Страница 45 из 48
Było to wcale zręczne, ani słowa… ta piękna, logicznie spójna budowa, którą nam przedstawił. Przyszła potem następna porcja matematyki; ukazał, jakie własności powi
Zabrałem wtedy głos i powiedziałem, że właściwie to on postawił rzecz na głowie, ponieważ dorobił do „listu” cały Wszechświat, taki, który mu odpowiadał, do DANEJ energetyki sygnału – przez zwyczajne dopasowanie, odpowiednie „rozmiary” tej swojej „szczeliny”, i nawet tak wyznaczył geometrię tego ad hoc sprodukowanego Kosmosu, żeby kierunek, z którego nadchodzi „sygnał”, okazał się losowy.
Learney, uśmiechnięty, do pewnego stopnia przyznał mi rację. Lecz dodał, że gdyby nie jego „szczelina”, kolejne światy powstawałyby i ginęły bez więzi koherencyjnej, każdy byłby i
Baloyne, który przewodniczył, spytał nas, czy chcemy od razu rozpocząć dyskusję, czy też najpierw wysłuchać jeszcze Sinestera. Przegłosowaliśmy to drugie, z ciekawości, rzecz jasna. Learneya znałem trochę, bo widywałem go u Hayakawy, ale o Sinesterze nawet nie słyszałem dotąd. Był to niewielki młodzieniec z kartoflowatą twarzą, co zresztą nie ma żadnego znaczenia.
Zaczął dziwnie podobnie do Learneya. Kosmos stanowi twór pulsujący, z naprzemie
Tu znowu powstał pewien szum: Sinester przedstawiał – ni mniej, ni więcej – teorię sterowania procesami kosmogonicznymi!
Astrobiolog zakładał, za Learneyem, że „dwusuwowy silnik kosmiczny” nie jest zdeterminowany całkowicie, bo w fazie kompresji zwłaszcza powstają znaczne indeterminizmy – przez zmiany rozkładu mas, zasadniczo losowe, przez zmie
Taki horoskop może nie odpowiadać owej wysokiej cywilizacji, która bierze się do prób odmienienia wizji wieczności, na zawsze już tylko trupio rozżarzanej i trupio stygnącej – a to dzięki odpowiednim manipulacjom astroinżynieryjnym. Niejako przygotowując się do zagłady, która ją czeka, cywilizacja ta może „zaprogramować” odpowiednio gwiazdę albo system gwiazd, modyfikując istotnym sposobem energetykę takiego układu, który staje się czymś w rodzaju gotowego do akcji, neutrinowego lasera, a właściwie – który takim laserem dopiero stanie się w momencie, kiedy tensory grawitacji, parametry temperatury, ciśnienia, i tak dalej, przekroczą pewne wartości maksymalne – gdy niejako sama fizyka danego Kosmosu pocznie się rozpadać w gruzy! Wówczas ten gwiazdozbiór ginący obróci się w całości, pod wpływem fenomenów stanowiących dlań „wyzwalacz” nagromadzonej energii, w jeden czarny błysk neutrinowy, bardzo dokładnie, bardzo stara
Tak więc w owym pełnym rozmachu obrazie gwiazdowy kod okazywał się przekazem wysłanym w obręb naszego Kosmosu – z Kosmosu, który go poprzedził. Nadawcy więc nie istnieli – co najmniej od trzydziestu miliardów lat. Sporządzili „przesłanie” tak trwałe, że przeżyło zagładę Ich Wszechświata, i włączywszy się w procesy następnej kreacji, uruchomiło zjawisko ewolucji życia na planetach. My również byliśmy Ich dziećmi…
Dowcipnie było to pomyślane! „Sygnał” wcale nie jest „listem”, jego „życiosprawczość” nie stanowi jednej „strony” w opozycji do „treści”. To tylko my, podług naszych przyzwyczajeń usiłowaliśmy rozdzielić to, co się rozdzielać nie daje. Sygnał, a raczej impuls sprawczy, najpierw zaczyna od takiego „nastrajania” kosmicznej materii w jej nowym wskrzeszeniu, żeby powstawały cząstki o cechach pożądanych – ze stanowiska owej cywilizacji, naturalnie – a gdy już pójdzie w ruch astrogeneza i za nią planetogeneza, niejako „włączą się do akcji” i
Nie odczytaliśmy go, bo to dla nas, dla naszej wiedzy, dla fizyki naszej, chemii, w całości niemożliwe. Lecz ze strzępków zawartej w impulsie wiedzy utrwalonej sporządziliśmy sobie receptę – na Żabi Skrzek! Tak zatem sygnał jest sterujący , a nie powiadamiający , adresowany do Kosmosu, nie do jakichkolwiek istot. Możemy tylko próbować pogłębienia naszej wiedzy w oparciu o sam sygnał – jak i o Żabi Skrzek.
Gdy Sinester zakończył, zapanowała konsternacja. To dopiero było embarras de richesse! Sygnał jako twór naturalny, jako ostatni „akord neutrinowy” ginącego Kosmosu, wytłoczony „szczeliną” między światem i antyświatem na neutrinowej fali, jako pocałunek przedśmiertny, stygmat, złożony na czole tej fali – albo też jako testament cywilizacji, która już nie istnieje: była to imponująca alternatywa!
Znaleźli się też wśród nas zwole
Ponieważ tego się po mnie spodziewano, zabrałem głos. Zacząłem od ukazania, że przez dowolną ilość punktów na płaszczyźnie można przeprowadzić dowolną ilość krzywych. Nie uważałem nigdy za swoje zadanie produkowania maksymalnej ilości różnie brzmiących hipotez, bo można ich wymyślać ilość nieskończoną. Zamiast przykrawać nasz Kosmos oraz jego antecedencje do sygnału, wystarczy na przykład uznać, że nasza odbiorcza aparatura jest w tym sensie prymitywna, w jakim prymitywny jest radioodbiornik o niskiej selektywności. Odbiera się nim po kilka stacji naraz, przez co powstaje groch z kapustą; ten jednak, kto nie rozumie żadnego z języków, w jakich nadawane są audycje, może po prostu zarejestrować wszystko, „jak leci”, i łamać sobie nad tym głowę. Także i my mogliśmy paść ofiarą takiego błędu technicznego.
Być może, tak zwany „list” jest rejestratem kilku naraz emisji. Jeśli założyć, że w Galaktyce pracują nadajniki automatyczne na tej właśnie „częstości”, w tym paśmie, które traktujemy jako jeden kanał przesyłowy, to nawet i stałe powtarzanie się sygnałów można wyjaśnić. Mogą to być sygnały, przy pomocy których społeczności tworzące „zespólnię cywilizacyjną” utrzymują systematycznie w synchronizacji jakieś swoje urządzenia techniczne, astroinżynieryjne na przykład.
To by tłumaczyło „kołowość” sygnałów. Lecz kiepsko zgadza się to z Żabim Skrzekiem, aczkolwiek, naciągnąwszy tłumaczenia, można i jego syntezę odnieść do tego schematu. W każdym razie jest skromniejszy, więc i rozsądniejszy od tych olbrzymich wizji, jakie przed nami roztoczono. Istnieje zagadka, której nie rozumiemy POZA sygnałem, to mianowicie, że on jest samotny. Powi