Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 72 из 124

Na koniec podał Lisbeth kopię listy znalezionej w notesie Harriet.

– Co mam zrobić?

– Zidentyfikowałem RJ, Rebekę Jacobsson, i powiązałem ją z fragmentem Biblii, który dotyczy prawa o ofierze całopalnej. Rebekę zamordowano, kładąc jej głowę na rozżarzonych drwach, czyli dokładnie według biblijnego opisu. Jeżeli potwierdzą się moje przypuszczenia, to znajdziemy jeszcze cztery ofiary – Magdę, Sarę, Mari i RL.

– Sądzisz, że nie żyją? Zamordowane?

– Morderca działał w latach pięćdziesiątych i może w sześćdziesiątych. I w jakiś sposób był powiązany z Harriet Vanger. Przejrzałem stare numery „Hedestads-Kuriren". Jedynym brutalnym przestępstwem w okolicach Hedestad było morderstwo Rebeki. Chciałbym, żebyś sprawdziła resztę Szwecji.

Lisbeth trwała w głuchym milczeniu tak długo, że Mikael zaczął się wiercić. Pomyślał nawet ze zniecierpliwieniem, że może wybrał nieodpowiednią osobę. I właśnie wtedy podniosła wzrok.

– Okej. Biorę tę robotę. Ale musisz podpisać umowę z Armanskim.

DRAGAN ARMANSKI wydrukował umowę, którą Mikael miał zabrać do Hedestad i dać do podpisania Dirchowi Frodemu. Kiedy wrócił do gabinetu Salander, zobaczył przez szklaną szybę Mikaela i Lisbeth pochylonych nad jej laptopem. Mężczyzna trzymał rękę na jej barku – dotykał jej! – i coś pokazywał. Armanski zwolnił kroku.

Mikael powiedział coś, co wprawiło Lisbeth w osłupienie. A po chwili wybuchła głośnym śmiechem.

Nigdy wcześniej nie słyszał jej śmiechu, mimo że wielokrotnie próbował zaskarbić sobie jej zaufanie. Śmiała się razem z Mikaelem, którego znała od pięciu minut.

Niespodziewanie poczuł do Blomkvista zaskakująco wielką odrazę. Chrząknął w drzwiach i wręczył mu plastikową teczkę z umową.

PO POŁUDNIU MIKAEL wpadł na chwilę do „Mille

Lokal miał kształt litery L. Hol pochłaniał bardzo dużo przestrzeni, z którą nie dało się zrobić nic sensownego. Umeblowanie składało się z kompletu wypoczynkowego, gdzie przyjmowano gości. Dalej znajdowała się niewielka jadalnia z wnęką kuche

O wystroju wnętrza zadecydowała Erika. Stupięćdziesięciometrowe pomieszczenie przedzieliła szklanymi ścianami, tworząc trzy oddzielne gabinety oraz otwartą przestrzeń biurową dla pozostałych pracowników. Sama zajęła największy gabinet na samym końcu redakcji. Mikaela ulokowała w pokoju po drugiej stronie lokalu, jedynym, do którego można było zajrzeć prosto z korytarza. Blomkvist zanotował, że nikt się tam nie wprowadził.

Trzeci pokój znajdował się trochę na uboczu. Zajmował go od kilku lat sześćdziesięcioletni So

W końcu odważył się wkroczyć do pustawej redakcji. Erika siedziała w swoim gabinecie ze słuchawką przy uchu. W środkowej części lokalu znajdowały się jeszcze dwie osoby. Trzydziestosiedmioletnia Monica Nilsson była wytrawną reporterką polityczną i najprawdopodobniej najbardziej zahartowaną cyniczką, jaką Mikael spotkał w swoim życiu. Pisała dla nich od dziewięciu lat i czuła się tu jak ryba w wodzie. Henry Cortez, najmłodszy współpracownik czasopisma, liczył zaledwie dwadzieścia cztery wiosny. Przyszedł do redakcji dwa lata temu jako praktykant prosto z IMK [†††] i oznajmił, że nie chce pracować nigdzie indziej – tylko w „Mille

