Страница 61 из 94
Głęboko zaczerpnęła oddechu i zapanowała nad głosem.
– Tak, tak się wydaje – przyznała. Uważała, że nie powi
Westchnęła głośno, potem przetarła oczy, jak gdyby poczuła zmęczenie.
– Wiele kwestii musimy jeszcze przemyśleć. Bardzo wiele. Na razie zostawię w twoich rękach sprawę Althei. Zgadzam się też z Kyle'em, że “Vivacia” musi jak najszybciej wypłynąć z portu. Przypuszczam, że przede wszystkim powi
– Tak jak powiedziałaś, musimy wypłynąć wkrótce i to nie tylko z powodu finansów. Im szybciej odciągnę Wintrowa od rozrywek związanych z życiem na lądzie, tym szybciej zaakceptuje swój los. Mój syn musi się wiele nauczyć i wydorośleć. Powinien zacząć od razu.
Przerwał na chwilę, a w tym czasie obie kobiety skinęły głowami. Ronica – niechętnie, ponieważ w ten sposób przyznawała wbrew sobie, że chłopiec został źle wychowany. Kyle, zadowolony ze zgody kobiet, kontynuował:
– Jeśli chodzi o porty i ładunek, no cóż, przyznaliśmy wszyscy, że musimy handlować najbardziej opłacalnym towarem. – Znowu przerwał, czekając na potwierdzenie. – Istnieje zatem tylko jedno wyjście – zdecydował za całą trójkę. – Popłynę “Vivacią” na południe, do Jamaillii i kupię najlepszy towar, na jaki nas stać. Potem jak najszybciej ruszę na północ, do Chalced.
– Jak to towar? – spytała Ronica słabym głosem. Z niepokoju zamarło jej serce.
– Oczywiście niewolnicy. Wykształceni. Żadnych złodziei, morderców czy i
– Niewolnictwo jest nielegalne w Mieście Wolnego Handlu – zauważyła Keffrią niepewnym tonem.
Kyle zaśmiał się krótko.
– W chwili obecnej rzeczywiście tak jest. Podejrzewam jednak, że nie potrwa to długo. Zresztą nie potrzebujesz się obawiać, moja droga. Nie mam zamiaru zatrzymywać się z nimi w naszym porcie. Planuję szybki, prosty kurs. Przez Kanał Wewnętrzny do Jamaillia City, stamtąd na północ, do Chalced. Ominę Miasto Wolnego Handlu. Nikt nas nie będzie niepokoić.
– A piraci? – spytała Keffria nieśmiało.
– Zawsze dawali “Vivacii” spokój. Ile razy słyszałaś, jak twój ojciec chwalił się szybkością i zwi
– Taki ładunek może stanowić ryzyko dla żywostatku – spokojnie zwróciła mu uwagę Ronica.
– Czego się obawiasz? Buntu niewolników? Niepotrzebnie. Będziemy ich trzymać w zamknięciu i dobrze pilnować przez całą podróż. – Zastrzeżenia kobiet zaczęły irytować Kyle'a.
– Ten pomysł może się okazać jeszcze gorszy. – Ronica starała się mówić łagodnie, chociaż uważała, że jej zięć sam powinien dostrzec wszelkie niebezpieczeństwa. – Żywostatki to istoty wrażliwe, Kyle'u, a “Vivacia” dopiero co się przebudziła. Trzeba o nią dbać tak jak… na przykład o Maltę. “Vivacii” mogą się nie podobać niewygody, które będą znosić niewolnicy.
Zięć przez moment patrzył spode łba, po chwili jednak zapanował nad sobą.
– Roniko, słyszałem trochę o żywostatkach i zamierzam uszanować tradycję na tyle, na ile pozwolą nasze finanse. Na pokładzie będzie przebywał Wintrow, któremu przydzielę codzie
– Zdaje mi się, że dobrze wszystko przemyślałeś. – Ronica próbowała mówić przekonującym tonem, a równocześnie ukryć gniew pod pozorem lekkiego niepokoju. – Słyszałeś oczywiście opowieści o dziwnym zachowaniu zdenerwowanych żywostatków? Podobno niektóre z nich nie chcą pływać, tracą wiatr z żagli, w nieoczekiwanych chwilach osiadają na mieliźnie, wloką za sobą kotwicę… Zapewne żwawa i dobrze wyszkolona załoga upora się z tego typu problemami. Dotarty wszakże do mnie plotki o poważniejszych sytuacjach. Słyszałam, że źle wykorzystywane statki mogą oszaleć. Najsły
– A ileż i
– Jeśli zginiecie ty i Wintrow, stracę połowę rodziny – Keffria zaczęła nagle lamentować. – Och, Kyle'u, czy naprawdę podjąłeś mądrą decyzję? Papa zarabiał z “Vivacią”, a nigdy nie przewoził ani nielegalnych, ani niebezpiecznych towarów.
Mężczyzna jeszcze bardziej się nachmurzył.
– Moja droga Keffrio, twój ojciec niestety nie zarobił wystarczająco dużych pieniędzy. O tym właśnie dyskutujemy. Chcę uniknąć jego błędów, uzdrowić nasze finanse i zdobyć dla całej rodziny jeszcze większy szacunek. Przyszła mi w tej chwili na myśl i
Ronica spokojnie oddała mu spojrzenie.
– Ponieważ wiele lat temu Ephron zdecydował, że rodzina Vestritów nie będzie uprawiała rzecznego handlu i odtąd tam nie pływamy. Nasze kontakty handlowe z ludem Deszczowych Ostępów skończyły się.
– Mój teść nie żyje. Nie wiem, czego się obawiał, ale jestem gotów stawić czoło wszelkim niebezpieczeństwom. Daj mi tylko mapy Rzeki Deszczowej, a nawiążę własne kontakty – zaoferował się Kyle.
– Zginiesz tam – oświadczyła Ronica z wielkim przekonaniem. Jej zięć parsknął pogardliwie.
– Wątpię. Rzeka Deszczowa jest może trochę dzika, ale pływałem już wcześniej pod prąd. Zatem… – chwilę milczał, potem powiedział powoli: -…poproszę o mapy. Zgodnie z prawem należą teraz do Keffrii, nie możesz ich już przed nami ukrywać. Daj mi je, a wszyscy będziemy zadowoleni. Na pokładzie “Vivacii” nie znajdą się niewolnicy i nieźle zarobimy w górze Rzeki Deszczowej.
Ronica nie wahała się ani przez moment. Natychmiast skłamała.
– Byłoby wspaniale, gdyby takie mapy nadal istniały. Niestety, nie ma ich już, Kyle'u. Ephron wszystkie zniszczył przed wieloma laty, kiedy postanowił zerwać wszelkie tamtejsze kontakty. Nie chciał, by ktokolwiek z rodziny Vestritów handlował w górze Rzeki Deszczowej, więc je spalił.