Страница 58 из 94
– Kłamco! – krzyknęła dotknięta do żywego Althea.
– Na Sa, przysięgam, że mówię prawdę! – ryknął gniewnie Kyle. – Jeśli chociaż jeden szanowany kapitan poręczy mi za twoje żeglarskie umiejętności, oddam ci jutro żaglowiec! Jednakże całe Miasto Wolnego Handlu wie, kim jesteś. Amatorką, która udaje marynarza.
– Statek może za nią poręczyć – zauważył drżącym głosem Wintrow. Podniósł rękę do czoła, jak gdyby chciał przytrzymać głowę na karku. – Jeśli statek za nią poręczy, zrobisz, jak obiecałeś? Przecież przysięgałeś na Sa, czyniąc świadkami nas wszystkich. Musisz dotrzymać obietnicy. Nie wierzę, że mój dziadek chciał, abyśmy się tak kłócili i gniewali na siebie. Pomyśl, ojcze, jak łatwo możesz przywrócić spokój w rodzinie. Gdyby Althea weszła na pokład “Vivacii”, mógłbym wrócić do mojego klasztoru. Każde z nas znalazłoby się na właściwym miejscu. Tam, gdzie jesteśmy szczęśliwi… – Urwał, kiedy zdał sobie sprawę, że wszyscy zebrani na niego patrzą. Oczy ojca zwęziły się z wściekłości, a Ronica Vestrit podniosła rękę do ust, jak gdyby słowa chłopca boleśnie ją dotknęły.
– Mam dość tego jęczenia! – wybuchnął nagle Kyle. W kilku krokach przeciął pokój, pochylił się nad stołem i obrzucił syna piorunującym spojrzeniem.
– Czy tego cię nauczyli kapłani? Przekręcać fakty po to, by osiągnąć swój cel? Zawstydza mnie, że mój syn, krew z mojej krwi, używa takich sztuczek wobec własnej babki. Wstań! – warknął, a kiedy Wintrow bez słowa podniósł na niego wzrok, wrzasnął: – Wstawaj!
Chłopiec wahał się przez moment, po czym podniósł się z krzesła. Otworzył usta, aby coś powiedzieć, lecz ojciec odezwał się pierwszy.
– Masz trzynaście lat, mimo iż nie wyglądasz na więcej niż dziesięć, a zachowujesz się jak trzylatek. Trzynaście lat! Zgodnie z prawem panującym w Mieście Wolnego Handlu, do czasu ukończenia piętnastu lat praca syna należy do jego ojca. Przeciwstaw mi się, a odwołam się do tego prawa. Nie dbam o twoją brązową suta
Nawet Altheę zaszokowały ocierające się o bluźnierstwo słowa Kyle'a. Kiedy Wintrow odpowiadał ojcu, stał prosto; tylko głos mu drżał.
– Jako kapłan Sa podlegam jedynie tym prawom cywilnym, które są sprawiedliwe i cnotliwe. Przywołując prawa cywilne, łamiesz swoje przyrzeczenie sprzed lat. Gdy oddałeś mnie Sa, oddałeś Mu także moją pracę. Już nie należę do ciebie. – Spojrzał na matkę, potem na babkę, wreszcie dodał, niemal pokornie: – Właściwie nie jestem już nawet członkiem tej rodziny. Odkąd przekazaliście mnie kapłanom Sa.
Ronica wstała, aby zasłonić go przed ciosem, lecz Kyle odsunął ją z taką siłą, że aż się zachwiała. Keffria z krzykiem doskoczyła do matki. Ojciec chwycił syna za przód jego szaty i zaczął nim potrząsać. Głowa chłopca poruszała się to w tył, to w przód.
