Страница 57 из 88
– Co robisz, enigmatyczny sukinsynu?
– Docieram do prawdy.
2
Gdy drzwi do maszynowni się otwarły, Lindberg zobaczył Hallforda przy jednym z paneli. Ten obejrzał się tylko przez ramię, a potem wrócił do swoich zajęć.
Trójka załogantów weszła do środka, przy czym Håkon kroczył z niejakim trudem, uwieszony na towarzyszach.
– Gideon – powiedział.
Mechanik odwrócił się i zmarszczył czoło. Lindbergowi przeszło przez myśl, że w tej masce wygląda jak Ha
– Co zamierzasz? – zapytała cicho Nozomi.
– Zobaczysz.
Hallford obrzucił ich obojętnym spojrzeniem, a potem obrócił się do swojego stanowiska i pochylił nad wyświetlaczem.
– A caelo usque ad centrum – odezwał się Skandynaw.
Gideon wyprostował się i znieruchomiał.
– Vive ut vivas – dodał Håkon.
Mechanik na powrót się ku nim zwrócił i tym razem jego oczy wyrażały głębokie zdziwienie. Zrobił krok w ich kierunku.
– Neca eos omnes, deus suos agnoscet – odezwał się Hallford zniekształconym, basowym głosem. Cała trójka poczuła ciarki na ciele.
Zrozumiał, może dzięki znajomości łaciny, której nie utracił od czasów nauki elementarnej, a może znał tylko te trzy frazy, które zostały im przekazane.
– Wiem, co to wszystko oznacza – powiedział Håkon po łacinie.
Główny inżynier cofnął się. Nadal milczał, ale najwyraźniej dotarł do niego sens wypowiedzianych słów.
– Uświadomiłem to sobie, gdy zacząłem jeszcze raz wszystko analizować. W wersji przyszłości, którą widzieliśmy, na pokładzie nie było mnie ani Alhassana – perorował Lindberg. Ellyse rozumiała go bez trudu, zaś Dija Udin najwyraźniej nie odświeżał szkolnych umiejętności lingwistycznych od pewnego czasu.
– Te trzy zdania, trzy paremie, to określenie zasad gry. Informacja, która zawiera w sobie wszystko.
Gideon spojrzał na pozostałych załogantów.
– A caelo usque ad centrum – powtórzył Håkon. – Z nieba, z gwiazd, do centrum. Z wielu miejsc w jedno. Chodzi o to, że ta rasa ściąga tutaj okręty wielu cywilizacji. Pierwsze zdanie to więc zapowiedź, ogólna informacja.
– A drugie? – wtrąciła Nozomi.
– Drugie i trzecie to informacja o celu, dla którego to się dzieje. Vive ut vivas. Neca eos omnes, deus suos agnoscet. Żyj, abyś mógł żyć. Zabijcie wszystkich, Bóg rozpozna swoich.
Gideon trwał w bezruchu, bacznie przyglądając się Skandynawowi.
– Chodzi o starcie między wszystkimi, którzy się tutaj zjawią. Igrzyska. Przeżyj, abyś mógł żyć dalej, to określenie nagrody dla tej cywilizacji, która przetrwa. A passus o zabiciu wszystkich wskazuje sposób, w jaki to osiągnąć.
– Proelium – mruknął nisko Hallford.
– Co? – zapytał Dija Udin.
– Bitwa i zawody – odparła Ellyse. – To słowo ma dwa znaczenia.
– Oba trafne w tym przypadku – dodał Lindberg.
– Czym zatem jest Rah’ma’dul? – zapytała.
– Nazwą własną – powiedział Skandynaw. – Planety lub cywilizacji… i po reakcjach granatowoskórych, wnoszę, że nie ma dobrej reputacji we wszechświecie.
Przez moment trwali w milczeniu. Alhassan cofnął się o krok, jakby był gotów uciekać.
– Skąd te wnioski? – spytała Ellyse.
– Zacząłem myśleć o tym, że nie było nas na pokładzie…
– No tak.
– I doszedłem do wniosku, że organizatorzy nie wypuściliby nas stąd. Całe to proelium opiera się na założeniu, że jednostki się tu gromadzą, a potem czekają na potencjalnych przeciwników. Architekci tych zmagań nie pozwoliliby, byśmy rozpierzchli się po kosmosie. Zatrzymaliby nas.
– Czyli uważasz, że tu byliście?
– Z całą pewnością.
