Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 33 из 48

Niekiedy Mock wpadał w pychę. Czuł się jak Nietzscheański Übermensch, którego nie obowiązuje mieszczańska moralność. Przed snem układał w głowie krzykliwe manifesty nowej więzie

Mock usiadł na pryczy i opuścił bose nogi na kamienie podłogi. Światło księżyca rzeźbiło w ścianach dziury, kratery oraz wydobywało nieprzyzwoite napisy. Osiadało też na otwartej książce i podkreślało gibkie greckie litery. Spojrzał na nią i zamknął natychmiast oczy. Jego pamięć działała bez zarzutu. Natychmiast odtworzyła grecki dwuwiersz:

oude gar ejdejes andros noon oude gynajkos

prin pejrethejes hosper hypodzygiou

Mock wpatrywał się również w to, co – na jego prośbę – Smolorz włożył między kartki Teognisa. Przedmiot nie wzbudził u strażników najmniejszego zainteresowania, kiedy kartkowali książkę w poszukiwaniu grypsów. Nie wiedzieli, że ten kartonik mimo niewi

–  „Nie sposób przeniknąć zamysłów niewiasty czy męża, zanim nie poddasz ich próbie niby zwierzęta w zaprzęgu” - przetłumaczył Mock słowa arystokraty z Megary i spoglądał przez długą chwilę na obrazek przedstawiający świętą Jadwigę, który – wyjęty spośród kartek i przyklejony do ściany – srebrzył się w świetle Selene.

Breslau, wtorek 12 lutego 1924 roku,

pięć minut po siódmej wieczór

Szef policji kryminalnej Heinrich Mühlhaus minął nieczy

Kiedy zjawił się przed nim niewysoki sprężysty ober, Mühlhaus zapytał go, czy, jego zdaniem, ci panowie długo jeszcze będą śpiewać. Ironia i irytacja w głosie gościa była całkowicie niewyczuwalna, bo ober uśmiechnął się szeroko i odparł, że chór męski „Polihymnia” zwykle śpiewa tylko godzinę po swoich wtorkowych próbach, ale na życzenie szanownego pana mogą sięgnąć do rzadziej wykonywanego repertuaru. Mühlhaus nie kontynuował tego tematu i już z wyraźną złością zapytał, gdzie tu jest „sala bawarska”, bo właśnie tam ma umówione spotkanie. Ober poprowadził go do mniejszej sali, prawie bez ozdób, jeśli nie liczyć podłużnych belek stropu, z których zwisały klosze lamp, oraz jelenich rogów we wnękach ścian.

Mühlhaus ku wyraźnemu zdziwieniu kelnera zażyczył sobie herbaty Obsta na ischias. Na grzeczną odpowiedź kelnera, że takiej herbaty najlepiej się napić w aptece „Higieja”, zażądał smakowej herbaty importowanej. Potem przywitał się z trzema mężczyznami, którzy siedzieli w potężnych drewnianych ławach. Powiesił palto i melonik na wieszaku zajmującym całą ścianę sali bawarskiej. Z wyrozumiałym politowaniem stwierdził, że nawet ludzie świecący maluczkim przykładem nie mogą się obejść bez alkoholu. Naczelnik więzienia śledczego Otto Langer pił kulmbachera, sędzia Ernst Weissig spożywał miejscowego lagera w litrowym kuflu, a przed szefem „Breslauer Neueste Nachrichten”, doktorem Ottonem Tugendhatem, stała butelka winiaku „Stary Szczep” ze sły

– Drogi doktorze – Langer piorunował dzie

– Tak, uważam – odparł spokojnie Tugendhat, upijając łyczek winiaku. – O honorze nie decyduje przynależność partyjna ani poglądy polityczne, ale czyny, mój panie, czyny! Vater, popełniając samobójstwo, okazał się człowiekiem honoru! Każdy samobójca jest człowiekiem honoru.

– Samobójstwo może wynikać również ze strachu. – Sędzia Weissig zapalił cygaro. – Niekoniecznie z poczucia honoru.

– Ale on na pewno się nie bał – uśmiechnął się Tugendhat – przecież nikt nie wybrałby tchórza na prezydenta policji w Magdeburgu… Czy prezydent policji może być tchórzem? Niech nam to powie ktoś, kto to wie najlepiej! No, drogi radco – zwrócił się do Mühlhausa – czy nasz prezydent policji, jaśnie wielmożny Wilhelm Kleibömer, jest tchórzem?

– Naprawdę Vater był prezydentem policji w Magdeburgu? – Mühlhaus włączył się do rozmowy, odbierając od kelnera szklankę gorącej, pachnącej herbaty.

– Widzą panowie, jak się ożywił nasz radca? – roześmiał się dzie

– Doktorze Tugendhat – uśmiechnął się zapytany – pozwoli pan, że nie będę się wypowiadał o moim szefie i o jego morale. Nie po to tutaj się spotkaliśmy. Ja wiem, że samobójcza śmierć Vatera, podobnie jak niedawna śmierć Lenina, rozpala panów emocje, zwłaszcza tych zorientowanych na lewo, jak nasz redaktor, ale nie zapominajmy, że spotykamy się tutaj w godnej pożałowania sprawie Eberharda Mocka.

Zapadło milczenie. Wszyscy spoglądali na Mühlhausa, przyznając mu niejako prawo przewodzenia tym nieformalnym obradom w piwiarni Kisslinga.

– Przepraszam panów za spóźnienie – zaczął Mühlhaus. – Dorożkarz, który mnie wiózł, był pijany i pomylił Junkernstrasse z Jahnstrasse. A teraz ad rem. Eberhard Mock jest oskarżony o trzy morderstwa. Dwie ofiary to prostytutki: Klara Menzel i Emma Hader, a trzecia to współwięzień Mocka, sprawca trzech gwałtów na nieletnich chłopcach Konrad Dziallas…

– Wyjątkowy podlec i zboczeniec – wtrącił Langer – miałem z nim same kłopoty. Przez niego popełnił samobójstwo i

– Czy pan sugeruje, dyrektorze – przerwał mu sędzia Weissig – że sąd powinien przez to łagodniej potraktować Mocka, bo zabił jakiegoś więzie

– Ja niczego nie sugeruję, jedynie…

– Pax, pax, moi panowie! – Mühlhaus dmuchnął w fajkę, dobywając z główki dużą czapę gorzkosłodkiego dymu. – Sugerować cokolwiek będę w tym gronie tylko ja… Przepraszam, nie „sugerować”, ale „prosić”. Mam do panów ogromną prośbę… Chodzi mi o dyskrecję, milczenie, tajemnicę…

– W świetle tych próśb – doktor Tugendhat napełnił winiakiem pusty kieliszek – ja zupełnie nie pasuję do dzisiejszego towarzystwa. Wykonuję zawód, którego istotą jest ujawnianie, a nie dyskrecja. A poza tym ciągle prosi mnie pan o to samo. To dzięki mnie w żadnej gazecie w Niemczech nie ukazała się nawet wzmianka o Mocku w związku z zabójstwem tych dwu prostytutek… Mam ciągle milczeć i milczeć! Radco, mnie już nudzą pańskie prośby!