Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 56 из 88

Nozomi pokręciła głową i potarła czoło.

– Trochę to wszystko abstrakcyjne.

– Bo chcemy wytłumaczyć rzeczy niewytłumaczalne.

– Nie, chodzi mi o tę konkretną koncepcję. To się nie trzyma kupy. Te założenia tłumaczą może ogólną logikę zdarzeń, ale nie mają sensu, gdy chodzi o i

– Może i nie – przyznał Håkon. – Ale podobnie jest ze wszelkimi i

– Cóż… w takim razie będziemy musieli na własnym przykładzie przekonać się, jakie są reguły tej gry.

Skandynaw podciągnął się w kierunku wezgłowia i uśmiechnął. Istotnie, abstrahując od wszystkiego i

– Co z Gideonem? – zapytał.

– Bez zmian. Maska wpiła się jeszcze głębiej w twarz… jakby zespoliła się z kośćmi policzkowymi. Chcę zrobić mu prześwietlenie, jak tylko Jaccard da pozwolenie.

– Nadal mamrocze w obcym języku?

– Nie tylko to. Sprawia wrażenie, jakby nie rozumiał, co do niego mówimy.

– I nie próbowaliście ściągnąć konchy?

Ellyse przechyliła głowę, nie odrywając wzroku od jego oczu.

– Próbowaliśmy, ale nie pozwala nawet się dotknąć. Przypuszczam, że nie chodzi o jakąś chorobliwą niechęć, tylko o to, że wie więcej niż my. Może ściągnięcie tego sprzętu powoduje śmierć.

– Może.

– Tak czy inaczej, chodzi po pokładzie… jak żywa, tykająca bomba zegarowa.

Nie on jeden pretenduje do takiego miana, pomyślał Håkon. Podciągnął się jeszcze kawałek. Zabieg wykonany przez systemy ambulatoryjne Ke

– Próbujesz wstać?

– Jak zgadłaś?

Spodziewał się, że będzie protestowała, ale Nozomi zbliżyła się i zarzuciwszy sobie jego rękę na bark, pomogła mu stanąć. Kuśtykając, ruszył w kierunku korytarza. Dopiero po przekroczeniu progu uświadomił sobie, że doskonale zna to wnętrze.

– Gdzie my jesteśmy? – zapytał.

– Na Accipiterze. Posadziliśmy Ke

– Nie wiem, nie widzieliśmy wraku. I pozwól, że ja teraz cię trochę wypytam.

– Wal śmiało.

– Co to za rasa nieomal mnie ubiła, do jasnej cholery?

– Nie wiem, Håkon. Po tym jak pojawiliście się w jednym z tuneli w towarzystwie Gideona, natychmiast zabraliśmy was na statek. Alhassan nie miał wiele czasu, by cokolwiek opowiedzieć, a jak wiesz, z Hallfordem nie ma się jak dogadać. Wiem mniej niż ty.

Zatrzymał się i spojrzał na nią.

– A chcesz wiedzieć znacznie więcej – powiedział. Nie była wyłącznie żołnierzem, ale też naukowcem. Doskonale zdawała sobie sprawę z tego, co ma na wyciągnięcie ręki.

– Oczywiście, że chcę – odparła. – Ten portal to zbiór nieskończonych możliwości.

– Nazwaliśmy to Terminalem.

– My też.

Spojrzał na nią pytająco.

– Dziwisz się? To logiczny wybór.

Lindberg skinął głową, uśmiechając się blado.

– Wydaje mi się, że każdy tunel prowadzi tylko w jedno miejsce – powiedział. – Z tym że w i

– Więc możliwości są prawie nieograniczone – powtórzyła z uśmiechem. – Dokąd trafiliście?

– Najpierw na jakiś rachityczny księżyc, a przynajmniej teraz wydaje mi się, że nim był. Orbitował wokół planety znajdującej się w układzie z pulsarem.

– Żartujesz?

– Nie. Prawdziwa gwiazda neutronowa.

– Ile obrotów na sekundę?

– Czy ja wiem… kilkanaście. Mrugała tak mocno, że powierzchnię w okamgnieniu zalewało na zmianę światło i mrok. Rzecz godna zobaczenia.

– Chyba że trafiłoby się daleko w przeszłość tego miejsca.

