Страница 94 из 95
pierwsi semeni i ko
Stadnicki za swego życia z łupów woje
Wyrwali się z ciemnicy jak potępieńcy z piekielnych czeluści... – wedle protestacji Stadnickiego Opaliński celowo zbombardował i zrujnował zamek z armat, aby otworzyć sobie drogę do wnętrza. Prawdopodobnie jednak dzieła zniszczenia dopełnili łańcuccy więźniowie, którzy wyrwali się z lochów w liczbie ponad stu, a potem podłożyli ogień pod Piekło. Warownia Diabła spłonęła doszczętnie – nigdy później nie odbudowano zamku, a jedynie wykopaliska archeologiczne mogłyby dziś być może powiedzieć nam, jak wyglądało legowisko Diabła Łańcuckiego.
Od Autora
Na sam koniec książki autor winien jest Czytelnikowi szczegółowe objaśnienia odnośnie fabuły, postaci, bohaterów, miejsc i wydarzeń. Historia, w której splatają się losy Dwernickich z Dwernik, Jacka Dydyńskiego, Hrynia Kardasza oraz Stanisława Stadnickiego zwanego Diabłem z Łańcuta, jest całkowitą fikcją literacką. Nigdzie i nigdy nie było w dawnych Bieszczadach wsi Dwerniki położonej nieopodal Łopienki i Polanek, niedaleko miejsca, gdzie Wetlinka wpada do Solinki. Tym niemniej jednak dzieje waśni Dwernickich z Diabłem Łańcuckim osnute są na autentycznych wydarzeniach, które rozgrywały się w pierwszej połowie XVII wieku na Rusi Czerwonej. Próba obrócenia w chłopów ubogiego zaścianka drobnej szlachty miała miejsce w roku 1639 w Witoszyńcach, wsi królewskiej zaludnianej przez ród chodaczkowej szlachty Witoszyńskich i należącej do starostwa mościskiego. Wówczas to A
Ma się rozumieć, iż ani Mohilanka, ani jej administrator nie uwierzyli w autentyczność tego dokumentu, postanowili zatem zajechać Witoszyńce i siłą zmusić mieszkańców zaścianka do uznania się za chłopów. Cóż jednak z tego, gdy Harasym uzbroił chłopów we wsi, ufortyfikował miejscową cerkiewkę i skłonił wszystkich Witoszyńskich do złożenia przysięgi, iż będą walczyć w obronie swych praw do ostatniego tchu.
Kamocki zmobilizował służebnych kozaków na starostwie, zaatakował wieś, po krwawych utarczkach obiegł i zdobył szturmem cerkiew, pojmał w niej czerńca Harasyma, którego w kajdanach odstawił do Mościsk i osadził w lochu. Co dalej stało się z zaściankiem, nie wiadomo, sprawa wszakże nie była przegrana, bowiem nieszczęsnego popa wziął w obronę władyka przemyski Krupecki i domagał się jego uwolnienia. Władysław Łoziński, który historię tę na podstawie akt sądowych opisuje w Prawem i Lewem, sądzi, że prawdopodobnie Witoszyńscy przegrali z kretesem, bowiem w spisach szlachty zatwierdzonej przez rząd austriacki po pierwszym rozbiorze Polski nie spotyka się Witoszyńskich. Kłopot jednak w tym, że spisy szlachty przygotowane przez zaborców nadają się wyłącznie na papier toaletowy w cesarsko-królewskich wychodkach arcypierdoły Franciszka Józefa, albowiem Austriacy, Prusacy i Rosjanie świadomie wykluczali z nich drobną szlachtę nieposiadającą dokumentów potwierdzających ich stan. A wszystko z tego prostego powodu, że biedna szlachta nastawiona była buntowniczo i zawsze stawała się zarzewiem powstań narodowych. Stąd brak Witoszyńskich w spisach z XIX wieku nie oznacza wcale, że dali się oni schłopić w XVII wieku, tym bardziej iż nazwisko to figuruje jednak w późniejszych indeksach i herbarzach, w tym także w sławnym herbarzu Górzyńskiego i Kochanowskiego (Herby szlachty polskiej, Warszawa 1990).
Kolejny motyw tej powieści – powrót po latach jeńca, który zbiegi z tatarskiego jasyru, a także dzieje człowieka, który miał udać się po poręczeniu współwięźniów za okupem, po czym zdradził ich i nie powrócił na Krym, także oparty jest na autentycznych faktach. Taka na przykład historia wydarzyła się ze szlachcicem Marcinem Kuczkowskim, który przebywał w niewoli wspólnie z niejakim Sroczyńskim i Andrzejem Pawłowskim. Sroczyński i Kuczkowski zaręczyli za Pawłowskiego, iż pojedzie i wróci z okupem za nich wszystkich, tymczasem zaś szlachcic wyjechał do Polski i tyle go widziano! Podobna sprawa dotyczyła jeńców spod Cecory – Aleksandra Bałabana, Jana Żółkiewskiego, syna hetmana wielkiego koro
Problemy z okupem nie były jedynymi, o których wspominają dawne księgi grodzkie i ziemskie. Historia Hrynia Kardasza oparta została na autentycznych dziejach samozwańców, którzy wracali z niewoli tureckiej i udawali zmarłych lub zaginionych szlachciców. Tak w roku 1644, w siedem lat po śmierci wojewodzica ruskiego Stanisława Daniłowicza, który zamordowany został w niewoli, w Krakowie pojawił się człowiek, który podawał się za tego właśnie szlachcica. A kiedy dowiedział się o tym przebywający w mieście sługa Daniłowiczów, pozwał go przed sądy. Wówczas samozwaniec porzucił rolę wojewodzica i utrzymywał, iż jest Teofilem Pacem. Na jego nieszczęście znalazł się w Krakowie dworzanin królewski Krzysztof Pac, który wykazał fałsz jego zeznań, aż w końcu oszust z płaczem przyznał się do winy. A kiedy okazało się, że tak naprawdę jest szlachcicem – niejakim Bolkowskim, skazano go na pół roku wieży dolnej in fundo na zamku lwowskim.