Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 33 из 51

– Dobrze, że w końcu jesteś – usłyszał, zanim drzwi otworzyły się na oścież. – Dziś wieczorem mamy być przecież u Chojnowskich.

W drzwiach stała kobieta łudząco podobna do tej, którą widział na zdjęciu. Ale między ufarbowanymi włosami Pater dostrzegł siwe pasemka.

Kobieta zobaczyła Patera i zamilkła. Zauważył, że podbródek zaczął jej drgać gwałtownie. „Powróciłem do jej życia. Wróciłem tak, jak powraca koszmarny sen”, pomyślał.

– Wiem, że mnie pani poznaje – powiedział cicho. – Ja w sprawie tego zdjęcia.

Kobieta rzuciła okiem na fotografię zrobioną wiele lat temu na plaży, odwróciła się i skuliła ramiona.

Wyglądała, jakby w jednej chwili postarzała się o wiele lat.

– Czego pan chce? – szepnęła.

– Człowiek, który zrobił to zdjęcie, nazywa się Jan Mielnik, prawda? On… on nie żyje.

Odwróciła się i spojrzała na Patera.

– Nie widziałam go od wielu lat.

– Pani kłamie. – Pater przeszył ją wzrokiem. – On był u pani po tym… po zabójstwie pani córki w Jelitkowie.

Wzruszyła ramionami.

– Był przez chwilę. No i co z tego?

– Mówił, że szuka mordercy pani córki, tak?

Bagińska stała nieruchomo, jakby była wykuta z kamienia.

– Powiedział, że ma ślad… Trop… Być może pokazywał pani pewne zdjęcie. Tak było? Dlaczego pani do nas wtedy nie zadzwoniła?

Zobaczył, jak kobiecie zwężają się oczy.

– Do was?! – wybuchła. – Moja córka nie żyje, a morderca jest na wolności przez takich skurwysynów jak wy! Jesteście… Jesteście…

– Co ma z tym wspólnego Jan Mielnik? – Pater przerwał, chwycił kobietę za ramiona i potrząsnął nią. – Mów!

Popatrzyła na niego z przestrachem, ale uspokoiła się.

– On? – W jej głosie Pater wyczuł pogardę. – On? A co on mógł mieć z tym wspólnego? Nie widziałam go całe lata, przyjechał niespodziewanie i zaczął bełkotać, że znalazł mordercę. Gadał coś o odkupieniu… Abym mu wybaczyła… Wyglądał na kompletnie pomylonego, rozumie pan?

– Proszę mi powiedzieć, co pani miała mu wybaczyć. Przepraszam, że pytam o sprawy osobiste, ale minęło tyle lat. Te wspomnienia może już nie są tak bolesne… 0 co chodziło?

– Mieliśmy uciec wspólnie do Szwecji – odparła wolno. – To miała być tajemnica. Marzyłam o Szwecji. Wymusiłam na Janku, aby nikomu nie mówił o naszych planach. A on się uparł, że powie ojcu. Nienawidziłam tego starucha w skórzanym płaszczu. Fanatycznego komucha. Esbeka. Jego ludzie uniemożliwiliby nam ucieczkę. Janek nie dotrzymał mojego warunku. I ja z nim zerwałam, i żyję, jak pan widzi, w Polsce.

Rozległ się dzwonek do drzwi. Pater otworzył i ujrzał stojącego na wycieraczce zaskoczonego mężczyznę. Odwrócił się do kobiety.

– I wie pan, co najlepsze? – Bagińska mówiła jak w transie. – Wyrzuciłam go za drzwi. Poza tym dawno mu już wybaczyłam. Zresztą, co tu było wybaczać. Zawiódł mnie kiedyś, nic więcej – dodała cicho.

Pater popatrzył na nią zimno.

– Nie – powiedział. – Pani mu nie wybaczyła. Pani po prostu o nim zapomniała. A teraz – zawiesił głos – a teraz państwo Chojnowscy czekają.

Był przy oplu, gdy zadzwonił telefon. Stara toyota Patera była gotowa.

– Zaniepokoiliśmy się, że nie odbiera pan samochodu. Chyba że zostawia go pan na szrot. – Mechanik roześmiał się.

– Może byście wzięli na szrot mnie?

– Słucham?

– Nieważne. Taki kiepski żart.

33

O trzeciej w nocy w barze hotelu „Rejs” panował niewielki ruch, choć sezon był w pełni. Przyczyną była duszna i gorąca noc. Wczasowicze woleli tańczyć i pić na świeżym powietrzu, w i

Pater siedział samotnie przy barze i małymi łykami popijał piąte małe piwo. Zdążył się już przyzwyczaić, że we Władku piwo podawane jest w plastiku lub puszkach otwieranych łyżeczkami przez barmanki, które w ten sposób chronią tipsy przed zniszczeniem. Tym razem nadkomisarz odstawiał butelki na kartonową podstawkę obok wysokiego kieliszka, w którym tkwiła mała kolorowa parasolka. Co chwila, wiedziony policyjnym instynktem, zerkał na damską torebkę na łańcuszku, która wisiała na oparciu stojącego obok wysokiego stołka. Choć w promieniu trzech metrów nie było nikogo oprócz barmanki, policjant wciąż się upewniał, czy ktoś nie ma ochoty na ową torebkę.

Samotność nadkomisarza była chwilowa. Właścicielką torebki i drinka z parasolką była Joa

Choć osiągnięcie celu zawodowego się oddalało, Pater czuł, że znajduje się coraz bliżej celu osobistego, jaki wiązał z osobą Joa

Pater myślał o tym wszystkim, szykując się do ostatecznego ataku. Z jednej strony był pewien, że i tak tej nocy wyląduje w łóżku z Joa

Joa

– Przepięknie śpiewa ten stary babiarz. – Joa

Ta subtelna mieszanina zapachów znów przypomniała Paterowi o jego męskich siłach. Patrzył na Joa