Страница 75 из 98
Jest nader znamie
Grupa działaczy Towarzystwa Obrońców Przyrody Wenus na posiedzeniu wyjazdowym w okolicach San Diego w południowej Kalifornii, odbytym dziś rano, po burzliwej dyskusji uzgodniła i opublikowała następujące oświadczenie:
„Zeszłego roku uchwałą z czwartego listopada Komitet Obrony Ludzkości zapewnił nas, że każde wzniesione na Wenus prowizoryczne miasto — według ówczesnego uspokajającego nazewnictwa — otrzyma za podstawę koło, dzięki czemu przynajmniej trzecia część powierzchni wysp zostanie na zewnątrz, zachowując dawny status ścisłych rezerwatów przyrody.
Otóż Kruk i jego wysocy mocodawcy nie dotrzymali obietnicy. Od kilku tygodni notorycznie powstają tam dodatkowe małe osiedla (przykładowo, na Błyskotce do dwóch istniejących normalnych miast dołączono aż jedenaście drobnych). W i
Jeden z rzeczników z otoczenia Bernarda Kruka oświadczył wczoraj naszemu przed-stawicielowi (nie ujawniając swego nazwiska, co daje dużo do myślenia…), że nie powi
W razie bowiem przegrania Ziemi (co nie zależy od nas ani od naszego rzekomego defetyzmu), już wstępne przystąpienie do regulacji wenusjańskiego klimatu zniszczyłoby wszelkie tamtejsze życie — od powierzchni aż do głębin oceanicznych. O tej oczywistości nikogo nie musimy przekonywać. Dlatego wzywamy decydentów do oswojenia się z myślą, że w razie tak dramatycznego obrotu wydarzeń musieliby przystać na skolonizowanie Marsa jako nowej ojczyzny ludzkości. Mniejsze jego rozmiary kompen- sowałby fakt, że całą powierzchnię Czerwonej Planety stanowi ląd. Nadto przedsięwzięcie to jest bez porównania tańsze od adaptacji Wenus”.
Wczoraj, szóstego lutego dwa tysiące pięćset sześćdziesiątego szóstego roku, w godzinach nocnych zakończyły się w Budapeszcie obrady naukowej komisji doradczej przy Komitecie Obrony Ludzkości. Jakkolwiek wyniki obrad trzymane są w tajemnicy i nie wydano oficjalnego komunikatu, w kołach dobrze poinformowanych przeważa pogląd, że debatowano głównie nad zagadkowymi zjawiskami towarzyszącymi wydarzeniom na wyżynie Ahaggar. Między i
Jak donosi nasz korespondent przy.głównym sztabie operacyjnym S. G. Steward, przewodniczący Komitetu Obrony Ludzkości Bernard Kruk odmówił skomentowania wydarzeń w rejonie Ahaggar, oświadczając jedynie, że Skiepurski i Hamersted prawdopodobnie będą uratowani. W kołach dzie
Z Nowego Jorku donoszą o demonstracjach przed siedzibą Krajowego Komitetu Obrony Ludzkości w związku z tajemnicą, jaką, mimo ostrych wystąpień prasowych, otacza Światowy Komitet Obrony Ludzkości sprawę rzekomego kierowania inwazją silikoków przez istoty rozumne z systemu planetarnego obcej gwiazdy. Do wzrostu wrzenia niewątpliwie przyczyniło się opublikowanie w ostatnim czasie przez warszawski „Magazyn Międzygwiezdny” kronik wyprawy Astrobolidu, pióra uczestniczki tej wyprawy, Daisy Brown. W tekstach tych często powtarzają się wzmianki o używaniu przez Urpian jako zautomatyzowanego narzędzia tak zwanych pyłów autosterowanych — mido. Otóż mniej więcej od roku uporczywie krążą pogłoski o pojawieniu się tych pyłów na Ziemi, w coraz to i
Kruk dziś rano ponowił oświadczenie, iż nic nie wskazuje, aby Urpianie kierowali ofensywą silikoków. Pomimo że trochę uspokoiło ono opinię publiczną, dla nas żadną miarą nie jest i nie może być zadowalające. Niech nikt w komitecie nie wyobraża sobie, iż miliardy ludzi zamieszkujących Układ Słoneczny przyjmą potulnie gołosłowne zaprzeczenia. W dalszym ciągu żądamy opublikowania taśm z posiedzenia komitetu dwunastego września.
Coraz częściej przyznaje się, że pewne działania silikoków albo są postępowaniem rozumnym sensu stricto, albo takie postępowanie do złudzenia przypominają. W związku z tym mnożą się rozmaite hipotezy — naukowe, półnaukowe i całkiem dowolne. Do tych ostatnich bez wahań zaliczmy sugestie kilku szalonych reporterów, którzy z upodobaniem stawiają sprawy na głowie. Ich zdaniem jest całkiem możliwe, aby bakteria — mimo lilipucich rozmiarów — była mądrzejsza od człowieka, zrzeszona w totalitarne społeczeństwo o zaborczym ustroju politycznym, rozporządzające armiami dla podbijania obcych światów i tak dalej…
Za półnaukowe uchodzą (a naszym zdaniem raczej pseudonaukowe) spekulacje o zbiorowym organizmie myślącym złożonym z nieprzeliczonych trylionów komórek, które wprawdzie występują oddzielnie, lecz — jako jego własne części ciała, choć rozproszone po powierzchni całych kontynentów — zawiadywane są przez ośrodek dyspozycyjny (supermózg?). Powołują się oni między i
Nam trafiają czasem mocno do przekonania wypowiedzi niektórych uczonych, że logiczne działania silikoków dadzą się wyjaśnić sterowaniem ich przez mido. Wczoraj znów powtórzyło się — po raz już nie wiadomo który — współdziałanie tych pyłów autosterowanych oraz agresji krzemowców. A w każdym razie oba te zjawiska wystąpiły w tym samym miejscu, co musieli przyznać nawet orędownicy Urpian, bo nie sposób podważać relacji podpisanych przez wiarygodnych świadków.
Wystąpienie Rem Hamersted z Komitetu Obrony Ludzkości jest najlepszym potwierdzeniem uporczywych pogłosek o różnicach poglądów, jakie zarysowały się po pierwszym sierpnia w Światowym Komitecie Obrony Ludzkości. Rzekome rewelacje Widgreena o odnalezieniu szczątków Silihomida w Ahaggar, na miejscu katastrofy latającej wyspy, i wnioski, jakoby inwazja wiązała się z zaginionym meteorytem Rama Gori, mogą budzić poważne wątpliwości. Mamy na myśli nie tylko osobę bluff-reporte-ra, lecz także jego powiązania z grupą Bernarda Kruka, która za wszelką cenę pragnie odwrócić uwagę opinii publicznej od tego, że Urpianie — jak się wydaje — co najmniej maczają palce w wewnętrznych sprawach Ziemian.