Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 143 из 226

Tegoroczny pobyt na wsi głęboko zmodyfikował niektóre poglądy pa

Izabeli; nie sprawiło tego jednak świeże powietrze ani piękne krajobrazy, ale

wypadki i możność spokojnego zastanowienia się nad nimi.

Przyjechała tu na wyraźne żądanie ciotki, dla Starskiego, o którym powszechnie

mówiono, że odziedziczy majątek po prezesowej. Tymczasem prezesowa

przypatrzywszy się swemu ciotecznemu wnukowi oświadczyła, że co najwyżej

zapisze mu tysiąc rubli dożywotniej renty, która zapewne bardzo mu się przyda

na starość. Cały zaś majątek postanowiła zapisać na podrzutków i ich

nieszczęśliwe matki.

Od tej chwili Starski w oczach hrabiny stracił wszelką wartość. Stracił ją i u

pa

pa

rocznie.

- Za mniejszy dochód nie warto ryzykować przyszłości - powiedział. Ponieważ

tak powiedział, więc pa

epuzera. Ale ponieważ mówiąc to, z cicha westchnął spojrzał na nią przelotnie,

więc pa

tajemnicę i że szukając bogatej żony robi ofiarę. Dla kogo?... Może dla niej...

biedny chłopiec, ale trudno. Kiedyś może znajdzie się sposób osłodzenia jego

cierpień, lecz dziś należy go trzymać z daleka. Co przychodziło tym łatwiej, że

Starski począł gwałtownie zalecać się do bogatej pani Wąsowskiej i krążyć z

daleka około pa

że kiedyś kochał się w pa

„Biedny chłopiec, ale trudno. Życie ma swoje obowiązki, które trzeba spełnić,

choć są ciężkie.”

W taki sposób Starski, może najstosowniejszy dla pa

wykreślony został z listy jej konkurentów. Nie mógł żenić się z pa

musiał szukać żony bogatej; były to dwie nieprzebyte między nimi przepaście.

Drugi jej konkurent, baron, wykreślił się sam; zaręczywszy się z pa

Pa

ją tak nagle opuścił, prawie że się zatrwożyła. Jak to, więc na świecie są kobiety,

dla których można wyrzec się jej?!... Jak to, więc może nadejść chwila, w której

pa

się, że ziemia drży jej pod nogami, i pod wpływem nie określonych obaw, jakie

ją wówczas ogarnęły, pa

dosyć życzliwie. Kto wie nawet, czy nie powiedziała tych słów:

395

- Co się też dzieje z panem Wokulskim? Bardzo żałuję, że może mieć żal do

mnie. Nieraz wyrzucam sobie, że nie postępowałam z nim tak, jak zasługiwał.

Spuściła oczy i zarumieniła się w ten sposób, że prezesowej wydało się

koniecznym zaprosić Wokulskiego na wieś.

„Niech się sobie przypatrzą na świeżym powietrzu - myślała staruszka - a

będzie, co Bóg da. On brylant między mężczyznami, ona także dobre dziecko,

więc może się porozumieją. Bo że on ma do niej słabość, to prawie bym się

założyła.”

W kilka dni pa

żałować swojej wzmianki o Wokulskim przed prezesową.

„Jeszcze gotów pomyśleć, że wyszłabym za niego...”- rzekła do siebie.

Tymczasem prezesowa zwierzyła się przed bawiącą u niej panią Wąsowską, że

przyjedzie do Zasławka Wokulski, bardzo bogaty wdowiec, człowiek ze wszech

miar niepospolity, którego chciałaby ożenić i który kto wie, czy nie kocha się w

pa

Pani Wąsowska bardzo obojętnie słuchała o majątku, o wdowieństwie i o

matrymonialnych kwalifikacjach Wokulskiego. Lecz gdy prezesowa nazwała go

człowiekiem niepospolitym, zaciekawiła się; dowiedziawszy się zaś, że może

kochać pa

dotknięty ostrogą.

