Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 15 из 117

Pewnie powinienem wtedy wstać i uciec gdzie pieprz rośnie, przewidując, że facet taki jak on wydobędzie ze mnie wszystko, co najgorsze. Ale zamiast tego dałem mu pożyczkę, żeby stanął na nogi, i zacząłem szkolić go na brokera. Rok później założyłem Stratton Oakmont, stopniowo odsprzedałem mu część udziałów i zrobiłem z niego wspólnika. W ciągu tych pięciu lat Da

Przywitał się ze mną jak mafioso, ciepłym uściskiem i pocałunkiem w policzek. Był to znak wierności i szacunku, gest w Stratton Oakmont bardzo ceniony. Kątem oka zobaczyłem, jak Janet, wieczny cynik, przewraca oczami, robiąc minę z cyklu: „O Boże”, jakby chciała wyszydzić ten pokaz lojalności i czułości.

Da

- Zabiję tego skurwysyna. Przysięgam Bogu!

- Nie, nie - odparłem - źle by to wyglądało, zwłaszcza dzisiaj. - Powiedz mu raczej, że jeśli to cholerne akwarium nie zniknie stąd do końca dnia, wtedy ono tu zostanie, a on wyleci. Ale to twoja sprawa. Zrobisz, co zechcesz.

- O Boże! - wykrzyknęła Janet prowokatorka. - On jest w muszce! Wyobrażacie to sobie?

- Pierdolony skurwysyn - warknął Da

Po kilku sekundach broker pokręcił głową. Wymienili jeszcze kilka słów i znowu pokręcił głową. Po chwili głową zaczął kręcić Da

Janet rzuciła perełką mądrości:

- Ciekawe, co mówią. Szkoda, że nie mam bionicznych uszu, jak Kobieta za Sześć Milionów Dolarów.

Pokręciłem głową i ja, zupełnie zdegustowany.

- Nawet nie zaszczycę tego odpowiedzią, skarbie. Ale tak dla twojej wiadomości: to nie była Kobieta za Sześć Milionów. Takie uszy miała Kobieta Bioniczna.

W tym momencie Da

- Ciekawe, co zrobi z tą siatką - szepnęła Janet, początkująca Kobieta Bioniczna.

Przeanalizowałem wszystkie możliwości.

- Nie jestem pewien... O cholera, chyba już wiem.

Nagle, z niewiarygodną wprost szybkością, Da

Kilkanaście siedzących najbliżej asystentek zerwało się z przerażeniem na równe nogi, widząc, jak poluje na to śliczne niewi

- O Boże... - szepnęła Janet. - Boże, on ją zabije.

Wtedy Da

- Złapał ją! - krzyknęła Janet z pięścią w ustach.

- Tak, pytanie tylko, co z nią zrobi. - Zastanowiłem się i dodałem: - Ale stawiam tysiąc dolarów, głowę i palec, że ją zje. Idziesz na to?

Natychmiastowa odpowiedź:

- Głowę i palec? Idę. Nie zrobi tego, to zbyt obrzydliwe. Pewnie...

Urwała, bo Da

- Oto co się stanie, jeśli będziecie bawić się ze swoimi zwierzątkami w dniu debiutu! - I po krótkim namyśle dodał: - I jeśli będziecie przychodzić do pracy w muszce! Muszki są, kurwa... idiotyczne!

- Wycofuję się z zakładu - pisnęła Janet oszustka.

- Przykro mi, ale już za późno.

- Przestań! To niesprawiedliwe!

- Tak jak życie, Janet, tak jak życie. - Niewi

A Da

Sto asystentek grupowo sapnęło, a dziesięć razy tylu brokerów zaczęło wiwatować z podziwu, składając hołd Da

- Nie martw się, Janet - powiedziałem z szyderczym uśmieszkiem. - Nie musisz mi teraz płacić, potrącę ci z pensji.

- Ani mi się waż! - syknęła.

- Dobra, to będziesz mi dłużna. - Puściłem do niej oko. - A teraz zamów te kwiaty i przynieś mi kawę. Trzeba wreszcie zacząć ten cholerny dzień. - Po czym sprężystym krokiem, z uśmiechem na twarzy wszedłem do gabinetu i zamknąłem drzwi gotowy stawić czoło wszystkiemu, czym rzuci we mnie świat.

ROZDZIAŁ 6

Kontrolerzy w mrożonce

Niecałe pięć minut później siedziałem przy biurku wielkim jak biurko dyktatora i z wielkiego jak tron fotela patrzyłem na moich rozmówców. Trochę zdziwiony przekrzywiłem głowę i powiedziałem:

- Zaraz, nie wiem, czy dobrze rozumiem: chcecie sprowadzić tu karła i rzucać nim po sali?

Zgodnie kiwnęli głową.

W dużym klubowym fotelu z wołowej skóry naprzeciwko mnie siedział nie kto i

Da

- Przecież nie będziemy rzucać nim gdzie popadnie. Widzę to tak, że pod ścianą z przodu sali ustawimy grube maty i każdy z piątki tych, którzy opchną najwięcej akcji Maddena, będzie miał po dwa rzuty. Na macie namalujemy tarczę, a karła owiniemy taśmą z rzepami, żeby się dobrze przyczepiał. Weźmiemy kilka zgrabnych asystentek i damy im tabliczki z ocenami, takie jak na zawodach w skokach do wody. Będą oceniały styl rzutu, odległość, poziom trudności i tak dalej.

Obłęd. Aż westchnąłem z niedowierzania.

- Gdzie tak szybko znajdziecie karła? - Spojrzałem na Andy’ego Greene’a, mojego drugiego rozmówcę. - Co o tym sądzisz? Jesteś naszym radcą prawnym, chyba masz coś do powiedzenia.

Andy mądrze kiwnął głową, jakby zastanawiał się nad interpretacją prawną tego zagadnienia. Był moim starym, zaufanym przyjacielem i ostatnio awansował na szefa korporacyjnego wydziału finansowego Stratton Oakmont. Jego zadaniem było przesiewanie dziesiątków biznesplanów, które codzie

Andy przyszedł na spotkanie w klasycznym strattońskim stroju składającym się z nienaga