– Ale…
– Zapewne podjęliśmy walkę. Może na pokładzie Ke
Håkon spojrzał na przyjaciela, ale wyraz twarzy Alhassana świadczył o tym, że nie nadąża za całym tym wywodem.
– Uświadomiłem sobie, że wszyscy zostaliśmy, bo nie mieliśmy wyboru. I to jest kwintesencja proelium. W ten sposób zatrzymują tutaj jednostki.
– Co ty pierdolisz? – żachnął się w końcu Dija Udin.
– Sprawiają, że nie mamy i
– To znaczy?
– Jeśli uciekniemy, zaprzepaścimy szansę na ratunek dla naszej cywilizacji. Jaccard miał rację, wszyscy zdajemy sobie z tego sprawę. Oni także.
Zapadło długie i ciężkie milczenie. Hallford spoglądał na swoich dawnych towarzyszy, jakby starał się ustalić, na ile rozumieją sytuację. Od kiedy Lindberg zaczął rozprawiać z powrotem w lingua universalis, główny mechanik przestał cokolwiek rozumieć.
– Chcesz powiedzieć, że wyrżnęli całą ludzkość, żebyśmy mieli motywację do pozostania tu? – zapytał Alhassan.
– Nie motywację. Przymus.
– Bzdura.
– Niekoniecznie – odparł Håkon. – Ta rasa od początku sobie z nami igra. Bawi się nami jak zabawkami w piaskownicy. Przypuszczam, że nie jesteśmy dla nich wiele warci. Może proelium jest tylko jednym z wielu takich igrzysk, może nie przykuwamy uwagi całej cywilizacji, a jedynie jakiejś małej grupy…
– Wszystko to tylko zasrane hipotezy.
– Które wydają się coraz bardziej prawdopodobne – zaoponowała Nozomi. – Od początku intuicyjnie wyczuwaliśmy, że to jakiś rodzaj gry, prawda?
Dija Udin niechętnie skinął głową.
– To, o czym mówi Håkon, wydaje się sensowne.
– Jeśli ktoś jest zwole
– Na to wygląda.
– Więc nie uciekamy?
– Nie – odparł Lindberg. – Co nie znaczy, że nie skorzystamy z Terminalu. Jest tu przecież w jakimś celu, prawda?
Spojrzał wyczekująco na Ellyse. Nagle w jej oczach pojawił się błysk zrozumienia.
– Rozprzestrzenienie gatunku. To centrala…
– Tak mi się wydaje – potaknął Skandynaw.
– Rasa, która wygrywa, zyskuje możliwość rozpierzchnięcia się pomiędzy gwiazdami…
– I teraz najdonioślejszego znaczenia nabiera ostatni przekaz po łacinie. Zabijcie wszystkich, Bóg rozpozna swoich.
– Ta cywilizacja uważa się za Boga – odparła Ellyse. – Albo nim jest.
Zamilkli. Dija Udin kręcił głową, jakby ta myśl go drażniła. Håkon spoglądał na głównego mechanika, czekając, aż ten zabierze głos. Najwyraźniej jednak nie miał zamiaru.
– Globalne zawody na śmierć i życie… a raczej przetrwanie albo nieistnienie cywilizacji, to jeszcze jestem w stanie zrozumieć – zabrał głos Alhassan. – Ale ta boża koncepcja jest… obrzydliwa.
– Zastanów się nad tym – wtrącił Lindberg. – Cywilizacja, która rozsieje ziarna którejś rasy po kosmosie, może traktować siebie jako boskie istoty.
– Niech się traktuje nawet jako galaktyczne kurwy, mało mnie to interesuje.
Muzułmanin ruszył w kierunku wyjścia. Stanął przed progiem, a potem obrócił się przez ramię.
– Nikt mnie nie powstrzymuje?
– Zależy, dokąd idziesz – odparł Håkon i uśmiechnął się blado.
– Do Terminalu. Mam zamiar pogadać z tymi, którzy nas tu ściągnęli.
Ellyse i Lindberg wymienili się spojrzeniami, po czym Skandynaw skupił wzrok na Hallfordzie. Mimo że pomysł przyjaciela wydawał się samobójczy, miał szansę powodzenia. Wszak zyskali wreszcie sposób komunikacji z tą rasą – wystarczyło skorzystać z posłańca, który stał teraz przed nimi.
– Colloquium – powiedział astrochemik.
Załogant z maską na twarzy przez moment się zastanawiał, po czym skinął głową. Najwyraźniej spodziewał się, że ta propozycja padnie. Cała czwórka ruszyła w kierunku wyjścia.