Страница 11 из 51
– We Władysławowie na plaży dzisiaj o piątej rano znaleziono uduszoną dziewczynę. A
Pater nie zapytał o penetrację. Wiedział, że na ustalenie tego faktu medyk sądowy potrzebuje trochę czasu.
– Szefie, proszę posłuchać co dalej. Czytam z protokołu. „Na pośladku ofiara miała wytatuowaną różę.
Krzyż, wokół którego wije się w górę kolczasta łodyga, która jest zakończona kwiatem róży. Główka róży wystaje ponad najwyższy punkt krzyża”. Tyle w protokole. Kierowniku – w głosie Kuleszy pojawiła się nutka strachu – stało się. Znowu.
– Nie mówi się „główka róży” – mruknął z irytacją Pater – lecz „kwiatostan”. W ciągu dwóch kwadransów zatelefonuję do ciebie.
Pater rozłączył się, przeszedł przez rondo i ruszył w stronę parku. Minął pomnik symbolizujący powrót Pomorza do Macierzy i usiadł na ławce. Rozpiął koszulę i z ulgą przyjmował podmuchy suchego wiatru. „Nikt jej nie widział przy okienku wieży / Przyjmować w usta wiatru oddech świeży”, przypomniał mu się nagle dwuwiersz z Konrada Wallenroda. Tutaj wiatr, wiejący od ruchliwej ulicy, miał smrodliwą woń spalin. „Tu wiosna spaliną oddycha”, tym razem przyszła mu na myśl piosenka T. Love. Pater, przywołując te teksty, nieświadomie odpychał od siebie smutne wspomnienia sprzed czterech lat i ponure przewidywania, pewne i nieodwracalne jak przepowiednie Kasandry. Musiał je jednak przyjąć i się z nimi zmierzyć. Telefon Kuleszy uaktywnił je jak uśpione demony.
Pater zamknął oczy i przeniósł się w myślach do gdańskiego kąpieliska Jelitkowo. Ujrzał siebie młodszego o cztery lata, ubranego w sportową bluzę z kapturem, w adidasy i spodnie z odpinanymi nogawkami. Jego ówczesna i jedyna zresztą żona Iza lubiła styl sportowy. Ten styl lubiły też obie zamordowane studentki. Leżały na starym zardzewiałym kutrze rybackim z Jelitkowa.
Obnażone i żałosne w swej nagości, która – wbrew naturze – nie budziła pożądania, lecz litość. Agnieszka Bagińska i Karolina Lisowska. Studentki pielęgniarstwa gdańskiej Akademii Medycznej. Koleżanki z jednego roku. Jedna pochodziła z Wrocławia, druga z Gdańska. W organizmie Bagińskiej wykryto później obecność preparatu odchudzającego. Miała ona obfite i pomarszczone od cellulitu pośladki. Na jednym z nich była wytatuowana róża rozpięta na krzyżu.
Pater poczuł w ustach smak żółci. Tatuaż. Dlaczego wtedy nie zainteresował się tym przeklętym tatuażem? Dlaczego zaniedbał sprawdzenie trójmiejskich salonów, mimo że sprawca tak ułożył zwłoki Bagińskiej, aby róża na krzyżu była pierwszą rzeczą, która się rzuca w oczy patrzącego? Może dlatego, że ciało drugiej dziewczyny, Karoliny Lisowskiej, naznaczone było nieco wyżej, na lędźwiach zupełnie i
Nie, to nie dlatego pominął wtedy kwestię tatuażu. Gorzki smak w ustach narastał i teraz, i wtedy, gdy jego żona trzaskała w gniewie talerzami o ściany ich kuchni. „Dlaczego wyłączasz komórkę, kiedy do ciebie dzwonię?”, wrzeszczała. „Chcę ci opowiedzieć o moich problemach!
Ale ty masz to w dupie. Wracasz po pracy do tego syfu w falowcu i oglądasz mecze, nie patrząc nawet na swoją żonę, która się staje coraz bardziej syfiasta! Syf! Wszystko to jeden wielki syf!” Nie umiał jej wtedy powiedzieć, że współczucie dla dwóch zamordowanych studentek wypełnia go i rozsadza, nie pozostawiając miejsca na współczucie dla własnej żony. Że prowadzona sprawa go przerasta, że nie daje rady, że nie ma najmniejszego punktu zaczepienia i że ta bezsilność zmusza go do dezercji przed codzie
Miejscem ucieczki, jego Arkadią, były mecze piłkarskie, które obstawiał u bukmacherów, albo bar „Mandaryn” w Sopocie. I poker. Texas Hold'em. Cały jego ówczesny świat to bezse
Nadkomisarz nie rozwiązał nigdy sprawy Bagińskiej i Lisowskiej. Nie porozmawiał z Izą. A ona odeszła. Klęska była dubeltowa. Powaliła go. Nie złapał mordercy z Jelitkowa i utracił Izę. A teraz objawił się naśladowca tamtej zbrodni. Znów zamordowana dziewczyna z wytatuowaną różą na pośladku. „Stało się. Znowu”, powiedział Kulesza. „Ale on się myli”, myślał Pater. „To nieprawda. Nie ma żadnego «znowu»! Wtedy utraciłem i sens swojej pracy, i ukochaną kobietę. Ale teraz na pewno nie stracę obu tych rzeczy naraz, bo przecież jeszcze nie zdążyłem się zakochać”.
Wyjął z kieszeni pudełko prezerwatyw i położył je na ławce. Otrzepał ręce, jakby były czymś ubrudzone, i ruszył w stronę centrum miasta.
9
Opel astra z gdańskimi tablicami rejestracyjnymi utknął na dobre w korku na wysokości dworca kolejowego we Władysławowie. Jarosław Pater zawsze, kiedy kierował służbowym autem, czuł się niepewnie. Nie mógł się przyzwyczaić do szybkiego skoku sprzęgła, kierownica kręciła się tu znacznie szybciej niż w jego starej toyocie, a biegi nie chciały wchodzić. Astra, prowadzona przez Patera, albo wniebogłosy ryczała, albo gasła przy ruszaniu. I jedno, i drugie zwracało uwagę i
Konieczność skupienia się na ruchach furgonetki była dla Patera jakimś istotnym elementem terapeutycznym. Utkwiwszy wzrok w głupim napisie, który dowodził, że właściciel auta ma poczucie humoru równie wyszukane jak jego niedawny sąsiad, Sławek z Sosnowca, Pater czuł się tak, jakby poddawał się metodzie fiksacji prowadzącej do autohipnozy lub do medytacji. Obrazy, które przez cały wczorajszy wieczór i przez całą nieprzespaną noc przyklejały się do siebie i blokowały wzajemnie w jego głowie, teraz zdawały się pojawiać pojedynczo i w ściśle określonym porządku.