Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 21 из 63

Rozdział trzeci

Oto biorę sobie ciebie, aby cię mieć i zachować, na dolę piękną i szpetną, najlepszą i najgorszą, we dnie i w nocy, w chorobie i zdrowiu, albowiem sercem całym cię miłuję i przysięgam miłować wiecznie, póki śmierć nas nie rozłączy.

Starodawna formuła zaślubin

O miłości wiemy niewiele. Z miłością jest jak z gruszką. Gruszka jest słodka i ma kształt. Spróbujcie zdefiniować kształt gruszki.

Geralt miał powody podejrzewać — i podejrzewał — że bankiety czarodziejów różnią się od biesiad i uczt zwykłych śmiertelników. Nie spodziewał się jednak, że różnice są aż tak wielkie i tak zasadnicze.

Propozycja towarzyszenia Ye

Tym razem zgodził się. Bez namysłu. Propozycja padła po długiej, szczerej i pełnej emocji rozmowie. Po rozmowie, która zbliżyła ich znowu, usunęła w cień i w niepamięć dawne konflikty, stopiła lody żalu, dumy i zawziętości. Po rozmowie na grobli w Hirundum Geralt zgodziłby się na każdą, absolutnie każdą propozycję ze strony Ye

I była jeszcze Ciri, bez której nie byłoby tej rozmowy, nie byłoby spotkania. Ciri, którą według Codringhera interesował się jakiś czarodziej. Geralt liczył na to, że jego obecność na zjeździe sprowokuje czarodzieja i zmusi do działania. Ale Ye

Z Hirundum pojechali prosto na Thanedd, on, ona, Ciri i Jaskier. Początkowo zatrzymali się w ogromnym kompleksie pałacu Loxia, zajmującym południowo-wschodnie podnóże góry. Pałac roił się już od gości zjazdu i towarzyszących im osób, ale dla Ye

Olbrzymia centralna sala pałacu zbudowana była w kształcie litery „T". Dłuższy bok miał okna, wąskie i nieprawdopodobnie wysokie, sięgające niemal pod wsparte kolumnami sklepienie. Sklepienie też było wysoko. Tak wysoko, że trudno było rozeznać detale zdobiących je fresków, w tym zwłaszcza płeć golasów stanowiących najliczniej powtarzający się motyw malowideł. W oknach były witraże, które musiały kosztować prawdziwą fortunę, ale mimo tego w halli wyraźnie czuło się przeciąg. Geralt dziwił się, że świece nie gasną, ale po dokładniejszej obserwacji przestał się dziwić. Kandelabry były magiczne, a może nawet iluzoryczne. Światła w każdym razie dawały sporo, nieporównanie więcej niż świece.

Gdy weszli, wewnątrz bawiła już dobra setka ludzi. Sala, jak ocenił wiedźmin, mogła pomieścić co najmniej trzykrotnie więcej, nawet wtedy, jeśli pośrodku, jak kazał zwyczaj, ustawiono by stoły w podkowę. Ale tradycyjnej podkowy w ogóle nie było. Wyglądało na to, że ucztować będzie się na stojąco, wytrwale wędrując wzdłuż ścian ozdobionych arrasami, girlandami i falującymi w przeciągu proporcami. Pod arrasami i girlandami ustawiono rzędy długich stolików. Na stolikach zaś piętrzyło się wymyślne jadło na jeszcze wymyślniejszej zastawie, wśród wymyślnych kwiatowych kompozycji i wymyślnych rzeźb z lodu. Przyjrzawszy się dokładniej, Geralt skonstatował, że wymyślności jest znacznie, znacznie więcej niż jadła.

— Nie ma stołu — ponurym głosem stwierdził fakt, wygładzając na sobie krótki, czarny, szamerowany srebrem i wcięty w pasie kaftan, w który ustroiła go Ye

Ye

— Nie ma muzyki. Wieje jak cholera. Nie ma gdzie usiąść. Będziemy jeść i pić na stojąco?

