Страница 10 из 88
Nozomi obróciła się przez ramię i spostrzegła napięcie na twarzy przełożonego. Toczył wzrokiem po stanowiskach, jakby tylko czekał, aż ktoś zgłosi wystąpienie problemu.
Dwie godziny. Tyle czasu zostało, by stwierdzić czy statek jest gotowy na długi rejs międzygwiezdny.
– Nadal brak kontaktu? – zapytał Jaccard.
– Cisza w eterze, panie majorze – odparła Ellyse.
Loïc opadł ciężko na fotel dowódcy, a radiooperatorka dostrzegła kątem oka, że łypie na nią siedząca obok Cha
– Dobrze byłoby powiadomić ocalałych, żeby się stamtąd nie ruszali – zauważyła szefowa ochrony.
– Co?
– W przeciwnym wypadku ten, kto wysłał sygnał, zabierze stamtąd Accipitera i tyle go będziemy widzieć.
Rozległy się i
– Accipiter będzie na nas czekać – odparła Ellyse.
Sang zaśmiała się pod nosem.
– Jeśli załoganci są samobójcami, to tak – powiedziała. – Gdybym była na ich miejscu, pierzchłabym z Mi Arae jak najszybciej. Cokolwiek się tam stało, z pewnością było hekatombą.
Nozomi wbiła wzrok w oczy rozmówczyni, w duchu przyznając jej rację. Zanim Ke
– Panie majorze – odezwała się Ellyse. – Być może powi
– Co takiego? – zapytał Jaccard, obracając się na krześle. Gdy zobaczył nietęgą minę radiooperatorki, podniósł się i podszedł do jej stanowiska. Nozomi wskazała siedzącą obok Cha
Loïc sprawiał wrażenie, jakby oberwał obuchem.
– Dlaczego nikt tego nie uwzględnił? – zapytał.
Żaden z załogantów się nie odezwał, jednak Ellyse pomyślała, że wcześniej nie zakładali, by ktokolwiek przeżył. Dopiero enigmatyczna wiadomość zmieniła ich przypuszczenia.
– Cała stop – powiedział Jaccard, obracając się przez ramię. – Do ciągu zero.
– Tak jest – potwierdził nawigator. – Do ciągu zero.
Chwilę później rozpoczął się żmudny proces modyfikacji planu lotu. Loïc chodził pomiędzy stanowiskami, doglądając wszystkiego osobiście. Raz po raz klął przy tym cicho.
– W porządku – powiedział w końcu, wracając do Ellyse i Sang. – Ke
Nozomi uznała, że to zgrabny pomysł. Jeśliby wybudzić z diapauzy kogokolwiek, należałoby czekać kilka miesięcy, zanim można byłoby na powrót umieścić go w kriokomorze. O ile nie robiło się tego zbyt często, ludzki organizm dobrze znosił hibernację – problem pojawiał się dopiero, gdy nie przestrzegało się odpowiednich interwałów.
– Maszynownia zgłasza gotowość – rozległ się głos głównego inżyniera.
Powtórzyła się wyliczanka gotowości, a potem major nakazał wyzerować czas i przeprowadzić dwugodzi
Nozomi nie miała wiele do roboty. Zmiana założeń nie miała nic wspólnego z komunikacją, więc nie modyfikowała wcześniej ustalonych procedur. Włączyła listę pasażerów, chcąc zobaczyć, kogo Reddington wybrał, by kontynuować misję Ara Maxima.
Szybko stwierdziła, że trudno uznać tych ludzi za odpowiednich kandydatów na kolonizatorów. Stanowili jedną z najlepszych załóg w całej armii, ale nadawali się do krótkodystansowych misji badawczych, podobnie zresztą jak sam statek.
Oryginalne ekipy Ara Maxima zostały dobrane z największą precyzją i poprawnością polityczną – na pokładach mieli znaleźć się ludzie wierzący, niewierzący, różnych wyznań, o różnej orientacji seksualnej, odmie
Na pokładzie Ke
Koniec końców będzie to PR-owa katastrofa dla całej misji Ara Maxima, stwierdziła w duchu Ellyse. Obecnie jednak nikogo to nie interesowało – konsekwencjami będą martwić się politycy, którzy jeszcze się nie urodzili.