Pani Wąsowska była najlepszą kobietą, nie myślała powtórnie wychodzić za

mąż, a tym mniej odbierać i

świecie, nie mogła pozwolić na to, ażeby jaki mężczyzna mógł kochać się w

jakiejś i

Wąsowska gotowa mu była nawet pomagać, ale uwielbiać - można było tylko ją.

Nie dlatego nawet, ażeby uważała się za najpiękniejszą, ale że... taką już miała

słabość.

Dowiedziawszy się, że pa

zabrała na spacer Wokulskiego. Gdy zaś na gościńcu pod lasem zobaczyła

tuman kurzu, wzniecony przez powóz jej rywalki, skręciła na łąkę i tam zrobiła

wielką scenę z siodłem, która jej się nieudała.

Tymczasem pa

ganku witając prawie tymi samymi wyrazami.

- Wiesz - szepnęła jej prezesowa - przyjechał Wokulski.

- Tylko pani nam brakło - zawołał baron - ażeby Zasławek był podobny do raju.

Bo już mamy tu bardzo przyjemnego towarzysza znakomitego gościa... Pa

Felcia Janocka wzięła na bok pa

opowiadać:

- Wiesz, przyjechał tu pan Wokulski... Ach, gdybyś wiedziała, co to za

człowiek!... Ale wolę ci nic nie mówić, bo i ty jeszcze pomyślisz, że jestem nim

zajęta... No i wyobraź sobie: pani Wąsowska kazała mu jechać ze sobą na

spacer, sam na sam... Gdybyś wiedziała, jak się biedak rumienił!... A ja za nią.

Bo i ja chodziłam z nim na ryby, ale tylko tu, do sadzawki, i jeszcze był z nami

396

pan Julian. Ale żebym miała tylko z nim jechać ko

wolałabym umrzeć...

Uwolniwszy się od witających pa

pokoju.

„Drażni mnie ten Wokulsk” - szepnęła.

W gruncie rzeczy nie było to rozdrażnienie, ale coś i

Izabela czuła niechęć do prezesowej za jej gwałtowne zaprosiny, do ciotki, że jej

kazała natychmiast jechać, a nade wszystko do Wokulskiego. „Więc naprawdę -

mówiła sobie - chcą mnie oddać temu parweniuszowi?... A, zobaczy, jak na tym

wyjdzie!...”

Była pewna, że pierwszym człowiekiem, który ją powita, będzie Wokulski, i

postanowiła traktować go z najwyższą pogardą. Tymczasem Wokulski nie tylko

nie wybiegł na jej spotkanie, ale pojechał na spacer z panią Wąsowską. To w

przykry sposób dotknęło pa

„Zawsze kokietka z niej, choć już ma lat trzydzieści!..”

Gdy baron nazwał Wokulskiego znakomitym gościem, pa

jakby dumę, ale było to bardzo przelotne uczucie. Gdy zaś pa

niedwuznaczny sposób zdradziła się, że jest o Wokulskiego zazdrosną, pa

Izabelę ogarnął jakby niepokój, ale tylko na chwilę.

„ Naiwna jest ta Felcia” - rzekła do siebie.

Krótko mówiąc: przez całą drogę planowana wzgarda dla Wokulskiego całkiem

zniknęła wobec mieszaniny takich uczuć jak lekki gniew, lekkie zadowolenie i

lekka obawa. W tej chwili Wokulski przedstawiał się pa

dotychczas. Nie był to już jakiś tam, kupiec galanteryjny, ale człowiek, który

wracał z Paryża, miał ogromny majątek i stosunki, którym zachwycał się baron,

którego kokietowała Wąsowska...

Ledwie pa

- Moja Belu - rzekła staruszka ucałowawszy ją jeszcze raz - dlaczegóż to Joasia

nie chce przyjechać do mnie?

- Papo jest niezdrów, więc nie chce go opuszczać.

- Proszę cię... proszę cię, tylko tego mi nie mów. Nie przyjedzie, bo nie chce

spotkać się z Wokulskim, oto cały sekret..: - mówiła nieco wzruszona

prezesowa. - On dla niej wtedy dobry, kiedy sypie pieniądze na jej ochronę...