Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 11 из 88

Przekaz się urwał, a na mostku zapanowała grobowa cisza.

Nozomi słyszała, jak przełożony przepycha ślinę przez skurczone gardło.

– Potwierdź otrzymanie – powiedział. – I włącz transmitowanie, chcę od razu im odpowiedzieć.

Biorąc pod uwagę odległość, ansibl pozwalał na szybką komunikację – ale nie miało to wiele wspólnego z prowadzeniem rozmowy czy wymienianiem się wiadomościami przez socjalki. Lag był zbyt duży, by mówić o komunikacji w czasie rzeczywistym.

Loïc zasiadł na fotelu dowódcy, a potem uruchomił HUD. Załoganci obrócili się ku niemu, nerwowo czekając na rozwój wydarzeń. Ellyse przemknęło przez myśl, że ktokolwiek uczynił z Accipitera zbiorowy grób kilkuset ludzi, może czekać teraz na Ke

– ISS Accipiter, tutaj ISS Ke

Ciągnął tak jeszcze przez chwilę, przypominając rozmówcom wszystko to, co i tak powi

Na koniec Jaccard poprosił o wyczerpujący raport i zapewnił, że Ke

– Dobrze was słyszeć, Ke

Alhamdulillah – dodał Dija Udin, wypuszczając powietrze.

Major spojrzał na Nozomi.

– Chwalmy pana – wyjaśniła. – Odpowiednik chrześcijańskiego „dzięki Bogu”.

– Z całej załogi zostaliśmy tylko my dwaj – ciągnął dalej Lindberg. – Sądziliśmy, że jest trzeci ocalały, ale sprawdziliśmy cały pokład i…

– Nie ma tutaj nikogo, inszallah.

– Tak… – dodał Håkon, patrząc w bok. – Wydawało nam się, że kogoś słyszeliśmy, tyle że…

– Albo się nam nie wydawało.

– Zamkniesz się? – wtrącił Skandynaw. – Przed chwilą nie chciałeś nagrywać.

Muzułmanin wydął usta i uniósł dłonie.

– Kontynuuj – powiedział.

– Dziękuję.

Håkon perorował przez dobre kilka minut, opisując wszystko, co przydarzyło im się od samego początku. Ellyse słuchała każdego słowa astrochemika, choć najbardziej interesowało ją, co usłyszeli mężczyźni podczas sprawdzania pokładu. Szczególnie, gdy Lindberg oznajmił, że to nie oni wysłali pierwszy sygnał alarmowy.

Jaccard kręcił krzesłem na boki, słuchając cierpliwie całego wywodu. Raz po raz zerkał na zegar, jakby zastanawiał się, czy nowe informacje wymagają kolejnej modyfikacji procedury inicjacyjnej.

W końcu przekaz się urwał. Na mostku znów zaległa cisza.

– Do diapauzy mamy jeszcze godzinę – odezwał się pierwszy oficer. – Jeśli ktoś ma jakieś uwagi, opinie, przemyślenia, należałoby zgłosić je teraz.

Przez moment nikt się nie odzywał. Tylko przez moment.

W pomieszczeniu znajdowała się szóstka ludzi, a mimo to, gdy wszyscy zaczęli mówić jednocześnie, trudno było zapanować nad chaosem. W końcu Loïc uciszył podkomendnych, mrucząc pod nosem, że zachowują się jak banda podrostków.

– Sang, mów – powiedział, wskazując na Cha

– Postawię sprawę jasno, co niektórych tutaj może urazić. Moim zdaniem ci ludzie już są martwi – powiedziała. – Cokolwiek ich zaatakowało, dokończy robotę prędzej czy później. Skoro oddziały bezpieczeństwa na nic się tam nie zdały, ta dwójka imbecyli też sobie nie poradzi.

Kilka osób mrukliwie wyraziło dezaprobatę.

– Nie znaczy to, że nie ma dla nich ratunku – dodała. – Proponuję wsadzić ich do komór kriogenicznych, niech czekają na przybycie Ke

Nozomi podniosła się powoli ze swojego miejsca.

