Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 144 из 226

Powiem ci, Belu, że twoja ciotka nigdy już nie będzie mieć rozumu...

W pa

- Może ciocia nie uważa za stosowne okazywać tylu względów kupcowi - rzekła

rumieniąc się.

- Kupiec!... kupiec!... - wybuchnęła prezesowa. - Wokulscy są tak dobrą szlachtą

jak Starscy, a nawet Zasławscy... A co się tyczy kupiectwa... Moja Belu,

Wokulski nie sprzedawał tego, co dziadek twojej ciotki... Możesz jej to

powiedzieć przy okazji. Wolę uczciwego kupca aniżeli dziesięciu austriackich

hrabiów. Znam ja dobrze wartość ich tytułów.

- Przyzna pani jednak, że urodzenie...

397

Prezesowa roześmiała się ironicznie.

- Wierz mi, Belu, że urodzenie jest najmniejszą zasługą tych, którzy się rodzą. A

co do czystości krwi... Ach, Boże! wielkie to szczęście, że nie bardzo

zajmujemy się sprawdzaniem tych rzeczy. Powiadam ci, że o czyimś urodzeniu

nie warto rozmawiać z ludźmi starymi jak ja. Tacy bowiem zwykle pamiętają

dziadów i ojców i nieraz dziwią się: dlaczego wnuk jest podobny do

kamerdynera, a nie do ojca. No, wiele się tłumaczy zapatrzeniem.

- Pani jednak bardzo lubi pana Wokulskiego - szepnęła pa

- Tak jest, bardzo! - zawołała z mocą staruszka. - Kochałam jego stryja, przez

całe życie byłam nieszczęśliwa dlatego tylko, że oderwano mnie od niego, i to z

tych samych pobudek, dla których twoja ciotka usiłuje dziś lekceważyć

Wokulskiego. Ale on nie da sobą pomiatać, o nie!... - mówiła prezesowa. - Kto z

takiej nędzy potrafił wydobyć się, kto bez cienia zarzutu zrobił majątek,

wykształcił się tak jak on, ten może nie dbać o opinie salonów. Wiesz chyba,

jaką on dziś gra rolę i po co jeździł do Paryża... Otóż zapewniam cię, że nie on

do salonów; ale salony do niego przyjdą, a pierwszą będzie twoja ciotka, jeżeli

zdarzy się interes. Ja znam salony lepiej niż ty, moje dziecko, i wierz mi, że one

bardzo prędko znajdą się w przedpokoju Wokulskiego. To nie taki próżniak jak

Starski ani marzyciel jak książę, ani półgłówek jak Krzeszowski... To człowiek

czynu... Szczęśliwą będzie kobieta, którą on wybierze za żonę... Na

nieszczęście, nasze pa

Choć nie wszystkie... No, ale przepraszam cię, jeżeli wypowiedziałam ostrzejszy

wyraz. Zaraz będzie obiad.

Po tych słowach prezesowa wyszła zostawiając pa

głębokim namyśle.

„ Z pewnością mógłby zastąpić barona, o, jeszcze i jak... - mówiła w sobie

pa

ludzie. Kazia Wąsowska zna się na tym, toteż wzięła go na spacer... Ha,

zobaczymy, czy pan Wokulski potrafi być wiernym...Ładna wierność jeździć z

i

Prawie w tej chwili Wokulski wracał z panią Wąsowską z przejażdżki i na

folwarcznym dziedzińcu zobaczył powóz, od którego odprzęgano konie. Tknęło

go jakieś nieokreślone przeczucie, ale nie śmiał pytać; nawet udał, że nie patrzy

na powóz. Przed pałacem oddał konia chłopcu, a i

przynieść wody do swego pokoju. I właśnie kiedy miał zapytać, kto przyjechał?

coś ścisnęło go za gardło i nie mógł słowa przemówić.

„Co za głupstwo! - myślał. - Choćby nawet i ona, więc cóż z tego?... jest taką

samą kobietą jak pani Wąsowska, pa

nie jestem takim jak baron...”

Ale tak mówiąc czuł, że ona dla niego jest i

zażądała, złożyłby u jej nóg majątek, nawet życie.

398

„Głupstwo! głupstwo!... - szeptał chodząc po pokoju. - Jest tu przecie jej

wielbiciel, pan Starski, z którym umawiali się, że wesoło przepędzą wakacje...

Pamiętam te spojrzenia, ach..:”

Gniew w nim zakipiał.