Po chwili dostrzegła, że pochyla się ku niej Cha
– Nie masz jakichś spraw bezpieczeństwa do sprawdzenia? – bąknęła.
– Nie – odparła Khmerka. – Podobnie jak ty, nie muszę niczego modyfikować.
– Zawsze możesz sprawdzić wszystko jeszcze raz.
– Sprawdziłam dwa razy – odparła Cha
Ellyse pomyślała, że osoba pokroju Sang nigdy nie trafiłaby na listę kolonizacyjną żadnego ze statków. Władze miały niemały wybór – już w pierwszych dniach po ogłoszeniu rekrutacji zgłosiło się przeszło dwadzieścia milionów ochotników, gotowych zamrozić się na kilkadziesiąt lat i po tym czasie trafić na obcą planetę. Dobierano kandydatów nie tylko według klucza różnorodności, ale także jakości. Mówiono o ludzkich zasobach kolonizatorskich, starając się odczłowieczyć cały proces. Ustalono szereg wyśrubowanych kryteriów, nierzadko sprowadzających się do absurdu – tatuaż, który Khmerka nosiła na szyi, dyskwalifikowałby ją z miejsca.
– Widziałaś kiedyś Reddingtona? – zagadnęła Sang.
– Parę razy.
– Zobaczmy, kogo tu jeszcze mamy… – odparła Cha
Jeffrey Reddington, pułkownik. Dowódca.
Loïc Jaccard, major. Pierwszy oficer.
Jurij Zakarewicz, major. Drugi oficer.
Z tercetu rządzącego niepodzielnie na Ke
Gideon Hallford, kapitan. Główny inżynier.
Jesús Barragán, porucznik. Drugi oficer mechanik.
Tamaya Forry, porucznik. Oficer wachtowy mechanik.
Było to trio odpowiedzialne za wszelkie rozrywki na pokładzie Ke
Wraz z Khmerką kontynuowały przeglądanie nazwisk, ale naraz przerwały, gdy rozległ się dźwięk nadchodzącej transmisji.
– Co to? – zapytała Sang.
Ellyse nie odpowiadała. Wbijała wzrok w kod, który świadczył, że przekaz pochodzi z przekaźnika na Alfa Centauri Bb. Nadawcą był ISS Accipiter.
– Panie majorze – odezwała się słabo radiooperatorka. – Mamy kontakt z Accipiterem.
Jaccard obrócił się na fotelu i zeskoczył z niego.
– Raportuj – rzucił.
Cha
– Tym razem nie tylko tekst – powiedziała Nozomi. – Jest obraz i dźwięk.
– Odtwarzaj – odparł Loïc, patrząc na zegar pokładowy. Czasu było jeszcze wystarczająco dużo, by zmienić plany.
– Potrzeba weryfikacji kodu autoryzacyjnego.
– Co takiego? – żachnął się Jaccard.
– Muszą obawiać się, że ktoś przechwyci wiadomość – zauważyła Sang.
Nozomi spojrzała na przełożonego, a ten na nią. Przez moment nie odzywali się słowem, ważąc w myśli, co kazało załodze szyfrować wiadomość.
Loïc pochylił się nad konsolą, a następnie wprowadził dane uwierzytelniające. Zaraz potem na ekranie przed Ellyse pojawiła się twarz zalana krwią. Zmęczone oczy mężczyzny o skandynawskich rysach twarzy wpatrywały się w obiektyw.
– Wzywam pomocy – zaczął. – Nazywam się Håkon Lindberg, jestem astrochemikiem na okręcie ISS Accipiter. Wzywam wszystkie jednostki, które odbierają ten przekaz, do udzielenia pomocy lub przekazania sygnału do przekaźników na Ziemi. Statek zatrzymał się piętnaście, może szesnaście parseków od Układu Słonecznego. Działa jedynie tryb oszczędzania energii, załoga nie żyje. Wraz z nawigatorem, Dija Udinem Alhassanem, jesteśmy jedynymi ocalałymi. Wzywam pomocy.