Страница 47 из 59
— Czy ty naprawdę nic nie rozumiesz? Na Afrodycie z pewnością coś znajdziesz, a tak możesz odbyć jeszcze ze sto wypraw i wrócisz z pustymi rękoma.
— Kochanie — odpowiedziałem — za żadne skarby nie mógłbym odbyć stu wypraw, teraz ani zresztą nigdy. Nie wiem nawet, czy zdobędę się na jedną. Mam nadzieję, że starczy mi odwagi na powrót na Gateway. A co dalej, to nie wiem.
Na Gateway-2 spędziłem w sumie trzynaście dni. Hester Bergowiz, pilot zewnętrzny, cały czas usiłowała mnie namówić na wyprawę na Afrodytę, pewnie dlatego, że nie chciała, bym zajmował w jej statku drogoce
Na szczęście wszystkie były szczelne.
OGŁOSZENIA DROBNE
SZEROKOLISTNIEC ZACIENIONY, ręcznie hodowany i zwijany. Skręt 2 dol. 87-307.
POSZUKIWANY Agosto T. Agnelli. Jeśli znasz jego aktualne miejsce pobytu, skontaktuj się z Interpolem przez Służbę Bezpieczeństwa Korporacji. Nagroda.
OPOWIADANIA I WIERSZE wydane w książce to najdoskonalszy sposób przekazania potomnym swoich wspomnień. Zaskakująco niska cena. Agent Wyd. 87-349.
CZY JEST KTOŚ Z Pittsburga lub Paducah? Tęsknię za domem. 88-226.
Dwunastego dnia z Gateway przybyły dwie Piątki wyładowane zapalonymi poszukiwaczami, którzy przywieźli całkowicie nieodpowiedni sprzęt. Wiadomość o Afrodycie nie zdążyła jeszcze dotrzeć na Gateway, więc nowicjusze nie mieli pojęcia, jakie atrakcje na nich czekają. Wśród nich znajdowała się młoda dziewczyna na wyprawie naukowej, w swoim czasie ucze
Wyjeżdżałem wręcz ze smutkiem, nie mówiąc oczywiście o strachu. Ituno wlał sporą porcję ryżowej whisky do mojej szklaneczki i zaproponował toast. — Bardzo żałuję, że wyjeżdżasz, Broadhead. Na pewno nie zmienisz zdania? W tej chwili mamy więcej opancerzonych statków i skafandrów niż poszukiwaczy, choć trudno przewidzieć, ile to jeszcze potrwa. Jeśli jednak zdecydowałbyś się po powrocie…
— Na pewno się nie zdecyduję — odrzekłem.
— Banzai — powiedział i wypił. — Czy nie znasz przypadkiem starszego faceta, który nazywa się Bakin?
— Shicky'ego? Jasne. To mój sąsiad.
— Przekaż mu pozdrowienia ode mnie — poprosił nalewając na tę okazję.
— To wspaniały gość, choć jest trochę do ciebie podobny. Byłem z nim przy tym wypadku: przytrzasnął się w lądowniku, kiedy musieliśmy odpalić. Śmierć już zaglądała mu w oczy. Zanim dotransportowaliśmy go na Gateway, cały napuchł i śmierdział jak sto diabłów. Dwa dni później musieliśmy mu obciąć nogi. Zrobiłem to własnymi rękoma.
— Rzeczywiście, wspaniały z niego facet — powiedziałem z roztargnieniem kończąc drinka i wyciągając szklaneczkę po jeszcze. — Ale dlaczego uważasz, że jesteśmy podobni?
— Tak jak ty, nie potrafi podjąć decyzji. Ma dosyć forsy na Pełny Serwis, ale trudno mu się zdecydować na wydanie jej. Mógłby przecież mieć nogi i znowu wyruszyć. Ale gdyby mu się nie powiodło, nic by mu nie zostało. Więc tak to wszystko ciągnie i nadal jest kaleką.
Odstawiłem szklaneczkę. Nie miałem już ochoty na więcej. — Cześć, Ituno. Idę spać — powiedziałem.
Przez dłuższą część drogi powrotnej pisałem listy do Klary, choć nie wiedziałem, czyje kiedykolwiek wyślę. Nie miałem w zasadzie nic i
Zastanawiałem się, dlaczego Shicky Bakin chciał pozostać kaleką — a tym sposobem mogłem jakoś stawić czoła myśli, że i ja chciałem nim być.
Rozdział 25
— Wyglądasz na zmęczonego — mówi Sigfrid.
To nawet dość zrozumiałe. Weekend spędziłem na Hawajach. Ulokowałem tam trochę pieniędzy w turystyce, więc zdjęli mi to z podstawy opodatkowania. Na Wielkiej Wyspie przeżyłem dwa cudowne dni: rano było dwugodzi
Tyle tylko, że nie są to sprawy, które Sigfrida rzeczywiście interesują. Nic go nie obchodzi, że jesteś w złej formie fizycznej. Nic go nie wzrusza, że na przykład złamałeś nogę, chce tylko wiedzieć, czy przypadkiem nie marzy ci się rżnięcie własnej matki.
— Jestem zmęczony — mówię. — Dajmy sobie więc spokój z tymi wstępami. Przejdźmi od razu do uczucia Edypalnego wobec matki.
— A miałeś je. Bob?
— Każdy przecież je ma.
— Może chciałbyś o tym porozmawiać?
— Nie za bardzo.
Czeka, tak zresztą jak i ja. Sigfrid znowu się wysilił, jego gabinet wygląda teraz jak pokój dzieci
— Czy już wiesz, o czym chciałbyś porozmawiać. Bob? — próbuje łagodnie Sigfrid.
— No jasne. — Po chwili zmieniam zdanie. — Nie, nie jestem pewien.
— W rzeczywistości jednak wiem. W drodze z Himalajów poczułem ból i to bardzo mocny. Leciałem pięć godzin, z tego połowę pogrążony we łzach. Było to prawie zabawne. Obok mnie siedziała urocza biała Hawajka, która udawała się na wschód. Od razu postanowiłem poznać ją bliżej. A stewardesa była ta sama, co w tamtą stronę, z nią zdążyłem się już zapoznać.
Siedziałem więc w samym końcu pierwszej klasy ponaddźwiękowca popijając drinki, którymi częstowała mnie stewardesa i rozmawiając z moją piękną sąsiadką, i za każdym razem, kiedy dziewczyna zapadała w drzemkę lub szła do toalety, a stewardesa patrzyła w i
Gdy natomiast jedna z nich spoglądała w moją stronę, byłem na powrót uśmiechnięty, raźny i czujny…