„Zobaczymy, pa

twoim sędzią...” - pomyślał. Zapukano do drzwi, wszedł stary lokaj Obejrzał się

po pokoju i rzekł przyciszonym głosem:

- Jaśnie pani kazała powiedzieć, że jest pa

to prosi na obiad...

- Powiedzcie, że natychmiast służę - odparł Wokulski. Po wyjściu służącego

chwilę postał w oknie patrząc na park oświetlony ukośnymi promieniami słońca

i na krzak bzu, na którym wesoło świegotały ptaki. Patrzył, ale serce nurtowała

mu głucha obawa na myśl, w jaki sposób przywita się z pa

„ Co ja jej powiem i jak będę wyglądał? „ Zdawało mu się, że wszystkie oczy

zwrócą się na nich i że on musi skompromitować się jakimś niewłaściwym

czynem.

„Alboż nie powiedziałem jej, że jestem dla nich wiernym sługą... jak pies!...

Trzeba jednak iść tam...”

Wyszedł, znowu wrócił do siebie i znowu wyszedł na korytarz. Zbliżał się do

drzwi powoli, noga za nogą, czując, że zamiera w nim wszelka energia, że jest

jak prostak, który ma stanąć przed królem.

Wziął za klamkę, lecz zatrzymał się... W pokoju jadalnym rozlegał się śmiech

kobiecy. Pociemniało mu w oczach, chciał uciec i powiedzieć przez służącego,

że jest chory. Nagle usłyszał za sobą czyjeś kroki i popchnął drzwi.

W głębi pokoju zobaczył całe towarzystwo, a przede wszystkim pa

rozmawiającą ze Starskim. Ona tak samo patrzyła na Starskiego. a on miał ten

sam ironiczny uśmiech jak wówczas w Warszawie.

Wokulski w jednej chwili odzyskał energię; fala gniewu uderzyła mu do mózgu.

Wszedł z podniesioną głową, przywitał prezesowę i ukłonił się pa

która zarumieniwszy się wyciągnęła do niego rękę.

- Witam panią. Jakże się miewa pan Łęcki?

- Papo trochę przyszedł do siebie... Zasyła panu ukłony...

- Bardzo jestem obowiązany za łaskawą pamięć. A pani hrabina?

- Ciocia jest zupełnie zdrowa. Prezesowa siadła na fotelu; obecni poczęli

zajmować miejsca przy stole.

- Panie Wokulski, pan siada przy mnie - odezwała się pani Wąsowska.

- Z największą chęcią, o ile żołnierz ma prawo siadać w obecności swego

komendanta.

- Czy już wzięła cię pod komendę, panie Stanisławie? - zapytała z uśmiechem

prezesowa.

- Ale jak! Nieczęsto odbywa się podobną musztrę...

- Mści się za to, że wodziłam go po manowcach - wtrąciła pani Wąsowska.

- Po manowcach jeździć najprzyjemniej - odparł Wokulski.

399

- Byłem pewny, że tak będzie, ale nie sądziłem, że tak prędko...odezwał się

baron ukazując swój piękny garnitur sztucznych zębów.

- Niech mi kuzyn przysunie sól - rzekła pa

- Służę... Ach, rozsypałem!... Pokłócimy się.

- Już chyba nam ten wypadek nie grozi - odparła pa

powagą.

- Czy zobowiązaliście się nigdy nie kłócić? - zapytała pani Wąsowska.

- Nie mamy zamiaru nigdy przepraszać się - odpowiedziała pa

- Ładnie! - rzekła pani Wąsowska. - Na pańskim miejscu, panie Kazimierzu,

teraz straciłabym wszelką nadzieję.

- Alboż mi ją wolno było kiedy mieć! - westchnął Starski.

- Prawdziwe szczęście dla nas obojga... - szepnęła pa

słuchał i patrzył Pa

sposób, żartując ze Starskiego, który wcale nie zdawał się tym martwić.

Natomiast od czasu do czasu spoglądał ukradkiem na pa

która szepcząc z baronem, rumieniła się i bladła.

Wokulski uczuł, że z serca zsuwa się mu ogromny ciężar.

„Oczywiście - myślał - jeżeli w tym towarzystwie Starski zajmuje się kimś, to

tylko pa

W tej chwili obudziła się w nim radość i wielka życzliwość dla oszukiwanego

barona.

„Już ja go nie będę ostrzegał!” - rzekł w duchu. A potem dodał, że takie