Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 54 из 58

— Nie złamiesz go, Ye

— Nie tak łatwo mnie zabić…

Urwała. Cały sufit karczmy rozjarzył się nagle i rozbłysnął. Rzucana przez kulę wizja rozpłynęła się w jasności. Na powale zarysował się wielki ognisty czworokąt. Czarodziejka zaklęła, unosząc ręce, z jej palców trysnęły iskry.

— Uciekaj, Geralt!

— Co się dzieje, Ye

— Zlokalizował mnie… — jęknęła, czerwieniejąc z wysiłku. - Chce się do mnie dobrać. Tworzy własny portal, by dostać się do środka. Nie może zerwać uwięzi, ale portalem się tu dostanie. Nie mogę… Nie mogę go powstrzymać!

— Ye

— Nie rozpraszaj mnie! Muszę się skoncentrować… Geralt, musisz uciekać. Otworzę mój portal, drogę ucieczki dla ciebie. Uważaj, to będzie portal losowo rzucający, nie mam czasu ani siły na i

Wielki portal na suficie rozbłysnął nagle oślepiająco, rozdął się i zdeformował, z nicości wyłoniła się znana wiedźminowi bezkształtna, kłapiąca obwisłymi wargami paszcza, wyjąca tak, ze aż świdrowało w uszach. Ye

Geralt rzucił się ku niej, odepchnął i zasłonił. Dżi

— Tędy! — krzyknęła Ye

— Tylko razem z tobą!

Ye

Wiedźmin przyskoczył, zręcznie podstawił jej nogę, chwycił w pasie jedną ręką, drugą wpił we włosy na karku. Ye

Portalu prowadzącego w nieznane.

Wylecieli, zwarci w uścisku, upadli na marmurową posadzkę, sunąc po niej w poślizgu przewrócili ogromny świecznik, a zaraz potem stół, z którego z hukiem i trzaskiem posypały się kryształowe puchary, patery z owocami i ogromna micha pełna tłuczonego lodu, wodorostów i ostryg. Ktoś wrzasnął, ktoś zapiszczał.

Leżeli na samym środku sali balowej, jasnej od kandelabrów. Bogato odziani panowie i skrzące się od klejnotów damy, przerwawszy taniec, przyglądali im się w osłupiałym milczeniu. Muzycy z galeryjki zakończyli grę gryzącą uszy kakofonią.

— Ty kretynie! — krzyknęła Ye

— Gówno miałaś! - odkrzyknął, zły nie na żarty. -Uratowałem ci życie, głupia wiedźmo!

Parsknęła jak wściekły kot, jej dłonie sypnęły iskrami. Geralt, odwracając twarz, ucapił ją za oba przeguby, po czym zaczęli się tarzać wśród ostryg, kandyzowanych owoców i kruszonego lodu.

— Czy mają państwo zaproszenia? — spytał postawny mężczyzna ze złotym łańcuchem szambelana na piersi, patrząc na nich z góry z wyniosłą miną.

— Odchędoż się, durniu! — wrzasnęła Ye

— To skandal — rzekł z naciskiem szambelan. - Doprawdy, przesadzacie z tą teleportacją. Poskarżę się Radzie Czarodziejów. Zażądam…

Nikt nigdy nie dowiedział się, czego zażąda szambelan. Ye

Wpadli oboje w nicość portalu. Geralt usłyszał jeszcze słowa szambelana.

— Muzyka! Grać dalej! Nic się nie stało. Proszę nie przejmować się tym godnym pożałowania incydentem! Wiedźmin był przekonany, że z każdą kolejną podróżą portalem rośnie tez ryzyko nieszczęścia, i nie pomylił się. Trafili w cel, w karczmę Errdila, ale zmaterializowali się pod samym sufitem. Spadli, druzgocąc balustradę schodów, z ogłuszającym trzaskiem wylądowali na stole. Stół nie miał prawa tego wytrzymać i nie wytrzymał.

Ye

Walnęła go nasadą pięści w oko i bluznęła prosto w twarz wiązanką obelg, których nie powstydziłby się krasnoludzki grabarz, a krasnoludzcy grabarze byli niezrównanymi plugawcami. Klątwom towarzyszyły wściekłe i bezładne ciosy wymierzane na oślep, gdzie popadło. Geralt chwycił ją za ręce, a chcąc uniknąć uderzenia czołem, wcisnął twarz w dekolt czarodziejki pachnący bzem, agrestem i ostrygami.