Lindberg popatrzył na nią, a potem z pietyzmem skinął głową. Nozomi miała rację – każdy pulsar niegdyś był wybuchającą supernową. Wprawdzie sam moment eksplozji trwał ledwie sekundę, ale gdyby trafić na niego choćby w przybliżeniu, już nie wróciłoby się do Terminalu.

– Po twojej minie wnoszę, że nie myślałeś o takich konsekwencjach przypadkowych podróży.

– O takich akurat nie.

– Więc teraz już na krzywy ryj nie wejdziesz do żadnego z tuneli.

Uśmiechnął się i pokręcił głową. Biorąc pod uwagę cykl życia gwiazd, rzeczywiście byłoby to mało roztropne. I pomyśleć, że chcieli z Alhassanem błądzić po korytarzach do skutku. On, astrochemik… Gdyby dowiedzieli się o tym w Europlanet, od razu wysłaliby go na wcześniejszą emeryturę.

Gdy Lindberg dokuśtykał na mostek, trwała tam już nerwowa narada. Szybko pomiarkował, że Cha

Jaccard zdawał się ważyć wszystkie za i przeciw, świadom zarówno koncepcji Nowikowa, jak i i

– Przeżyłem – odezwał się Håkon, uzmysłowiwszy sobie, że jego obecność nie została odnotowana.

– Nie szkodzi – odparł Alhassan. – Będzie jeszcze okazja, żeby cię ubić. Szczególnie jeśli tutaj zostaniemy, jak proponuje Sang.

– Nie spodziewałam się po tobie takiego tchórzostwa – fuknęła szefowa ochrony.

Loïc podniósł się z fotela dowódcy.

– Dosyć – powiedział. – Dylemat jest oczywisty i nie ma sensu wałkować go w nieskończoność.

Lindberg rozejrzał się po mostku, ale nigdzie nie dostrzegł Gideona. Najwyraźniej główny mechanik funkcjonował już jako zupełnie niezależny element załogi.

– Jako dowódca powinienem jak najszybciej nas stąd zabrać, mając na uwadze dobro załogi – ciągnął major. – Jednak jako jeden z ostatnich przedstawicieli ludzkości muszę dbać o coś i

– Chcesz tu czekać? – zapytał Skandynaw.

– Tak długo, jak będzie trzeba – potwierdził major.

– Ale…

– Nie mogę opierać się na wiadomościach, które otrzymałem od ciebie i sierżanta – uciął Jaccard. – Wasza podróż w czasie mogła już sama w sobie zmienić bieg wydarzeń. Albo to moje działanie podjęte na jej podstawie doprowadzi do skutku, który widzieliście. Nie sposób tego stwierdzić.

Dowódca założył ręce za plecami, a potem opuścił głowę. Lindberg w duchu musiał przyznać mu rację.

– Nie mogę was jednak do niczego zmusić – dodał Loïc. – Wprawdzie hierarchia wojskowa pozwala mi na zatrzymanie tutaj większości, ale nie skorzystam z tej prerogatywy. Możecie sami podjąć decyzję. Macie do dyspozycji Ke

– Zostaję z panem – zapewniła Cha

Loïc skinął głową, a potem wrócił na swoje miejsce, nie czekając na dalsze deklaracje.

Håkon spojrzał na Ellyse, a potem na przyjaciela. Nagle uświadomił sobie, że dotychczas nie pomyślał o jednej rzeczy – nie cała załoga Accipitera była obecna na pokładzie, gdy miała miejsce tragedia. Ich dwóch tam nie było. Wcześniej sądził, że to dlatego, że nie wrócili do swojego czasu… ale teraz?

– Odmaszerować – odezwał się Jaccard.

Dija Udin w pierwszym momencie ani drgnął. Dopiero gdy dowódca na niego spojrzał, zasalutował i udał się w kierunku windy. Dwoje nowoprzybyłych poszło w ślad za nim.

Muzułmanin ciężko odetchnął, gdy drzwi się za nimi zasunęły.

– Niełatwa sprawa – powiedział. – Ale my chyba nie mamy dylematu?

– Nie – odparła Nozomi.

Oboje skupili wzrok na astrochemiku.

– Håkon? – zapytała Ellyse.

Nie odzywał się, wbijając przed siebie pusty wzrok. W końcu potrząsnął głową, odsunął część zasłony w ścianie i aktywował terminal. Sprawdziwszy na wykazie pokładowym, gdzie znajduje się Gideon, zatrzymał windę.