Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 53 из 110

Ruch ustał. Trzy najjaśniejsze gwiazdy konstelacji Krzyża Południa schowały się już poza krawędź ekranu. Obejmował on obecnie obszar na pograniczu trzech gwiazdozbiorów: Krzyża, Centaura i Okrętu.

Astronom sięgnął znów do tablicy sterowniczej pantoskopu.

Gwiazdy jakby rozbiegły się na wszystkie strony, potęgując jednocześnie swą jasność. Coraz to i

Uczony uniósł się nieco w fotelu.

— Jest! Widać dysk! — zwrócił się do stojącego za nim młodego człowieka.

— Gdzie?

— Na środku, w prawo od tej żółtej, jasnej gwiazdy. Szary punkcik… Średnica pozorna tarczy nie przekracza 5 mm. Poza tym przeszkadza światło gwiazd. Sprawdź, Witia, odległość.

Wiktor Sokolski przełączył swój miniaturowy monitor kontrolny na tablicę nawigacyjną sterowni.

— Blisko sześćset milionów kilometrów. Doszedłeś do granicy powiększenia?

— Jeszcze nie, ale już jestem blisko — stwierdził astronom i ponownie przebiegł palcami po przyciskach.

Gwiazda rozrosła się i przesunęła na lewo w dół, dochodząc niemal do krawędzi ekranu. W jego centrum, na tle aksamitnoczarnego nieba, ukazał się szary krążek, ustawiony nieco ukośnie. Po chwili krążek zżółkł, nie tracąc jednak nic na kontrastowości, gwiazda zaś nieco przygasła. Na tarczy maleńkiego dysku można już było rozróżnić jaśniejsze i ciemniejsze punkty.

— Obraca się bardzo wolno — zauważył Sokolski.

— Dokładnie: jeden obrót na minutę — usłyszeli za sobą głos Rity Croce, inżyniera łączności.

— Brawo, dziewczyno! Nie tracisz czasu — uśmiechnął się do niej Sokolski. — A co tam u ciebie? Odebrałaś jakieś sygnały?

— Niestety… Na wszystkich zakresach cisza.

— A mówiłaś, że coś tam łapiesz na mikrofalach

— To jakiś automat wysyłający stale te same impulsy.

— Nie jest to pocieszające — powiedział z troską Krawczyk.

— Przypuszczasz, że zginęli?

— Tego nie mogę twierdzić. Brak sygnałów radiowych może świadczyć równie dobrze o tym, że nie odebrali naszych lub nawet, że w ogóle nie mają radia.

Rita spojrzała na Krawczyka z niedowierzaniem.

— Czyżby?

— Nie zapominaj, że CM-2 opuściło Układ Słoneczny cztery wieki temu. Czterysta lat życia małego liczebnie społeczeństwa w takim izolowanym świecie przy ówczesnych prymitywnych urządzeniach i bardzo skromnym doświadczeniu w dalekich podróżach kosmicznych, mogło dać najróżnorodniejsze wyniki.

— Sądzisz, że należy liczyć się z regresem?

— Nie tylko sądzę, ale jestem pewny, że na wielu odcinkach życia musiało nastąpić cofnięcie, choćby dlatego, że niektóre dziedziny wiedzy przestały być potrzebne. Dla i

— Ale przecież trudno wyobrazić sobie zupełny zastój. Zresztą tamci porwali z sobą, oprócz załogi złożonej z wykwalifikowanych specjalistów, kilku wybitnych uczonych.

— W niektórych dziedzinach musiał niewątpliwie istnieć postęp, ale po pierwsze: mógł go poprzedzić poważny regres, po drugie: w tak małym społeczeństwie postęp wiedzy musi być bardzo nieznaczny.

— Zdaje się, że sprawa ta była przedmiotem dyskusji Międzynarodowej Akademii Nauk przed naszym odlotem z Ziemi — wtrącił Sokolski. — Ja w tym czasie byłem bardzo zajęty generalnym przeglądem Astrobolidu, więc nie mogłem śledzić raportów Akademii, ale coś mi się obiło o uszy.

— Tak. Sprawa postępu w społeczeństwie małym i izolowanym… — zamyślił się Krawczyk. -Chyba nigdy w naszych dziejach nie było tak wspaniałej okazji przebadania ewolucji społeczeństwa izolowanego, i to społeczeństwa o stosunkowo wysokim poziomie techniczym.

