Страница 24 из 117
ROZDZIAŁ 9
Wiarygodność
O pierwszej po południu geniusze z NASD, Amerykańskiego Stowarzyszenia Maklerów Papierów Wartościowych, wprowadzili firmę Steve’a Maddena na nowojorską giełdę pod czteroliterowym skrótem handlowym SHOO (wymawiane jak shoe, czyli but). Czyż to nie słodkie? I jakie akuratne!
Ponieważ zgodnie z wieloletnią i wciąż obowiązującą tradycją zachowywali się jak błądzące po omacku dupki, zaszczyt ustalenia ceny wyjściowej pozostawili mnie, Wilkowi z Wall Street. Był to kolejny z długiej listy źle pomyślanych przepisów handlowych, tak absurdalnych, że niemal gwarantowały, iż każda nowa emisja zostanie w ten czy i
Często zastanawiałem się, dlaczego NASD stworzyło pole do tak jawnego nabijania klientów w butelkę, i doszedłem do wniosku, że jest to po prostu samoregulująca się agencja, której „właścicielami” były zrzeszone w niej firmy brokerskie. (Między i
Prawdziwym celem NASD była w gruncie rzeczy gra, udawanie, że jest to instytucja stojąca po stronie klienta, podczas gdy tak naprawdę nigdy tam nie stała. W gruncie rzeczy nawet nie próbowała, w każdym razie niezbyt usilnie. Były to tylko drobne zabiegi kosmetyczne, które miały uśpić czujność SEC, Komisji Papierów Wartościowych i Giełd. Wzbudzać gniew inspektora generalnego? Broń Boże!
Dlatego zamiast pozwolić, by cenę wyjściową akcji dyktowała naturalna równowaga między sprzedającymi i kupującymi, zastrzegli to niezwykle ce
Tak czy inaczej z logiką mojego rozumowania trudno było polemizować. Trzy minuty po pierwszej - ledwie trzy minuty po tym, jak odkupiłem od mojego figuranta milion jednostek po pięć i pół dolara - Wall Street podbiła ich cenę do osiemnastu dolarów. Znaczyło to, że zarobiłem dwanaście i pół miliona dolarów! Dwanaście i pół miliona dolarów w trzy minuty! Kolejny milion zgarnąłem na opłatach inwestycyjno-bankowych, a za kilka dni, skupując jednostki nabyte na kredyt pomostowy - one też spoczywały w rękach moich figurantów - miałem zarobić jeszcze trzy lub cztery. Ach, te „słupy”! Co za genialny pomysł! A moim największym „słupem” był nie kto i
Teraz wszystko zależało od moich wiernych Strattonitów, bo to oni mieli wcisnąć te rozdęte papiery klientom. I to wszystkie, nie tylko milion jednostek, które dali im w ramach pierwszej oferty publicznej, ale i milion jednostek od figurantów, które spoczywały już na naszym koncie handlowym. Milion jednostek od figurantów, trzysta tysięcy jednostek na kredyt pomostowy, które zamierzałem odkupić za kilka dni, i kilka dodatkowych pakietów od firm brokerskich, które podbiły cenę do osiemnastu dolarów za sztukę (odwalając za mnie czarną robotę). One też miały odsprzedać nam swoje udziały i nieźle na tym zarobić. Szacowałem, że pod koniec dnia moi brokerzy ściągną do firmy około trzydziestu milionów dolarów.
Stałem teraz w sali transakcyjnej, spoglądając przez ramię mojemu głównemu brokerowi Steve’owi Sandersowi. Jednym okiem zerkałem na baterię piętrzących się przed nim monitorów, drugim na przeszkloną ścianę głównej sali operacji finansowych. Co za tempo, co za gorączka! Brokerzy wydzierali się do słuchawek jak zawodzące upiory. Co kilka sekund ta czy i
I kiedy tak obserwowałem sunące po ekranie pomarańczowe cyferki, ogarnęło mnie pokręcone poczucie dumy z tego, że w mojej sali konferencyjnej siedzi dwóch durniów z SEC, którzy wciąż szperają w naszych archiwach, szukając dowodu, dymiącej spluwy, podczas gdy ja tuż pod ich nosem wypaliłem właśnie z bazooki. Ale pewnie za bardzo dygotali z zimna, no i nie mieli pojęcia, że słyszę każde wypowiedziane przez nich słowo.
W szale zakupów uczestniczyło jak dotąd pięćdziesiąt firm. Wszystkie jednak łączyło to, że pod koniec dnia zamierzały odsprzedać nam sto procent nabytych akcji. A ponieważ i
Przed wyjściem kazałem Maddenowi dopilnować, żeby pod żadnym pozorem nie dopuścił do spadku ceny poniżej osiemnastu dolarów. Ostatecznie Wall Street była dla mnie miła i skutecznie ją zmanipulowała, dlatego nie zamierzałem jej oszukiwać.
ROZDZIAŁ 10
Zepsuty Chińczyk
O czwartej dzień przeszedł do historii.
Sesja dobiegła końca i wiadomość, że akcje firmy Steve Madden Shoes były najczęściej kupowanymi i sprzedawanymi akcjami w Ameryce, a tym samym w świecie, zdominowała serwisy informacyjne Dow Jonesa. Wiedzieli o tym wszyscy i każdy z osobna. Cały świat! Co za śmiałość! Co za zuchwałość!
O tak, Stratton Oakmont miał władzę. Właściwie to był władzą, prawdziwą potęgą, a ja, jako zasiadający na samym szczycie szef, czerpałem z niej pełnymi garściami. Czułem, jak władza ta wzbiera w moich wnętrznościach, jak wibruje w sercu, duszy, wątrobie i w lędźwiach. Ponieważ podczas sesji właściciela zmieniło ponad osiem milionów papierów, cena jednostki udziałowej - na zamknięciu - wyniosła prawie dziewiętnaście dolarów. W ciągu jednego dnia wzrosła o pięćset procent, dlatego akcje Maddena stały się najbardziej rentowną inwestycją w NASDAQ, NYSE, AMEX i na całym świecie. Tak, na całym świecie, od giełdy OBX w Oslo na mroźnym norweskim pustkowiu aż po ASX w kangurzym raju australijskiego Sydney.