Страница 16 из 46
„Czasami, kurduplu, jesteś równie głupi jak i
Nie wiadomo, dlaczego wydało mu się to bardzo śmieszne. Powtarzał to później przez resztę dnia.
I
I
Rumbo uwielbiał dokuczać psom. Wszystkie i
W każdym razie Rumbo nie przepuszczał żadnej okazji, by uświadomić i
Często wpadaliśmy wspólnie albo oddzielnie w nie byle jakie opały. I
Rumbo z łatwością mógłby zostać przywódcą psiej zgrai, był bowiem równocześnie silny i inteligentny, co w psim świecie jest pożądanym połączeniem. Lecz przede wszystkim był samotnikiem, podążał własnymi ścieżkami i nie zawracał sobie głowy myślami o i
Był również Romeem. Rumbo kochał damy. i nieważne były rozmiary i rasy, nie odgrywały one dla niego żadnej roli. Znikał na całe dnie. Wracał wyczerpany, ale z zadowolonym uśmieszkiem na pysku. Kiedy pytałem go, gdzie się podziewał, odpowiadał, że zrozumiem, kiedy dorosnę.
Zawsze wiedziałem, kiedy zniknie, ponieważ powietrze wypełniała wówczas dziwnie podniecająca woń. Rumbo prężył się, węszył i nagle wypadał ze złomowiska, a ja daremnie usiłowałem za nim nadążyć. Oczywiście był to zapach suki w rui, gdzieś w sąsiedztwie lub kilka mil dalej. Byłem wtedy za młody, by zdawać sobie sprawę z takich rzeczy. Czekałem więc cierpliwie na jego powrót, krzywiąc się i gniewając, że mnie zostawił. Po powrocie przez kilka dni o wiele łatwiej współżyło się z Rumbem.
I
Zważ, że niektóre z nich były bardzo dzielne, mimo iż tak obrzydliwe. Ich pogarda dla strachu mogła wynikać po trosze z widoku pozornie bezbro
Nigdy nie zjadaliśmy szczurów. Rozrywaliśmy je na strzępy, łamaliśmy im kości. Nie smakowało nam ich mięso bez względu na to, jak bardzo byliśmy głodni.
Rumbo uwielbiał się z nimi drażnić, gdy zagnaliśmy je w kąt. Szczury syczały i przeklinały go, groziły mu, szczerzyły okrutne ząbki, Rumbo jednak uśmiechał się tylko drapieżnie i drażnił je dalej. Przysuwał się powoli, nie spuszczając z nich oczu. Szczury kuliły się, sprężały do skoku, nerwowo przebierając tylnymi łapami. Kiedy rzucały się do ataku, Rumbo wykańczał je. Wpadali na siebie w powietrzu; walka, która się wywiązywała, rozgrywała się zbyt błyskawicznie, by oko mogło ją prześledzić. Wynik był nieuchro
Jednakże pewnego dnia o mało nie ponieśliśmy porażki.
Była zima i błoto na złomowisku zamarzło na kość. Złomowisko było opustoszałe i zamknięte – musiała być niedziela. Rumbo i ja grzaliśmy się na tylnym siedzeniu morrisa 1100 po wypadku, które służyło nam za tymczasowe mieszkanie, dopóki nie dostaniemy czegoś odpowiedniejszego. (Nasza poprzednia siedziba, przestro