Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 31 из 46

Starsza pani rzuciła się do działania. Grabie wepchnęła za sofę, postawiła poprzewracane fotele, a rozbitą porcelanę zmiotła pod jeden z foteli. Tylko wybrudzony sadzą dywan i pewien nieporządek wskazywały, że w pokoju działo się coś odbiegającego od normy. Pa

Wikary z uniesioną już do kolejnego zapukania dłonią uśmiechnął się przepraszająco do pa

– Bardzo przepraszam, że przeszkadzam – powiedział. – Przychodzę w sprawie kwiatów na niedzielną uroczystość. Czy możemy liczyć na pani udział w tym roku, pa

Starsza pani uśmiechnęła się do niego słodko.

– Oczywiście, księże Shelton. Czy kiedykolwiek zawiodłam?

Przemiana, jaka się w niej dokonała, była zdumiewająca: demon-prześladowca zamienił się z powrotem w wiekowego anioła niewi

– To jest ten pani przybłąkany towarzysz? – usłyszałem pytanie wikarego.

– Och, bardzo sobie chwali pobyt u mnie – powiedziała pa

– Chodź, Fuks, przywitaj się z księdzem wikarym.

Pewnie powinienem był podbiec do osoby duchownej i zacząć lizać jej dłoń, merdając ogonem dla okazania, jak bardzo mnie cieszy jej widok. Byłem jednak tak wstrząśnięty, że stać było mnie jedynie na ukrycie się za fotelem.

– Aha, nie lubi obcych, prawda? – zachichotał wikary.

Nie byłem pewny, czy mówi do pa

– Tak, Fuks jest bardzo lękliwy – powiedziała pa

– Czy policja odnalazła jego właściciela? – spytał wikary.

– Konstabl Hollingbery powiedział mi nie dalej jak wczoraj, że nikt nie zgłosił meldunku o jego zaginięciu, więc sądzę, że ktokolwiek był panem Fuksa, nie tęskni za nim przesadnie.

Obydwoje zacmokali ze współczuciem i popatrzyli w moją stronę z wywracającą trzewia litością.

– Trudno – powiedział pogodnie wikary. – W każdym razie znalazł się teraz w dobrym domu. Nie wątpię, że to docenia. Na pewno to dobry piesek, prawda? – zwrócił się bezpośrednio do mnie.

O tak, pomyślałem. A kicia to bardzo dobry kotek. Dobrze uwędzony.

– Och, pa

Starsza pani zaśmiała się i bez zmrużenia oka powiedziała: – Ach, nie, zawsze tak jest, gdy pale po raz pierwszy po dłuższej przerwie. Trochę trwa, zanim w kominie zrobi się porządny ciąg.

– Trzeba by się tym zająć, pa

W tym właśnie momencie Wiktoria wypadła ze swego ukrycia.

Wikary wpatrywał się z rozdziawionymi ustami w pokrytego sadzami kota, który prychając i wrzeszcząc spadł w ogień, po czym wyprysnął z niego prosto w otwarte drzwi. Wiktoria przemknęła koło wikarego tak szybko, że mógł jedynie przyglądać się w osłupieniu, jak tlące się, sczerniałe zwierzę znika, pozostawiając za sobą smugę rzednącego dymu. Z wciąż otwartymi ustami wikary przeniósł spojrzenie na starą parafiankę i pytająco uniósł brwi.

– Cały czas zastanawiałam się, gdzie zniknęła Wiktoria – powiedziała pa

Kot już nie wrócił, przynajmniej dopóty, dopóki nie opuściłem pa

Pewnej nocy na skraju kuche

Kiedy jednak następnego poranka pa

– Moje fępy! – wykrztusiła z siebie pa

W jej oczach pojawił się dobrze mi znajomy błysk.

Zgadza się, jestem głupi. Tak głupi, że czasami sam siebie zdumiewam. Dla najgłupszego nawet psa nadchodzi jednak chwila, w której wie dokładnie, co powinien zrobić. Tak było i ze mną.

Wyskoczyłem przez okno tak samo jak Wiktoria (już przez nową szybę). Przerażenie pomogło mi dokonać to, czego nie udało mi się poprzednim razem (to znaczy wskoczyć na zlew). Widok pa

Przeskoczyłem przez kwiaty, przelazłem przez krzaki, po czym wypadłem na otwarte pola. Przerażający widok pa

Oddaliłem się na znaczną odległość od wiejskiego domku i wyczerpany zwaliłem się na ziemię, podjąwszy sole