– Jeśli można – powiedziała, patrząc na Loïca.

Skinął głową.

– Nie wiemy, co spowodowało masakrę – zauważyła. – Być może właśnie diapauza wyzwoliła tę reakcję. Może ściągnęła na nich…

– Gdybasz – wtrąciła Cha

– Tak jak i pani porucznik. Możemy analizować tę sprawę pod każdym możliwym kątem, ale i tak zawsze dojdziemy do jednej konkluzji: wszystko to przypuszczenia.

– Co więc proponujesz? – zapytał Jaccard, znów spoglądając na zegar. Najwyższa pora podjąć ostateczną decyzję. Jeśli mieli przerwać kolejne podejście, należało jak najszybciej powiadomić dowództwo. Będą kręcić nosem, więc im wcześniej, tym lepiej.

– Dać im wolną rękę – powiedziała Nozomi. – Niech sami postanowią, jak zamierzają postąpić.

– Wyboru nie mają wielkiego – odparł major. – Na planecie długo nie przeżyją.

– Nie, ale przynajmniej będzie to ich decyzja.

– Która rzutuje także na nas – dodała Sang.

– W jaki sposób? – zapytała Ellyse, ale nie dała jej czasu na odpowiedź. – Jeśli zostawią Accipitera tam, gdzie jest, Ke

Jaccard skinął głową. Wyraz jego twarzy świadczył, że nie ma nad czym deliberować.

– Zwiększyć prędkość – powiedział. – Zacząć przygotowania do diapauzy.

10

Håkon i Dija Udin obejrzeli wiadomość, a potem zerknęli na siebie z konsternacją. Na koniec pierwszy oficer Ke

Lindberg znał dobrze to uczucie. Pamiętał opory, które miał przed tym, by dać się zamknąć w ciasnej kapsule. Potem ledwo opuścił powieki, a znów je otworzył. I ujrzał nad sobą zakrwawione ciało.

Spojrzał na Dija Udina. Nadal nie mógł być pewien, że to nie on zabił pułkownika. A jeśli tak było, być może miał z tym wszystkim więcej wspólnego, niż wynikałoby to z czystej logiki.

Håkon pokręcił głową, uznając, że lepiej nie zagłębiać się w daremne gdybanie – szczególnie takie, które prowadzi do paranoi.

– Jeśli dobrze zrozumiałem – zaczął Alhassan – to jesteśmy zdani na siebie?

– Nie. Przecież powiedział, że tu przylecą.

– Ale mamy sami postanowić, czy chcemy zostać na pokładzie, polecieć dalej, czy może zapuścić korzenie na najbliższej planecie?

– I co cię tak dziwi? – zapytał Lindberg. – Dzieli ich od nas ponad piętnaście parseków. Zanim tu dolecą, zdążymy umrzeć śmiercią naturalną, o ile się nie zamrozimy.

– Albo wcześniej nie pozabijamy.

– Tak czy inaczej, zrozumiałe, że dają nam wolną rękę.

Dija Udin rozejrzał się po kajucie.

– Czemu nie wspomniałeś o tym, co słyszeliśmy? – zapytał.

– A ty?

– Nie wiem. Brzmiałoby to histerycznie, a poza tym…

– W niczym by nie pomogło – wyręczył go Håkon.

Wyłączyli panel w kajucie, a potem wyszli z powrotem na korytarz. Stojąc tutaj pół godziny temu, Lindberg był przekonany, że w środku czyha na nich śmierć. Tymczasem weszli do kajuty i niczego nie dostrzegli. Niczego poza aktywnym wyświetlaczem, świadczącym o tym, że ktoś niedawno z niego korzystał.

– Co to mogło znaczyć? – zapytał Dija Udin, gdy ruszyli w kierunku mostka.

Rah’ma’dul odbijało się echem w głowie Lindberga. Działało na niego niepokojąco, jak zapowiedź nadchodzącej tragedii.

– Bardziej interesuje mnie, kto to powiedział – odparł Skandynaw.