Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 16 из 94

Wstała, rozwinęła jedwab i przyłożyła do ciała. Lustro w kajucie było małe i nie mogła w nim zobaczyć nic więcej poza opaloną twarzą i ramionami z udrapowanym zielonym materiałem. Wygładziła jedwab i w tej samej chwili uprzytomniła sobie, jak szorstkie są jej dłonie. Potrząsnęła głową. Podczas pobytu w domu codzie

Jedwab wyślizgnął jej się z dłoni i dziewczyna sięgnęła nad głowę, aby dotknąć ciężkich drewnianych belek wspierających pokłady “Vivacii”.

– Och, statku, nie mogą nas teraz rozdzielić. Nie po tych wszystkich wspólnych latach i nie teraz, kiedy tak niewiele czasu zostało do twojego przebudzenia. Nikt nie ma prawa nam tego odebrać. – Szeptała te słowa, wiedziała bowiem, że nie musi ich mówić głośno. Była bardzo mocno związana ze swym żaglowcem. Mogłaby przysiąc, że wyczuwa drżenie, jakby odpowiedzi “Vivacii”. – Mój ojciec zawsze bardzo pragnął, by połączyła nas tak bliska więź. Z tej właśnie przyczyny przyprowadził mnie na twój pokład, kiedy byłam mała. Dał nam dużo czasu na zaprzyjaźnienie się. – Althea znowu poczuła leciutkie drganie drewnianego korpusu żywostatku, tak słabiutkie, że prawdopodobnie nikt poza nią by tego nie zauważył. Dziewczyna znała wszakże “Vivacię” zbyt dobrze i nie sposób jej było oszukać. Zamknęła oczy i połączyła się myślami ze statkiem, przekazując mu wszystkie swoje lęki, swój gniew i nadzieje. Teraz poczuła delikatne poruszenie “Vivacii”; w ten sposób mimo uśpionej jeszcze duszy żaglowiec uspokajał swą właścicielkę.

Althea jest tą osobą, którą tuż po przebudzeniu i w następnych latach “Vivacia” wybierze na partnera do rozmów; jej ręki na sterze statek powinien chcieć. Dziewczyna wiedziała, że żaglowiec chętnie popłynie dla niej pod wiatr i włoży całą swą energię w walkę ze wzburzonym morzem. Razem udałoby się im odszukać najmniejsze handlowe porty i zdobyć towary, których nawet Kupcy z Miasta Wolnego Handlu nie umieli znaleźć, cuda nieznane nawet ludowi z Deszczowych Ostępów. A kiedy Althea umrze, wtedy jej (a nie Kyle'a) syn albo córka powinien stanąć za sterem.

Postara się! Obiecała to zarówno sobie, jak i statkowi. Starła łzy grzbietem dłoni, po czym schyliła się i zebrała jedwab z podłogi.

Drzemał na piasku. To znaczy… tak określiliby jego stan ludzie. “Paragon” jednakże nie sądził, by jego trwanie w bezruchu podobne było do ludzkiego snu. Uważał, że żywostatki nie potrafią spać. Tak, tak. Nie była mu dana nawet taka ucieczka od rzeczywistości. Mógł się tylko głęboko zanurzyć w przeszłość i w ten sposób oddalić śmiertelną nudę teraźniejszości. Najczęściej powracał myślami do jednej sytuacji, choć nie pamiętał jej zbyt dokładnie. Odkąd zabrano mu dzie

Kiedy tak drzemał w słońcu, często przypominał sobie uczucie nasycenia i ciepła. Delikatne szuranie piasku pod jego kadłubem przekładało się na podobnie nieuchwytne doznania, których nie potrafił dokładnie pojąć. Zresztą, nie starał się ich nazwać. Wystarczało mu, że pamięta uczucia sytości, zadowolenia i ciepła.

Od tych rozmyślań oderwały go nagle ludzkie głosy.

– O tym mówiłeś? Powiedziałeś, że leży tu od ilu? Od trzydziestu lat?

