Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 17 из 64

Willibald Hö

– Czwartym, stryju – padła odpowiedź z głębi muszli.

– Zaraz przyjdę – Mock wsunął Hö

– Reklamacje załatwiane są przy stoliku. Tam trzeba było wezwać szefa – mruknął strażnik. – Zapraszamy jutro od trzeciej.

– Ja w i

Mock powiedział to i zastosował niezawodną metodę uspokajania nerwów: zaczął recytować w myślach odę Horacego Exegi monumentum… [6]. Pod niskim sklepieniem czaszki strażnika trwała wytężona praca małego mózgu. Kiedy Mock doszedł do sły

– Proszę powiedzieć, jaka to sprawa. Przekażę szefowi i może pana przyjmie…

– Niczego mu nie przekażesz – powiedział Mock – ponieważ musiałbyś powtórzyć dziesięć słów, a to znacznie przekracza twoje możliwości.

– Spierdalaj stąd. I to migiem – strażnik ściągnął brwi i zacisnął wielkie pięści. Niewiele brakowało, a zacząłby nimi dudnić po wypukłej klatce piersiowej.

Mock recytował w myślach sły

Mock z irytacją spoglądał na swoje przemoczone rękawy marynarki i poplamione krwią nogawki. Zorientował się, że ma w ustach zgasły niedopałek. Wypluł go do fonta

– Biuro kierownika jest na pierwszym piętrze. Pokój 104.

Pokój 104 wydawał się zbyt ciasny dla potężnego, tłustego ciała zakończonego łysą głową, które siedziało rozparte w fotelu i uważnie przeglądało raporty krupierów. Norbert Risse swą posturą wzbudzał nieopisaną radość restauratorów i krawców. Dziesięciodaniowe posiłki i bele materiału zużytego na jego wykwintne ubrania pozwalały przedstawicielom obu tych profesji choć na chwilę zapomnieć o codzie

Mock wykonywał zupełnie i

– Nazywam się Eberhard Mock – powiedział. – Radca kryminalny Eberhard Mock. Jestem petentem. Skromnym petentem.

Risse przyjrzał się uważnie przemoczonemu ubraniu Mocka, który stał, przestępując z nogi na nogę. Odebrał dzwoniący telefon i słuchał przez chwilę szybkiej i urywanej relacji. Pobladł, odłożył słuchawkę i wskazał gościowi fotel.

– Może skromnym, ale dość niecierpliwym – zauważył Risse. – Słucham pana, panie radco.

– Mój bratanek Erwin Mock przegrał dziś trochę pieniędzy w pańskim kasynie. Chciałbym wiedzieć ile – Mock zaczął skręcać w palcach papierosa. – Od tego zależą moje dalsze prośby.

Risse podsunął Mockowi porcelanowe chińskie naczyńko wypełnione papierosami w błękitnej paskowanej bibułce. Mock zapalił podanego mu papierosa i zapatrzył się na piękny zestaw do kawy. Delikatny motyw pędów bambusa wijących się wokół filiżanek, dzbanka i cukiernicy przypominał mu jego dawne, przelotne orientalne fascynacje. Dzbanek parował zachęcająco.

– Pański bratanek nie miał dziś szczęścia. Przegrał tysiąc marek. Wziął na nie kredyt, powołując się na pokrewieństwo z panem. Kredytu udzielamy tylko wtedy, gdy mamy pewność, że zostanie on spłacony najpóźniej następnego dnia.

– Długi karciane są długami honorowymi – Mock obracał w palcach kapelusz. – Nie wiem, czy mi się uda spłacić je już jutro. Proszę o prolongatę długu – pomyślał o konieczności zapłacenia Beckemu za etolę. – Ureguluję dług swojego bratanka pojutrze.

– Słyniemy z tego, panie radco – Rissemu zafalowały policzki i podbródek – że nie pozwalamy naszym klientom na odroczone terminy płatności. Proszę sobie wyobrazić, że ta bezwzględność jest naszym atutem. Klienci stają oko w oko ze swoim losem, z wyzwaniem, z wyimaginowanym przeciwnikiem, jak pan woli, i wiedzą, że jest to przeciwnik trudny i bezkompromisowy. Przeciwnik, z którym trzeba grać z otwartą przyłbicą. Przebywający tu w zeszłym tygodniu książę Herma

– Nie poczęstuje mnie pan kawą? – Mock nie recytował już w myślach Horacego. – Muszę się zastanowić nad sloganami reklamowymi, które przed chwilą usłyszałem.

Risse sapnął. Nic nie powiedział ani nie zrobił. Mock nalał sobie kawy do filiżanki i podszedł do okna.

– Nie ośmielę się zatem łamać tak świętych zasad – powiedział. – Pan, Risse, po prostu mi pożyczy tę kwotę. Prywatnie. Jak dobremu znajomemu. A ja panu oddam w ciągu tygodnia i nigdy nie zapomnę tego przyjaznego gestu.

– Chciałbym bardzo być pańskim dobrym znajomym, panie radco – uśmiechnął się Risse. – Ale na razie nim nie jestem.

Mock pił powoli kawę i spacerował po pokoju. Jego uwagę przykuł japoński obraz przedstawiający walczących samurajów.

– Wie pan, co się dzieje podczas rewizji, którą ja przeprowadzam? – zapytał. – Jestem bardzo dokładny. Jeżeli czegoś nie mogę znaleźć, denerwuję się i muszę odreagować. Wie pan jak? Po prostu demoluję. Niszczę. Mock podszedł do stolika i podniósł dzbanek do kawy. Nalał sobie odrobinę i posłodził. – A teraz jestem bardzo zdenerwowany – powiedział, trzymając w jednej ręce filiżankę, w drugiej dzbanek do kawy.

[6] „Wzniosłem pomnik…”

[7] „Nie wszystek umrę”.