— Puść mnie! — wrzasnęła, wierzgając niczym kucyk. - Idioto, głupku, palancie! Puść, mówię! Uwięź zaraz pęknie, muszę ją wzmocnić, bo dżi

Nie odpowiedział, chociaż miał ochotę. Chwycił ją jeszcze mocniej, próbując przytłamsić do podłogi. Ye

IX

— Co się tam dzieje!?! — Jaskier uczepiony murku wyciągnął szyję, starając się przebić wzrokiem ulewę. - Co się tam dzieje, mówcie, do cholery!

— Biją się! - wrzasnął jeden z ciekawskich uliczników, odskakując od okna karczmy jak oparzony. Jego obszar-pani koleżkowie również rzucili się do ucieczki, klaszcząc po błocie bosymi piętami. - Czarownik i wiedźma biją się!

— Biją się? - zdziwił się Neville. - Oni się biją, a ten zafajdany demon rujnuje moje miasto! Patrzcie, znowu obalił komin! I rozpieprzył cegielnię! Hej, ludzie! Biegiem tam! Bogowie, szczęście, że pada, byłby pożar jak nic!

— To już długo nie potrwa — powiedział ponuro kapłan Krepp. - Światło magiczne słabnie, uwięź zaraz pęknie. Panie Neville! Rozkażcie, niech ludzie się cofną! Tam zaraz rozpęta się piekło! Z tego domu zostaną drzazgi! Panie Errdil, z czego się śmiejecie? Przecież to wasz dom. Co was tak bawi?

— Ubezpieczyłem tę ruderę na kupę forsy!

— Polisa obejmuje wypadki magiczne i nadprzyrodzone?

— Jasne.

— Rozumnie, panie elfie. Bardzo rozumnie. Gratuluję. Hej, ludzie, kryć się! Komu życie miłe, niech nie podchodzi bliżej!

Z wewnątrz Errdilowego domostwa rozległ się ogłuszający huk, błysnęła błyskawica. Tłumek cofnął się, kryjąc za filarami.

— Dlaczego Geralt tam polazł? - jęknął Jaskier. - Po jaką cholerę? Dlaczego uparł się, by ratować tę czarownicę? Psiakrew, dlaczego? Chireadan, czy ty to rozumiesz?

Elf uśmiechnął się smutno.

— Rozumiem, Jaskier — potwierdził. - Rozumiem.

X

Geralt uskoczył przed kolejnym ogniście pomarańczowym grotem strzelającym z palców czarodziejki. Była wyraźnie zmęczona, groty były słabe i wolne, unikał ich bez większego trudu.

— Ye

Nie dokończył. Z rąk czarodziejki trysnęły cieniutkie czerwone błyskawice, dosięgając go w wielu miejscach i dokładnie omotując. Ubranie zasyczało i zaczęło dymić.

— Nie zdołam? — wycedziła, stając nad nim. - Zaraz zobaczysz, do czego jestem zdolna. Wystarczy, że sobie poleżysz i nie będziesz więcej przeszkadzał.

— Zdejmij to ze mnie! — zaryczał, ciskając się i szarpiąc w ognistej pajęczynie. - Palę się, cholera!

— Leż bez ruchu — poradziła, dysząc ciężko. - To parzy tylko wtedy, gdy się poruszasz… Ja nie mogę poświęcić ci już więcej czasu, wiedźminie. Pobaraszkowaliśmy, ale co za dużo, to niezdrowo. Muszę zająć się dżi

— Uciec? — wrzasnął. - To ty powi

XI

Dżi

— Ależ on ryczy! — zmarszczył się Jaskier, chwytając się odruchowo za gardło. - Ależ on potwornie ryczy! Wygląda, że jest cholernie wściekły!

— Bo jest — rzekł kapłan Rrepp. Chireadan spojrzał na niego szybko.

— Co?

— Jest wściekły — powtórzył Krepp. - I nie dziwię się. Ja też byłbym wściekły, gdybym musiał co do joty wypełnić pierwsze życzenie, jakie przypadkowo wyraził wiedź-min…

— Jak to? — krzyknął Jaskier. - Geralt? Życzenie?

— To on miał w ręku pieczęć, która więziła geniusza. Geniusz spełnia jego życzenia. Dlatego czarownica nie może zapanować nad dżi

— Psiakrew — mruknął Chireadan. - Zaczynam rozumieć. Klucznik w lochu… Pękł…

— To było drugie życzenie wiedźmina. Zostało mu jeszcze jedno. Ostatnie. Ale, na bogów, nie powinien zdradzić tego Ye