Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 20 из 94

Tylko raz odważyła się zaproponować mężowi, by wrócił do handlu w górze Rzeki Deszczowej. Vestritowie mieli do niego wszelkie prawa, odpowiednie kontakty i – absolutnie niezbędny – żywostatek. W czasach babki, a potem ojca Ephrona rodzina tam właśnie zdobywała większość towarów do dalszej sprzedaży. Jednak w okresie krwawej zarazy Ephron postanowił, że już nigdy nie popłynie Rzeką Deszczową. Nie istniały żadne konkretne dowody, że straszliwa choroba nadeszła z Deszczowych Ostępów. Zresztą, kto może wiedzieć, skąd się bierze zaraza? Nie było sensu obwiniać o nią kogokolwiek i odcinać najbardziej intratną gałąź handlu. Ephron jednakże tylko potrząsnął głową i kazał żonie obiecać, że nigdy już nie podejmie tego tematu. Nie miał nic przeciwko Kupcom z Deszczowych Ostępów i nie zaprzeczał, że ich towary są egzotyczne i piękne, wbił sobie jednak do głowy, że nie wolno frymarczyć magią, nawet sporadycznie, bez płacenia wysokiej ceny. Powiedział, że jeśli dla bogactwa ma narażać rodzinę na kontakt z czarami, woli, by pozostała biedna. Ronica zaczęła więc sprzedawać rodowe posiadłości. Na pierwszy ogień poszły sady jabłkowe wraz z maleńką wytwórnią win, która zawsze stanowiła jej dumę. Spieniężyła także wi

Z pozoru tutejsze prawo zakazywało posiadania niewolników – jedynie jako towar do dalszego zbycia – ale Nowi Kupcy wyraźnie się nim nie przejmowali. Wystarczyło wręczyć kilka łapówek odpowiednim osobom w Dokach Podatkowych, a wówczas skarbowi agenci Satrapy stawali się niezwykle naiwni i “szczerze” wierzyli, że karawany skutych łańcuchami ludzi z wytatuowanymi twarzami to grupka terminujących służących. Niewolnicy nie odzywali się, ponieważ nie liczyli już na polepszenie swej sytuacji. Pierwsi Kupcy daremnie narzekali podczas obrad Rady. Zresztą, w ostatnim czasie również przedstawiciele kilku starych rodzin zaczęli łamać antyniewolnicze prawo. Tacy Kupcy jak Davad Restart, pomyślała Ronica ze złością. Przypuszczała, że Davad nie ma i

Wprowadzała właśnie z posępną miną ostatni zapis do księgi rachunkowej, kiedy jej uwagę przyciągnął szelest spódnic Rache. Podniosła oczy na służącą. Była już znużona tą mieszaniną gniewu i smutku, jaką stale dostrzegała na jej twarzy. Rache zachowywała się dziwnie, jak gdyby się spodziewała, że jej pani w jakiś sposób znacząco polepszy jej życie. Nie potrafiła dostrzec, że Ronica ma własne problemy: umierającego męża i kłopoty finansowe? Wiedziała, że Davad chciał dobrze, nalegając, by przyjęła Rache do pomocy, czasami jednak miała wielką ochotę odprawić niemiłą służącą. Nie istniał niestety miłosierny sposób pozbycia się jej, a niezależnie od irytacji, Ronica nie umiała się zmusić do odesłania kobiety Davadowi. Wprawdzie w głębi duszy uważała, że większość niewolników sama ściąga na siebie kłopoty, jednak Ephron zawsze potępiał niewolnictwo, a ona nie chciała lekceważyć jego opinii, zwłaszcza że umierał. Zresztą Rache opiekowała się nim, nawet jeśli nie okazywała mu pełnego poświęcenia.

– No, o co chodzi? – spytała cierpko stojącą przed nią służącą.

– Davad przyszedł się z panią zobaczyć – wymamrotała Rache.

– Mówisz o Kupcu Restarcie? – upomniała ją.

Na potwierdzenie kobieta milcząco pokiwała głową. Ronica zacisnęła zęby i przełknęła gniew.

– Zobaczę się z nim w salonie – rzuciła, a potem podążyła za ponurym wzrokiem dziewczyny. Davad stał już w progu.

Widać było, że długo się przygotowywał do tej wizyty, lecz jak zawsze, nie wyglądał najlepiej. Jego spodnie wydymały się lekko na kolanach, a haftowany kubrak był za mocno zasznurowany, toteż ściągnięty w nim niewielki brzuch Davada przypominał kipiący rondelek. Spora część natłuszczonych ciemnych włosów przeważnie zwisała z czoła w postaci tłustych loków, natomiast pozostałe pukle tworzyły fryzurę bardziej odpowiednią dla znacznie młodszego mężczyzny.

Ronica nakazała sobie spokój, odpowiedziała słabym uśmiechem na jego uśmiech, potem odłożyła pióro i zamknęła księgę rachunkową. Miała nadzieję, że atrament już wysechł. Chciała wstać, lecz Davad dał jej znak ręką, by pozostała. Kolejnym nieznacznym gestem odprawił Rache, a następnie podszedł do łóżka Ephrona.

– Jak się ma? – spytał najciszej jak potrafił swym tubalnym głosem.

– Jak widzisz – odparła spokojnie Ronica. Starała się nie okazać irytacji, chociaż nie była zachwycona, że musi przyjmować Davada w pokoju chorego męża. Nie okazała też zakłopotania, mimo iż mężczyzną widział ją nad księgą podatkową z ręką ubrudzoną atramentem, zmarszczonym czołem i oczyma wpatrzonymi w stara

– Jak tam rachunki? – spytał poufale.

– Ani lepiej, ani gorzej niż i

Znaczącym ruchem Restart położył na brzuchu krótkopalczaste ręce.

– Mogłoby być lepiej. Właśnie jadłem u Fullerjona. Jego kucharz nie potrafi odpowiednio przyprawiać, a Fullerjonowi brakuje odwagi, by mu to wygarnąć. – Odchylił się na krześle i westchnął z udręką. – Ale trzeba być uprzejmym i jeść, co dają.

Ronica zdławiła rozdrażnienie i wskazała gestem drzwi.

– Może podejmiemy naszą rozmowę na tarasie. Kubeczek maślanki pomógłby twojej niestrawności. – Chciała wstać, lecz Davad ani drgnął.