– Mój – ryczał Kyle na Wintrowa. Jego słowa zniekształcała furia. – Jesteś mój. Zamknij się i rób, jak ci mówię. Natychmiast! – Chwycił mocniej przód szaty i podciągnął za nią syna, aż ten stanął na czubkach palców. – Pójdziesz sam na statek. Zameldujesz się u mata. Powiesz mu, że jesteś nowym chłopcem pokładowym i nikim więcej. Chłopcem pokładowym, zrozumiano?!
Althea obserwowała scenę z przerażeniem, a równocześnie z fascynacją, która nie pozwalała jej odwrócić oczu. Wydawało się jej, że matka, już opanowana, próbuje pocieszyć histerycznie łkającą Keffrię. Dwoje służących, nie potrafiąc dłużej pohamować ciekawości, wyglądało zza rogu. Althea wiedziała, że powi
– Rozumiesz mnie?! – spytał Kyle głośniej, jakby sądził, że wykrzykując słowa uczyni je bardziej zrozumiałymi. Oszołomiony chłopiec skinął głową. Kyle puścił go i Wintrow zatoczył się, potem chwycił krawędzi stołu. Chwilę stał ze zwieszoną głową.
– Kazałem ci iść natychmiast! – burknął Kyle gniewnie, lecz z triumfem. Następnie obrócił się do drzwi i spojrzał na zapatrzonego służącego. – Ty! Welf! Przestań się gapić. Odprowadzisz mojego syna na “Vivacię”. Dopilnuj, żeby spakował wszystkie rzeczy, z którymi tu przyjechał, ponieważ od tej pory będzie mieszkał na statku.
Welf pospiesznie wszedł, wziął Wintrowa pod ramię i zaczął wyprowadzać z pomieszczenia, a wówczas Kyle odwrócił się do Althei. Skutecznie wymuszone posłuszeństwo na synu najwyraźniej dodało mu odwagi, gdyż wyzywająco spytał:
– Jesteś wystarczająco mądra, aby nauczyć się czegoś z tego, co widziałaś, siostrzyczko?
Althea odpowiedziała mu spokojnie i cicho.
– Tak, tak, wszyscy dowiedzieliśmy się dzisiaj czegoś o tobie, Kyle'u. Zwłaszcza tego, jak wiele potrafisz poświęcić, by zaspokoić własną ambicję kontrolowania rodziny Vestritów.
– Kontrolowania? – Szwagier popatrzył na nią z niedowierzaniem, a następnie odwrócił się do pozostałych dwóch kobiet, szukając w ich oczach zaskoczenia. Jednak Ronica patrzyła na niego ponuro, natomiast Keffria szlochała na ramieniu matki. – Sądzicie, że o to mi chodzi? O kontrolę? – Potrząsnął głową i lekko się roześmiał. – Chcę nas wszystkich uratować. Niech mnie diabli, jeśli wiem, po co się tak staram. Gapicie się na mnie jak na przestępcę, a przecież próbuję tylko ocalić rodzinę. Keffrio! Wiesz, w czym rzecz. Rozmawialiśmy o tym.
Odwrócił się ku żonie, która w końcu podniosła na niego zalaną łzami twarz, lecz w jej oczach nie było zrozumienia. Zdumiony Kyle potrząsnął głową.
– Co mam zrobić? – spytał kobiet. – Nasze posiadłości codzie
– Przestań, Kyle'u – syknęła ostrzegawczo Ronica.
– Co takiego? Nie wolno mi mówić o sprawach, o których już wiecie, tyle że nie chcecie się do tego przyznać? Posłuchajcie mnie, wszystkie trzy, chociaż przez kilka minut. – Przerwał i oddychał głęboko, jak gdyby próbował się pozbyć gniewu i złości. – Muszę myśleć o moich dzieciach, o Seldenie i o Malcie. Umrę przecież któregoś dnia, tak samo jak Ephron. Nie mogę zostawić im w spadku jedynie masy długów i owianego skandalem imienia. Mąż nie zostawił ci synów, Roniko, którzy mogliby cię teraz chronić i zajęliby się gospodarstwem. Zamierzam się zachować jak sumie