Страница 39 из 117
Roześmiałem się i ja, chociaż w środku umierałem. Z pewnych rzeczy po prostu się nie żartuje, to przynosi pecha. To tak, jakby nasikać w oczy bogu przeznaczenia. Jeśli sikało się długo, zaczynał sikać i on, a on lał jak strażackim wężem.
Ale skąd Patricia mogła o tym wiedzieć? Nigdy nie złamała prawa - dopóki nie poznała Wilka z Wall Street. Czy naprawdę byłem aż tak straszny, że aby zapewnić sobie wiarygodność, chciałem skorumpować sześćdziesięciopięcioletnią babcię?
Każdy medal ma dwie strony. Jedną był ewidentnie przestępczy charakter całej sprawy: przekupienie ciotki, narzucenie jej stylu życia, którego nie znała i którym nigdy nie chciała żyć, narażenie jej na ryzyko utraty wolności i reputacji, może nawet na ryzyko wylewu albo wywołanych przez stres zaburzeń.
Z drugiej jednak strony to, że nigdy dotąd nie potrzebowała czy nie pragnęła życia dostatniego i rozrzutnego, wcale nie znaczyło, że takie życie jej nie posłuży. Przeciwnie, byłoby dla niej znacznie lepsze. Mając tyle pieniędzy, ostatnie lata mogłaby spędzić w luksusie. A gdyby (niech Bóg broni) kiedykolwiek zachorowała, miałaby dostęp do najlepszej opieki lekarskiej w świecie. Nie miałem wątpliwości, że cała ta gadanina o egalitarnej utopii, jaką była angielska społeczna opieka medyczna, to jedna wielka bzdura. Dla tych, którzy mieli na koncie kilka milionów funtów, musiała istnieć o wiele lepsza. Tak byłoby sprawiedliwie, prawda? Brytyjczycy nie dorównywali chciwością Amerykanom, ale nie byli, kurczę, komuchami. A uspołeczniona opieka zdrowotna - taka naprawdę uspołeczniona - to nic i
Były i i
- Masz wspaniały dar - powiedziała. - Dar prowadzenia dwóch rozmów naraz. Jedną prowadzisz ze światem zewnętrznym, w tym przypadku ze swoją ulubioną ciocią Patricią, a drugą z samym sobą i tylko ty ją słyszysz.
Roześmiałem się cicho. Rozłożyłem szeroko ręce i oparłem je o wierzch ławki, jakbym chciał, by drewno pochłonęło część moich zmartwień.
- Dużo widzisz, ciociu - odparłem. - Odkąd się poznaliśmy, od chwili, kiedy omal nie utopiłem się w tej toalecie, czuję, że rozumiesz mnie lepiej niż i
Przyjrzałem się jej twarzy, lecz zobaczyłem na niej tylko ciepły uśmiech. Czekałem, aż coś powie, ale milczała. Jednakże milczenie to miało jasny przekaz: mów dalej.
- W wieku siedmiu czy ośmiu lat zacząłem miewać napady straszliwej paniki. Teraz też miewam, ale biorę xanax, który je wycisza. Czasem jest tak, że o atak przyprawia mnie już sama myśl o ataku. Naprawdę bardzo cierpię. To mnie wykańcza. Czuję się wtedy tak, jakby serce chciało wyskoczyć mi z piersi, jakby każda sekunda życia była zamkniętą w sobie wiecznością, jakbym dosłownie wychodził ze skóry. Miałem taki atak, kiedy się poznaliśmy, chociaż wtedy wziąłem parę gramów koki, więc to się nie liczy. Pamiętasz?
Patricia z uśmiechem kiwnęła głową. Nie, nie osądzała mnie, wciąż miała pogodną twarz.
- Tego natłoku myśli nie potrafię powstrzymać od dzieciństwa. Kiedy byłem młodszy, cierpiałem na straszliwą bezse
Słowa popłynęły jak potok i zacząłem wyrzucać z siebie truciznę, która trawiła moje wnętrzności, odkąd tylko pamiętałem. Nie wiem, może walczyłem wtedy o życie, a jeśli nie o życie, to na pewno o zdrowie psychiczne. Patrząc wstecz, było to dobre miejsce na obnażenie duszy, zwłaszcza dla kogoś takiego jak ja. Na tej malutkiej wysepce nie było ani Wilka z Wall Street, ani Stratton Oakmont, bo Wilk i jego firma zostali daleko za oceanem. Był po prostu Jordan Belfort, przerażony młody chłopak, którego przerosło życie i którego sukces stawał się szybko narzędziem jego własnej zagłady. Nie wiedziałem tylko, czy zdążę zabić się sam, na moich własnych warunkach, czy wcześniej dopadną mnie władze.
Kiedy już zacząłem, nie mogłem przestać. Ostatecznie każdy człowiek nosi w sobie nieposkromiony przymus spowiedzi. Na tym fundamencie budowano religie. Podbijano królestwa, obiecując ludziom, że po śmierci wszystkie grzechy zostaną im odpuszczone.
Tak więc przez dwie godziny spowiadałem się i spowiadałem. Rozpaczliwie próbowałem wypluć z siebie gorzką żółć, która szerzyła spustoszenie w moim ciele i duszy, zmuszając mnie do robienia rzeczy, o których wiedziałem, że są złe, do świadomego popełniania czynów, które groziły samozagładą.
Opowiedziałem jej historię mojego życia, zaczynając od frustracji, jaką było dla mnie dorastanie w biedzie. Opowiedziałem jej o obłędzie mojego ojca, o żalu do matki, która nie potrafiła ochronić mnie przed jego wybuchami. Powiedziałem jej, że chociaż wiem, iż matka robiła, co mogła, wciąż patrzę na te wspomnienia oczami dziecka, dlatego nie mogę jej całkowicie wybaczyć. Opowiedziałem jej o Szalonym Maxie, który zawsze mnie wspierał, przez co miałem do matki jeszcze większe pretensje, że nie było jej przy mnie w przełomowych chwilach mojego życia.