Czarodziejka obdarzyła go powłóczystym fiołkowym spojrzeniem.

— Owszem — powiedziała nieoczekiwanie spokojnie. - Będziemy jeść na stojąco. Wiedz również, że dłuższe zatrzymywanie się przy stole z jedzeniem jest uważane za nietakt.

— Postaram się być taktowny — mruknął. - Tym bardziej że niespecjalnie jest się przy czym zatrzymywać, jak widzę.

— Picie w sposób niepowściągliwy jest uważane za duży nietakt — Ye

— A to — przerwał — że tamten chudzielec w kretyńskich spodniach właśnie pokazuje mnie palcem dwóm swoim towarzyszkom, jest uważane za nietakt?

— Tak. Ale drobny.

— Co będziemy robić, Yen?

— Krążyć po sali, witać się, prawić komplementy, konwersować… Przestań wygładzać dublet i poprawiać włosy.

— Nie pozwoliłaś mi założyć opaski…

— Twoja opaska jest pretensjonalna. No, weź mnie pod ramię i chodźmy. Stanie w pobliżu wejścia jest uważane za nietakt.

Pokrążyli po sali stopniowo zapełniającej się gośćmi. Geralt był wściekle głodny, ale rychło zorientował się, że Ye

Wiedźmin pilnie rozglądał się, szukając znajomych twarzy, głównie w nadziei, że nie jest tu jedyną nie należącą do czarodziejskiej konfraterni osobą. Ye

Paziowie roznosili na tacach wino, lawirując wśród gości. Ye

Zręcznie sterując ramieniem, czarodziejka odciągnęła go od stołu i wywiodła na sam środek hallu, w samo centrum powszechnego zainteresowania. Opór nie zdał się na nic. Orientował się, o co chodzi. To była najzwyklejsza w świecie demonstracja.

Geralt wiedział, czego może oczekiwać, ze stoickim spokojem znosił więc pełne niezdrowej ciekawości spojrzenia czarodziejek i zagadkowe uśmieszki czarodziejów. Choć Ye

Czarodziejka mocno ścisnęła mu przedramię, przytuliła się lekko do jego boku.

— Dziękuję — mruknęła, sterując z powrotem w stronę stołów. - Ale bez nadmiernej ostentacji, proszę.

— Czy wy, czarodzieje, zawsze bierzecie szczerość za ostentację? Czy dlatego, że nie wierzycie w szczerość, nawet wtedy, gdy odczytujecie ją w cudzych myślach?

— Tak. Dlatego.

— A jednak dziękujesz mi?

— Bo tobie wierzę — ścisnęła jego ramię jeszcze silniej, sięgnęła po talerzyk. - Nałóż mi trochę łososia, wiedźminie. I krabów.

— To są kraby z Poviss. Złowiono je zapewne miesiąc temu, a panują upały. Nie boisz się…

— Te kraby — przerwała — jeszcze dziś rano łaziły po morskim dnie. Teleportacja to wspaniały wynalazek.

— Owszem — zgodził się. - Warto by go upowszechnić, nie sądzisz?

— Pracujemy nad tym. Nakładaj, nakładaj, głodna jestem.

— Kocham cię, Yen.

— Prosiłam, bez ostentacji… — urwała, podrzuciła głowę, odgarnęła z policzka czarne loki, szeroko otworzyła fiołkowe oczy. - Geralt! Wyznałeś mi to po raz pierwszy!

— Niemożliwe, Dworujesz sobie ze mnie.

— Nie, nie dworuję. Dawniej tylko myślałeś, dziś powiedziałeś.

— To aż taka różnica?

— Ogromna.

— Yen…

— Nie mów z pełnymi ustami. Ja też cię kocham. A nie mówiłam? Bogowie, udusisz się! Podnieś ręce, uderzę cię w plecy. Oddychaj głęboko.