Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 12 из 51

Najważniejszy był obraz smutnej, zmęczonej i poirytowanej Joa

Swoją długą i nieskładną opowieścią wywołał u Joa

Ktoś zatrąbił. Pater to zignorował. Potrzebował jeszcze tylko jednej chwili, aby spokojnie odetchnąć. Bo historia z Joa

Trąbienie stawało się nieznośne. Pater ocknął się i zbyt gwałtownie puścił pedał sprzęgła. Opel astra stanął jak wryty. Wtedy zadzwonił telefon. Pater rozpiął pasy i sięgnął do kieszonki dżinsów. Trąbienie było jednostajne i zwielokrotnione. Furgonetka stojąca jeszcze przed chwilą tuż przed nim oddaliła się o dobre sześćdziesiąt metrów. Z bocznej podporządkowanej ulicy, zakończonej okazałym budynkiem z wieżą, wciskały się przed astrę samochody, jadąc po chodniku. Telefon wciąż dzwonił. Kiedy Pater wreszcie go wyjął, jasny ekranik zgasł na jego wyciągniętej dłoni. „Joa

– Witaj, Jarku.

Paterowi nie spodobało się to „witaj”. Nie tyle raziła go sztuczność i pretensjonalność, ile miał poważne zastrzeżenia co do wartości uczuciowej tej formy. Użycie tego zwrotu mogło osadzać jego samego w jakimś pośrednim zakresie, między „ty” i „pan”. „Witaj, Stanisławie”, tak się kiedyś zwrócił w studenckich czasach do pewnego uniwersyteckiego adiunkta, z którym dzień wcześniej po zebraniu koła naukowego językoznawców wypił bruderszaft. Nie powiedział: „Cześć, Staszku”, lub: „Stachu”, ale właśnie: „Witaj, Stanisławie”. Joa

– Cześć, Asiu – powiedział i od razu przeszedł do rzeczy: – I co, namyśliłaś się? Przyjedziesz tutaj? Do Władysławowa?

– Nie wiem – odpowiedziała sucho – mam z tobą przesłuchiwać bandytów i biegać po plaży za mordercami? Co mi chcesz zaproponować? Słoneczny patrol? Nie wyglądam jak Pamela Anderson.

On sam nawet w szczytowym momencie swych śledczych umiejętności nie umiałby postawić bardziej przenikliwego pytania. Milczał. Skręcił w Morską i jechał bardzo powoli. Z chodników wylewał się na ulicę tłum wczasowiczów. Niektórych z nich przesłaniał dym buchający z rusztów, na których skwierczały kaszanki i karkówki. Przed maską jego samochodu jakaś młoda matka beztrosko popychała wózek z małym dzieckiem. Towarzyszył jej elegant z kolczykiem w uchu. Jego ciemne okulary pełniły funkcję przepaski podtrzymującej bujne włosy. Dziecko z całych sił dmuchało w rozwijaną trąbkę, która byłaby bardziej odpowiednia na zabawie sylwestrowej. Środkiem ulicy szedł potężny pirat, reklamujący rejsy po morzu. Jakiś młodzieniec gromko się roześmiał, a spomiędzy jego zębów wyleciały na chodnik resztki kebaba. Z każdego kramu dobiegała i

Co, zasnąłeś tam? – zapytała Joa

– Przepraszam – powiedział Pater, czując, że jego telefon wilgotnieje od spoconego ucha. – Asiu, tu jest naprawdę przyjemnie. A poza tym sprawa, którą prowadzę, jest bardzo ważna i zarezerwowano mi wygodny apartament. Bardzo blisko morza. Szum fal będzie cię codzie

– Lubię tańczyć – odpowiedziała Joa

Kilkakrotnie stracił orientację i pogubił się, zanim wąskimi uliczkami dojechał do Hryniewieckiego i stanął pod ośrodkiem wczasowym „Fregata”, gdzie wedle słów sekretarki komendanta miał na niego czekać wygodny apartament. Zgasił silnik i nie wierzył własnym oczom. Morza nie było stąd widać. Zasłaniały je drzewa iglaste, które były tak gęsto posadzone, jakby miały stanowić jakąś strefę buforową, kurtynę oddzielającą czyste morze od zakurzonych deptaków. Za drucianą siatką stały dwa nędzne brudne szeregowce z dykty, zbudowane w stylu bieda-minimalistycznym, właściwym dla późnych lat sześćdziesiątych. Po prawej stronie widniał tzw. pawilon sanitarny. Nad poobijanymi ry

Poczuł przyjemną woń mocnej kawy. Odwrócił głowę. Na tarasie hotelu „Rejs”, przylegającego do ośrodka, siedziały dwie dziewczyny pochłaniające lody z najróżniejszymi polewami. Pater przełknął ślinę i znów popatrzył na „Fregatę”.

– Nie możesz rozmawiać czy nie chcesz? – zapytała Joa

– Wiesz, co? Rozumiem cię doskonale, że się jeszcze wahasz, czy tu przyjechać. Cóż, nie mam zamiaru naciskać. To twoja decyzja. Muszę kończyć. Cześć, trzymaj się, Joasiu!

Rozłączył się, nie pozwalając jej nawet dojść do głosu. Patrząc na ośrodek „Fregata”, zrozumiał, że nie ma tu Joa