“Paragon” uświadomił sobie, że mężczyzna mówi z silnym akcentem jamaillskim. Pochodził zatem z samej stolicy. Mieszkańcy południowych prowincji połykali końcowe spółgłoski. Przypomniał to sobie, chociaż nie miał pojęcia, skąd u niego takie informacje.

– To on – odparł drugi głos. Ten należał do starszego mężczyzny.

– Nie może tu leżeć od trzydziestu lat – rzekł z przekonaniem młodszy. – Wyciągnięty na brzeg i pozostawiony na plaży przez tyle lat statek byłby na wpół zżarty przez robaki i cały pokryty pąklami.

– Chyba że został wykonany z czarodrzewu – wyjaśnił starszy. – Żywostatki nie gniją, Mingsleyu. Nie imają się ich pąkle, ich drewno nie smakuje kornikom. To właśnie jeden z powodów, dla których te żaglowce są tak kosztowne i tak bardzo pożądane. Trwają przez wiele ludzkich pokoleń. Od czasu do czasu wystarczy im niewielka konserwacja kadłuba. Na morzu ogromnie o siebie dbają. Jeśli dostrzegają niebezpieczeństwo, krzyczą o nim sternikowi. Niektóre niemalże same żeglują. Jakiż i

– No dobra. Dlaczego w takim razie ten porzucono na brzegu? – Głos młodszego mężczyzny brzmiał nadzwyczaj sceptycznie.

“Paragon” był pewny, że Mingsley nie ufa swemu starszemu doradcy. Niemal słyszał, jak tamten wzrusza ramionami.

– Wiesz, jacy przesądni są marynarze. Uważają, że ten statek jest pechowy. Bardzo pechowy. Powiem ci, bo jeśli nie ode mnie, dowiesz się od kogoś i

– Hm. – Mingsley zadumał się. – No cóż, jeśli zdecyduję się go kupić, nie wykorzystam go jako żaglowiec. Nie zamierzam też płacić za niego ceny statku. Szczerze mówiąc, potrzebuję jego drewna. Słyszałem o czarodrzewie wiele dziwnych rzeczy, nie tylko to, że wykonane z niego statki ożywają, a potem zaczynają się poruszać i mówić. Zresztą, widziałem je w porcie. Nie znaczy to, że takich przybyszów jak ja mile się przyjmuje na północnej ścianie, gdzie cumują żywostatki… Udało mi się jednak zobaczyć je w ruchu i słyszałem, jak do siebie gadają. W każdym razie, wydaje mi się, że jeśli galiony tak się potrafią zachować, można by wyrzeźbić mniejszy kawałek tego drewna i skłonić do tego samego. Wiesz, ile za coś takiego zapłaciliby w Jamaillia City? Za chodzącą i mówiącą rzeźbę?

– Nie mam pojęcia – odparł starszy mężczyzna. Młodszy parsknął sarkastycznym śmiechem.

– Jasne, że nie! Nigdy ci to nie przyszło do głowy, prawda? Daj spokój, człowieku, bądź wobec mnie uczciwy. Dlaczego nigdy wcześniej nikt tego nie zrobił?

– Nie wiem. – Starszy mężczyzna wypowiedział te słowa zbyt pospiesznie, toteż jego rozmówca nie uwierzył mu.

– No właśnie – mruknął Mingsley. – Od tylu lat istnieje na Przeklętych Brzegach Miasto Wolnego Handlu i nikt nie pomyślał, by sprzedawać czarodrzew za granicę. Kupują go tylko stali mieszkańcy miasta. I tylko dla statków. Jest tu na pewno jakiś haczyk. Jaki? Czy drewno musi być takie duże, by ożyło? A może trzeba je pozostawiać zanurzone w słonej wodzie przez jakiś określony czas? No?

– Hm… zapewne nikt nie wpadł na taki pomysł. To miasto jest bardzo osobliwe, Mingsleyu. Mamy tu swoje tradycje, własny folklor, a nawet własne przesądy. Kiedy nasi przodkowie opuścili Jamaillię tak wiele lat temu i zaczęli kolonizację Przeklętych Brzegów, no cóż… większość z nich przybyła tu, ponieważ nie miała pomysłu na życie. Niektórzy byli przestępcami, i