Страница 34 из 48
– Ma pan słuszność, doktorze – powiedział Mühlhaus i milczał przez chwilę, obserwując, jak kelner rozstawia między nimi talerze z bawarskimi białymi kiełbaskami i słodką musztardą oraz miseczki z marynowaną rzepą. – Do tej pory zachowywał pan godną podziwu dyskrecję. Wiem, że jest ona sprzeczna z pańskim zawodem. Ale wszystko przed panem. Może pan wybrać czas ujawnienia. Może pan opisać sprawę Mocka, zanim się na dobre zacznie, aby podgrzewać atmosferę, albo może pan ją opisać później… W całości… Pańska gazeta jako jedyna w tym mieście… Wyobraża pan sobie cykl artykułów po procesie… Gazeciarze krzyczą: „Cała prawda o Eberhardzie Mocku”. Nakład BNN wzrasta… Ludzie nie będą kupować żadnej i
– Postępuje pan nietypowo, radco – powiedział Langer – oferuje pan zapłatę, zanim nam pan powiedział, o czym to mamy mianowicie milczeć…
– Wybaczą mi panowie krótki wstęp? – Mühlhaus, widząc, że rozmówcy kiwają głowami, kontynuował: – Nadwachmistrz Eberhard Mock nie pracował w policji kryminalnej, lecz w decernacie obyczajowym prezydium… Mogliby panowie zapytać, co ja w takim razie tutaj robię. Odpowiedź jest prosta. Reprezentuję prezydenta policji Kleibömera. To właśnie on zlecił mi tę niezwykle delikatną misję. – Odłożył fajkę, splótł dłonie i przesuwając wzrokiem po twarzach swoich rozmówców, powiedział zdecydowanym tonem: – Panowie, powiem bez ogródek. Policja chciałaby uniknąć skandalu. Dlatego prezydent policji w Breslau dzięki swoim stosunkom sprawił, że proces Mocka zostanie utajniony i odbędzie się w Königsbergu. Któregoś dnia przyjadą trzej zaufani ludzie z tamtejszego prezydium. Zameldują się u Kleibömera. Nie będą się legitymować. Podadzą jedynie hasło. Kleibömer osobiście zatelefonuje tylko do dwóch osób. Pierwszą z nich będzie pan, dyrektorze – zwrócił się do Langera – drugą będę ja. Pan otrzyma polecenie, aby osobiście przyjąć königsberczyków, otworzyć im drzwi do celi Mocka i pozwolić im opuścić więzienie wraz z oskarżonym. Moi ludzie będą dyskretnie eskortowali ich wszystkich na Dworzec Główny. Ja mam zadbać o to, aby oni nie wiedzieli, kogo eskortują. W pociągu ostatni wagon będzie należał do oskarżonego i jego eskorty. Czy zgadza się pan zachować całkowitą dyskrecję na temat tego, co pan teraz usłyszał?
– Tak, zgadzam się – powiedział dyrektor Langer i zagryzł rzepą piwo. – Nikomu nic o tym nie powiem. Prośba prezydenta Kleibömera jest dla mnie rozkazem.
– Dziękuję bardzo za pańską uprzejmą zgodę na bezwarunkową dyskrecję – uśmiechnął się Mühlhaus i ugniótł rzeźbionym ubijakiem tytoń w fajce. – Natomiast pana, doktorze – spojrzał na Tugendhata -właśnie pana prezydent usilnie prosi o dyskrecję warunkową. Dopóki Mock nie stanie w Königsbergu przed trybunałem, będą się pojawiać wśród dzie
– Ja panu powiem, co w zamian, radco kryminalny. – Doktor Tugendhat zapalił cygaro i dmuchnął dymem w jelenie rogi wiszące nad stołem. – W zamian mój reporter jako jedyny dzie
– Zgadza się – odpowiedział Mühlhaus – wyjął mi to pan z ust…
– Ale mam jeszcze pytanie… – wtrącił się redaktor. – Mówi pan, że mam podawać sprzeczne informacje o dacie procesu. Aby to uczynić, muszę znać prawdziwą… Muszę wiedzieć, kiedy mam wysłać mojego reportera nad morze… To znacznie dłuższa wycieczka niż do Zobten.
– I tutaj jest prośba do czwartego z nas, sędziego Weissiga. – Mühlhaus spojrzał na wymienionego przez siebie prawnika, który nakładał na cienką kiełbaskę krążki cebuli. – Otóż my wszyscy tutaj zgromadzeni musimy znać ten termin przynajmniej kilka dni przed przybyciem do Breslau trzech tajniaków z Königsbergu. Dyrektor Langer musi to wiedzieć, aby zaplanować dostarczenie Mocka königsberczykom, z zachowaniem wielkiej ostrożności; doktor Tugendhat, ponieważ musi rozsyłać w świecie dzie
– Wszyscy znamy starego Ma
– Już wie pan, o co pana uprzejmie prosi pana prezydent Kleibömer? – zapytał Mühlhaus.
– Wiem. Chce wiedzieć, kiedy pojawią się königsberczycy…
– I chce znać hasło…
Weissig podniósł dłoń i przykrył nią dłoń Mühlhausa leżącą na stole. Na ich dłoniach położył swoją dyrektor Langer, a po chwili wahania doktor Tugendhat. Potem z rozmachem klaskali wolnymi dłońmi o grzbiet tych, które już leżały jedna na drugiej.
Kelner, myśląc, że ktoś w sali bawarskiej strzela na niego palcami, wbiegł tam prędko. Ujrzał czterech mężczyzn, którzy ze swych na przemian ułożonych dłoni stworzyli piramidę i wpatrywali się w siebie poprzez tytoniową mgłę. Jeden z nich machnął na kelnera cygarem.
– Herr Ober, pije się coś w tym lokalu czy nic się tu nie pije? – krzyknął z uśmiechem, odwrócił się do kolegów i powiedział, nie zwracając już uwagi na kelnera: – Panowie, w Breslau wie o tym nas czterech, plus prezydent policji. I tak ma zostać!
Breslau, niedziela 2 marca 1924 roku,
piąta nad ranem
Pociąg z Königsbergu via Berlin przyjechał punktualnie i donośnym gwizdem oraz prychaniem pary obudził wszystkich na peronie czwartym. Bagażowy przestał drzemać nad swoim dwukołowym i dwudyszlowym wózkiem, sprzedawca gazet i tytoniu, licząc na wczesnopora
Oprócz trzech mężczyzn z laskami wszyscy ludzie przebywający na peronie czwartym liczyli na to, że z nocnego ekspresu wysypie się kilka osób, które pozwolą im dzisiaj zarobić parę groszy lub zrealizować i