– To jest trup - odparł Doktor.
– Jak to trup? - spytał Chemik, który nie zrozumiał nic z tego, co mówili.
– Trup, który się rusza - dodał Doktor. Szli dalej chwilę w milczeniu.
– Czy mogę się nareszcie dowiedzieć, co to znaczy? - spytał nie bez irytacji Chemik.
– Zdalnie sterowany kompleks do wytwarzania rozmaitych części, który się z upływem czasu kompletnie rozregulował, bo pozostawiono go bez żadnego nadzoru - wyjaśnił Inżynier.
– Ach! A jak dawno, sądzisz…
– Tego nie wiem.
– Z bardzo wielkim przybliżeniem i nie mniejszym ryzykiem można postawić hipotezę, że… co najmniej od kilkudziesięciu lat - powiedział Cybernetyk.
– Ale możliwe, że jeszcze dawniej. Gdybym się dowiedział, że to się stało przed dwustu laty, też bym się nie zdziwił.
– Albo przed tysiącem lat - dodał flegmatycznie Koordynator.
– Elektromózgi nadzorcze rozregulowują się, jak wiesz, w tempie zgodnym ze współczy
– Mogą działać na i
– Mniejsza o szczegóły - powiedział Doktor - ale co myślicie o tym? To znaczy, jakie stawiacie horoskopy? Bo ja raczej ciemne.
– Myślisz o mieszkańcach planety? - spytał Chemik.
– Myślę o mieszkańcach planety.