Na widok Mikaela obydwoje zaczęli krzyczeć z zachwytu. Nie obyło się bez całowania w policzki i poklepywania po plecach. Przywitali go z nadzieją, że właśnie wraca na swoje stanowisko, i westchnęli zawiedzeni, gdy okazało się, że zostało mu jeszcze pół roku zesłania w Norlandii i że przyszedł tylko powiedzieć cześć i porozmawiać z Eriką.

Ona też ucieszyła się z jego wizyty. Nalawszy kawę do filiżanek, zamknęła drzwi. Od razu zapytała, co z Henrikiem. Mikael przekazał to, co powiedział mu Dirch Frode: stan jest poważny, ale Henrik żyje.

– Co robisz w Sztokholmie?

Mikael poczuł się trochę zmieszany. Przyszedł do redakcji zupełnie spontanicznie, głównie dlatego, że przed chwilą gościł w siedzibie Milton Security, zaledwie parę ulic stąd. Tłumaczenie się z zatrudnienia prywatnego konsultanta, który wcześniej włamał się do jego komputera, wydawało mu się teraz zbyt skomplikowane. Wzruszył więc tylko ramionami i powiedział, że musiał przyjechać do stolicy w związku ze sprawą Vangera i że za chwilę wraca na północ. Zapytał o nastroje w redakcji.

– Razem z dobrymi wiadomościami nadciągają niepokojące chmury. Przybywa nam ogłoszeniodawców i prenumeratorów, ale…

– Ale co?

– Ja

– No tak.

– W kwietniu byłam zmuszona porozmawiać z nim na osobności, zaraz po tym, jak ogłosiliśmy, że Henrik został nowym współudziałowcem. Nie wiem, czy to tylko jego skło

– Co się stało?

– Nie ufam mu. Kiedy podpisaliśmy porozumienie z Henrikiem, zastanawialiśmy się z Christerem, czy poinformować od razu całą redakcję o tym, że jesienią nie padniemy, czy…

– … poinformować niektórych z osobna?

– Właśnie. Może przesadzam, ale nie chciałam ryzykować, że Dahlman będzie źródłem przecieku. Postanowiliśmy więc poinformować wszystkich tego samego dnia, kiedy zmiany w redakcji podano do wiadomości publicznej. To znaczy, że przez ponad miesiąc trzymaliśmy język za zębami.

– No i?

– To była pierwsza od roku dobra wiadomość. Wszyscy wiwatowali, oprócz Dahlmana. No przecież wiesz, że nie jesteśmy największą redakcją na świecie. Trzy osoby szalały z radości, praktykant też, a jeden się wściekał, bo nie poinformowaliśmy go wcześniej o nowym układzie.

– W pewnym sensie miał rację…

– Wiem. Ale chodzi o to, że on mękolił o tym dzień w dzień i dobry nastrój diabli wzięli. Po dwóch tygodniach wezwałam upierdliwca do siebie i wyjaśniłam powód, dla którego nie uprzedziłam redakcji o zmianach. Powiedziałam, że nie miałam do niego zaufania, że bałam się przecieków.

– Jak to przyjął?

– Oczywiście poczuł się niesamowicie dotknięty. A ja nie wycofałam się; więcej, postawiłam mu ultimatum: albo się spręży, albo zacznie się rozglądać za nową pracą.

– No i?

– Sprężył się. Ale trzyma się na uboczu i między nim a resztą panuje dość napięta atmosfera. Christer go nie cierpi i specjalnie tego nie ukrywa.

– O co go podejrzewasz?

Erika westchnęła.

– Nie wiem. Przyszedł do nas rok temu, właśnie kiedy zaczęliśmy się prztykać z We