— A jeśli w CM-2 nie ma już żywych istot? Właściwie na jakiej podstawie liczymy na to, że ludzie ci, a ściślej potomkowie ich, dożyli naszych czasów? Przecież sam mówisz, że musieli oni napotkać poważne trudności wynikające z ówczesnego niskiego poziomu technicznego. Mogli nie znaleźć sposobów pokonani^ jakichś komplikacji, na przykład znaczniejszego zachwiania równowagi w procesie krążenia węgla czy tlenu. A to oznaczałoby śmierć wszystkich. Może to tylko pusta, wymarła skorupa…

— Ale ja odbierałam sygnały — zaoponowała Rita.

— Sama mówisz, że to automat.

— Nawet jeśli okaże się — rzekł astronom — że to martwy świat, nawet w tym stanie zawiera z pewnością ce

Krawczyk, który w czasie całej rozmowy nie przestał manipulować przyciskami zmieniając długość fal elektromagnetycznych, odbieranych przez pantoskop, WM; i, ” ręką na ekran. Krążek przybrał barwę seledynową o różnym natężeniu w poszczególnych punktach tarczy.

— CM-2 nie jest ani puste, ani zimne — podjął uczony. — O, wyraźnie widać większe natężenie promieniowania w okolicach, gdzie, jak pamiętam, według starych planów mieścić się ma centralny reaktor jądrowy. Gdy się bardziej zbliżymy, zobaczymy nawet drobne różnice w natężeniu promieniowania. Myślę, że to nam pozwoli z dużym prawdopodobieństwem zorientować się, co kryje wnętrze tego almcralitowego dysku. Ja osobiście słabo pamiętam szczegóły budowy CM-2 ani też nie jestem specem jak Hans, jeśli chodzi o promieniowanie tego rodzaju sztucznych ciał, ale z pewnością Brabec i Feldma

— Sądzisz, że wzrosły szansę na szybkie nawiązanie łączności?

— Trudno powiedzieć coś konkretnego: jesteśmy jeszcze zbyt daleko od nich. Sześćset milionów kilometrów to nie bagatela. Sygnał biegnie przeszło pół godziny. Przede wszystkim jednak, pomijając techniczną zdolność porozumienia się, istnieje tu jeszcze pewien niemal nieuchwytny czy

— Przypadek?

— Nie jestem aż takim optymistą, aby przypuszczać, że jeśli mają aparaturę nadawczo-odbiorczą, to czy

— Nie możemy czekać dłużej niż dwa, trzy dni — rzekł Wiktor. — Jeżeli w tym czasie Rita nie nawiąże łączności, musimy zbudzić przynajmniej Brabca, gdyż on jest najlepiej zorientowany w konstrukcji CM-2. Za 96 godzin niemal zrównamy się prędkością z nimi i silnik rakietowy przestanie pracować. Będziemy wówczas w odległości 20 tysięcy kilometrów od CM-2, wchodząc w teoretyczną strefę zagrożenia.

— Poczekamy więc jeszcze dwa dni — zawyrokował Krawczyk.

— Ale czy w ogóle warto czekać? Melodyjny dźwięk dzwonka przerwał rozmowę.

— Ziemia! — zawołał Sokolski — Chodźmy na górę.

W chwilę później znaleźli się w przestro

— Myślałam, że nie przyjdziecie — zawołał na widok przybyłych. — Za niecałą minutę audycja.

— Zagadaliśmy się — usprawiedliwił spóźnienie astronom. — Czy wiesz, że CM-2 widać już wyraźnie? Wkrótce będzie można rozróżnić szczegóły powierzchni.

— Muszę do ciebie wpaść po audycji, jak tylko ułożę do snu dzieci. Cicho, Szu! — zwróciła się do skośnookiego ośmioletniego chłopca, przekomarzającego się podniesionym głosem ze swą młodszą koleżanką. — Cicho! Już się zaczyna.

Niemal jednocześnie ze słowami lekarki rozległ się przeciągły gwizd, który zmieniwszy kilkakrotnie wysokość tonu przeszedł nagle w rytmiczne tykanie zegara. Wszyscy obecni, nie wyłączając czteroletniej córki lekarki — pulchnej dziewczyneczki budującej na podłodze jakiś pałac z kolorowych płytek — podnieśli głowy wpatrując się w błyskający światłami, wklęsły ekran telewizora.

— Halo, tu Ziemia! — wpadł w ciszę głos spikera. — Halo, tu Ziemia! Wzywamy Astrobolid! Tu stacja GR-57. Pozdrawiamy pierwszą naukową ekspedycję międzygwiezdną i łączymy się ze studio praskim.

Zabrzmiał melodyjny sygnał i przed ekranem pojawiła się twarz młodej kobiety.