Страница 60 из 117
Uniosłem brwi.
- No i? Złapałeś go?
- Jasne! - Bo zdawał się urażony. - Przecież mówię: tylko mnie zamroczyło. Ocknąłem się, kiedy tłukł mojego kumpla: Odebrałem mu pokrywę i zacząłem tłuc jego. Ale twardą miał czaszkę, sukinsyn, jak kokos. - Wzruszył ramionami. - Przeżył.
- Szkoda - powiedział agent specjalny. - Jesteś za miękki, Bo. Wyrwałbym takiemu tchawicę i wepchnąłbym mu ją do gardła. Można to zrobić tak, że na rękach nie będzie ani kropli krwi. Wystarczy jeden ruch nadgarstka. Słychać wtedy taki mokry trzask, jakbyś wyciągał korek z flaszki, takie... - Barsini przytknął język do podniebienia, wessał policzki i gwałtownie otworzył usta. - Pop! Można jeszcze...
Wyłączyłem się z uśmiechem, rozmyślając o głównym celu mojej misji: co mogłem powiedzieć, co mogłem zrobić, żeby agent specjalny Barsini namówił agenta specjalnego Colemana, żeby ten dał mi, kurwa, święty spokój? Oczywiście najłatwiej byłoby go przekupić. Nie wyglądał na człowieka o zbyt zdrowym kręgosłupie moralnym. Chociaż z drugiej strony, jeśli służba w wojsku, cała ta zabawa w żołnierzy, uodporniła go na korupcję, mógłby uznać, że chciwość to dyshonor. Ciekawe, ile taki zarabia. Pięćdziesiąt tysięcy rocznie? Ile można za to ponurkować? Niedużo. Poza tym nurkowanie nurkowaniu nierówne. Za anioła stróża z FBI zapłaciłbym duże pieniądze.
A ile byłbym skło
Ech, kogo ja próbowałem oszukać? To wszystko gruszki na wierzbie. Restauracja taka jak Rao’s była doskonałym przypomnieniem, że władzy nigdy nie można ufać. Nie dalej jak przed trzydziestu czy czterdziestu laty gangsterzy robili, co chcieli: przekupywali policjantów, polityków, przekupywali sędziów, a nawet nauczycieli. Ale potem przyszli gangsterzy z klanu Ke
ROZDZIAŁ 24
Przekazanie pałeczki
...badanie przeprowadzono na próbie dziesięciu tysięcy mężczyzn - mówił do mikrofonu Da
Jezu Chryste - pomyślałem. Jeszcze nie odszedłem, a jemu już odbija.
- Otóż okazuje się - ciągnął - że dziesięć procent męskiej populacji to zatwardziałe pedały. - Zrobił pauzę, by znaczenie tych słów w pełni dotarło do słuchaczy.
Boże, groził nam kolejny pozew! Rozejrzałem się po sali. Wszędzie skonsternowane twarze, nikt nic z tego nie rozumiał. Kilka niepewnych uśmieszków, ale tylko uśmieszków.
Niezadowolony z reakcji Da
- Powtarzam: badanie wykazało, że dziesięć procent męskiej populacji daje dupy. Że dziesięć procent z nas to zdeklarowane pedały! To dużo. Bardzo dużo! Dziesięć procent mężczyzn leci w kakaowe oczko! Robi loda! Dziesięć procent...
Musiał przerwać, bo w sali rozpętało się piekło. Strattonici zaczęli wyć, klaskać i wiwatować. Połowa ich wstała, wielu przybijało piątkę. Ale z przodu, tam, gdzie siedziały asystentki, nie wstał nikt. Widziałem tylko długie jasne włosy, pochylone i przekrzywione głowy, bo gorączkowo szeptały coś sobie do ucha.
Obserwowałem te pora
*
Godzinę później siedziałem przy biurku, słuchając Szalonego Maxa, który wyżywał się na mnie i Da
Chociaż umowa wywołała lekkie zdziwienie - ten i ów uniósł brwi - nie było w niej nic niezgodnego z prawem (na pierwszy rzut oka), dlatego udało mi się zmusić naszych prawników do jej zatwierdzenia, mimo że mądrość zbiorowa mówiła, że chociaż układ jest legalny, to troszkę czymś zalatuje.
Czwartą osobą w gabinecie był Wigwam, który jak dotąd nie powiedział ani słowa. Wcale mnie to nie dziwiło. Prawie przez całą młodość jadał u nas kolację i dobrze wiedział, na co Maxa stać.
A Max grzmiał:
- Durnie! Cycki wam wkręci w wyżymaczkę, zobaczycie! Sto osiemdziesiąt milionów wykupu? To tak, jakbyście nasikali w oczy tym z SEC! Jezu Chryste! Kiedy wy w końcu zmądrzejecie?
Wzruszyłem ramionami.
- Uspokój się, tato. Nie jest tak źle. Muszę połknąć gorzką pigułkę i sto osiemdziesiąt milionów osłodzi mi smak.
- Max - wtrącił Da
Szalony Max odwrócił się na pięcie i spiorunował go wzrokiem. Sztachnął się potężnie i ściągnął usta w malutkie O. Potem równie potężnym wydmuchem zrobił z dymu cieniutką smużkę, którą niczym promień lasera z siłą pocisku armatniego z okresu wojny secesyjnej skierował prosto na jego uśmiechnięta twarz.
- Coś ci powiem, Porush - warknął, kiedy twarz Da
Spojrzał na mnie.
- Co ci odbiło z tą klauzulą o zakazie konkurencji? Jak możesz z kimś konkurować, skoro masz zakaz? - Znowu zaciągnął się dymem. - To robota twoja i tego kutasa Gaito, to wy wymyśliliście ten durny plan. To czysta parodia i nie chcę mieć z tym nic wspólnego. - Z tymi słowami ruszył do drzwi.
- Tato - powiedziałem, podnosząc rękę. - Dwie rzeczy, zanim wyjdziesz.
- Co? - syknął.
- Po pierwsze, umowę zatwierdzili prawnicy. Sto osiemdziesiąt milionów wzięło się stąd, że klauzula o zakazie konkurencji musi być rozpisana na piętnaście lat, inaczej straciłbym na podatkach. Stratton płaci mi milion miesięcznie. Piętnaście lat razy milion miesięcznie daje sto osiemdziesiąt milionów...
- Daruj sobie te rachunki - warknął Szalony Max. - Chciałeś mi zaimponować? To nie zaimponowałeś. Znam prawo podatkowe i szanuję je w przeciwieństwie do ciebie i tego durnia Gaito. Nie próbuj mnie zbajerować, panie ważniaku. Coś jeszcze?
- Musimy przesunąć kolację na szóstą - dodałem od niechcenia. - Nadine chce zabrać Chandler, żebyście mogli z mamą ją zobaczyć. - Skrzyżowałem palce, czekając, aż magiczne słowo „Chandler” zrobi swoje i twarz ojca rozjaśni się i wypogodzi.