Страница 80 из 117
- Dobrze. Teraz tatuś potrzyma synka, a ja zajmę się mamą. - I podał mi Cartera.
Oczy wezbrały mi łzami. Miałem syna. Wilk z Wall Street miał syna! Chłopca! Chandler była taka śliczna, a teraz miałem po raz pierwszy w życiu ujrzeć śliczną twarzyczkę mojego synka. Spojrzałem w dół i... A to co? Co to za koszmar? Noworodek był malutki, pomarszczony i miał sklejone powieki. Wyglądał jak niedożywione kurczę.
Księżna musiała zobaczyć moją minę, bo powiedziała:
- Nie martw się, skarbie. Większość noworodków nie wygląda jak Chandler. Urodził się troszkę za wcześnie. Ale na pewno będzie przystojny, tak jak jego tatuś.
- Wolałbym, żeby był podobny do mamusi - odparłem szczerze. - Ale co tam. Już go kocham, więc wszystko mi jedno, może nawet mieć nos wielkości banana. - I patrząc na pomarszczoną twarzyczkę synka, pomyślałem, że Bóg jednak istnieje, bo to nie mógł być zwykły przypadek. To małe doskonałe stworzenie, ten owoc miłości, był prawdziwym cudem.
Patrzyłem na niego i patrzyłem, i nagle usłyszałem głos doktora Bruna:
- Jezu, ona krwawi! Przygotujcie salę operacyjną! I ściągnijcie anestezjologa!
Pielęgniarka wybiegła z sali i na złamanie karku popędziła gdzieś korytarzem.
Bruno opanował się i spokojnie dodał:
- Nadine, mamy drobną komplikację. Placenta accreta. Łożysko za mocno przyrosło do ścianki macicy i nie chce się oddzielić. Jeśli nie wydobędziemy go ręcznie, może pani stracić bardzo dużo krwi. Zrobię wszystko, żeby je wydostać, ale... - Zawahał się, szukając odpowiednich słów. - Ale jeśli mi się nie uda, jedynym wyjściem będzie histerektomia.
I zanim zdążyłem powiedzieć żonie, że ją kocham, do sali wpadło dwóch sanitariuszy, którzy błyskawicznie wypchnęli stół na korytarz. Doktor Bruno ruszył za nimi. W drzwiach przystanął, odwrócił się i powiedział:
- Zrobię wszystko, żeby uratować jej macicę. - Potem wyszedł, zostawiając mnie samego z Carterem.
Spojrzałem na synka i rozpłakałem się. Boże, co będzie, jeśli ją stracę? Jak wychowam bez niej dwoje dzieci? Nadine była dla mnie wszystkim. Przecież to ona ratowała mnie przed obłędem życia. Spróbowałem się uspokoić. Musiałem być silny - silny dla mojego syna, dla Cartera Jamesa Belforta. Nie zdając sobie z tego sprawy, zacząłem delikatnie kołysać go w ramionach, błagając Najwyższego, żeby oszczędził Księżnę i oddał mi ją całą i zdrową.
Doktor Bruno wrócił na porodówkę dziesięć minut później.
- Wyjęliśmy łożysko - oświadczył z szerokim uśmiechem. - Nie zgadnie pan jak.
- Jak? - spytałem, też uśmiechając się od ucha do ucha.
- Zawołaliśmy jedną z naszych stażystek, malutką, drobniutką Indiankę, która ma nieprawdopodobnie szczupłe dłonie. Wsunęła do środka rękę i po prostu je wyjęła. To był prawdziwy cud. Placenta accreta to bardzo rzadki przypadek, rzadki i niebezpieczny. Ale już po strachu. Ma pan zdrową żonę i zupełnie zdrowe dziecko.
Tak brzmiały sły
ROZDZIAŁ 31
Ojcowskie radości
Zamiast jechać prosto do szpitala zrobiłem po drodze krótki przystanek. Musiałem wpaść na pospiesznie zorganizowane spotkanie w restauracji Millie’s Place, pięć minut jazdy od Jewish Hospital. Zamierzałem szybko stamtąd uciec, zabrać Cartera i Księżnę i wrócić do Westhampton. Spóźniłem się kilka minut i kiedy limuzyna zaparkowała przed wejściem, przez szybę zobaczyłem wściekle białe zęby Da
Podchodząc do stolika, zauważyłem osobę numer pięć: Jordana Shamaha, nowo mianowanego wiceprezesa Stratton Oakmont. Był przyjacielem Da
Cel spotkania był smutny: mieliśmy przekonać Da
Tego rodzaju unik wyprzedzający był taktyką powszechnie stosowaną przez tych, którym kontrolerzy dobierali się do tyłka. Nowo powstałe firmy, już pod i
Zważywszy na obecną sytuację Stratton Oakmont, byłoby to pociągnięcie ze wszech miar stosowne, sęk w tym, że Da
Ale Da
Wigwam i ja spotkaliśmy się wzrokiem i lekkim ruchem podbródka dałem mu znak z cyklu: „Dorzuć swoje trzy grosze”. Wigwam kiwnął głową i powiedział:
- Posłuchaj, Da
Odpowiedź Da
- Coś ci powiem. Twoja motywacja jest tak oczywista, że aż rzygać się chce. Z karaluchami zawsze zdążymy, jest mnóstwo czasu, więc daj mi, kurwa, spokój.
- Wiesz co? - warknął Wigwam, przeczesując ręką włosy, żeby wyglądały bardziej naturalnie. - Wal się, durniu! Przez cały dzień jesteś tak nagrzany, że nie wiesz już, gdzie góra, gdzie dół. Nie zamierzam marnować sobie życia, patrząc, jak siedzisz w biurze i ślinisz się jak skretyniały debil.
Grabarz natychmiast skorzystał z okazji, żeby wbić mu topór w plecy.
- To nieprawda - powiedział. - Da
Lubiłem Grabarza. Był bardzo towarzyski i o wiele za głupi, żeby samodzielnie myśleć; jeśli w ogóle był zdolny do wysiłku umysłowego, marnował go na rozsiewanie plotek o tych, których zamierzał pogrzebać. Ale w tym konkretnym przypadku jego motywacja była oczywista: do stowarzyszenia wpłynęły setki skarg od klientów, więc gdyby Stratton Oakmont poszedł na dno, nigdy by go ponownie nie zarejestrowano.