Страница 44 из 83
Właśnie w takim rejonie wyłonił się facet w ciemnoniebieskim garniturze, podążając za swoim celem. Tamci szli ramię przy ramieniu, wolnym krokiem, jakby kierowali się w konkretne miejsce, lecz dysponowali nieograniczonym czasem na pokonanie drogi. Neagley była z lewej, Dixon z prawej, a Reacher i O’Do
Mężczyzna w garniturze wyciągnął pistolet z prawej kieszeni kurtki. Daewoo DP 51 wyprodukowany w Korei Południowej, czarny, mały, kupiony nielegalnie, niezarejestrowany, nie do wyśledzenia. Magazynek mieścił trzynaście nabojów parabellum kalibru 9 milimetrów. Właściciel pistolem nosił go w jedyny bezpieczny sposób, którego nauczył się na długoletnim szkoleniu: pusta komora nabojowa, zabezpieczony spust.
Trzymał broń w prawej dłoni, naciskając cyngiel zabezpieczonego pistoletu i ćwicząc kolejność. Postanowił, że najpierw zlikwiduje największy cel. Z doświadczenia wiedział, że takie postępowanie daje najlepsze rezultaty. Pierwszą kulę pośle w plecy Reachera, następny będzie O’Do
Rozejrzał się wokół.
Nikogo.
Spojrzał za siebie. Czysto.
Odbezpieczył broń, chwytając lufę daewoo lewą dłonią i przeładowując prawą. Poczuł pierwszy nabój wpychany do komory.
Noc nie była cicha. Zewsząd dochodził zgiełk miasta. Ruch samochodów na Stripie, buczenie skraplaczy na odległych dachach, szum wyciągów, przytłumiony gwar setek tysięcy ludzi grających w karty. Mimo to Reacher usłyszał dźwięk broni przeładowanej sześć metrów za jego plecami. Bardzo wyraźnie. Był to dźwięk, który nauczył się bezbłędnie rozpoznawać. Przypominał trwającą ułamek sekundy symfonię, którą zarejestrował w najdrobniejszym szczególe. Odgłos towarzyszący tarciu jednej metalowej części o drugą, metaliczny rezonans częściowo stłumiony przez mięsistą dłoń, opuszkę kciuka i boczną powierzchnię palca wskazującego. Wdzięczne ciągnięcie się sprężyny magazynka, kliknięcie wsuwanego do komory naboju w mosiężnej łusce oraz powrót zamka. Wszystkie te dźwięki dotarły do jego uszu w jednej trzydziestej części sekundy i zostały przetworzone w tym samym czasie.
Jego życie i dzieje były pozbawione wielu rzeczy. Nigdy nie zaznał stabilności, normalności, wygody i konwenansów. Nigdy nie liczył na nic z wyjątkiem zaskoczenia, nieprzewidywalności i niebezpieczeństwa. Precyzyjnie odebrał sygnał i równie precyzyjnie określił jego źródło. Dźwięk przeładowywanej broni nie wywołał w nim paraliżującego szoku, lęku, ukłucia niewiary. Można by odnieść wrażenie, że uważał za coś całkiem naturalnego i zrozumiałego, iż w środku nocy słyszy, jak nieznajomy szykuje się do strzelenia mu w plecy. Nie było nawet cienia wahania, domysłów, wątpliwości lub zahamowań. Jedynie czysto mechaniczny problem przypominający niewidzialny czterowymiarowy diagram przedstawiający czas, przestrzeń, cele, szybko mknące kule i wolno poruszające się ciała.
Po upływie kolejnej jednej trzydziestej części sekundy pojawiła się reakcja.
Wiedział, że pierwsza kula będzie przeznaczona dla niego. Zdawał sobie sprawę, że każdy rozsądny napastnik będzie chciał najpierw zlikwidować największy cel. Tak podpowiadał zdrowy rozsądek. Zatem pierwsza kula będzie przeznaczona dla niego.
Albo dla O’Do
Lepiej być przesadnie ostrożnym, niż żałować.
Silnie pchnął O’Do
Zanim odbezpieczył broń, postanowił, że nie będzie strzelał. Przynajmniej nie od razu.
Runął na Neagley, na skraju wewnętrznej części chodnika. Napastnik znajdował się na środku. Kula wystrzelona pod dowolnym kątem poszybowałaby w kierunku drogi. Gdyby chybił, mogłaby trafić w przejeżdżający samochód. Nawet gdyby trafił tamtego, pocisk i tak mógłby razić przejeżdżające pojazdy. Kula kalibru.45 przeszłaby bez trudu przez ciało i kości. Z dzieci
W ułamku sekundy podjął decyzję, że poczeka na O’Do
Lepiej, aby to O’Do
Przekręcił się, uderzając o ziemię. Funkcjonował w trybie, w którym jego umysł pracował gorączkowo, a świat wokół zwalniał. Czuł, że jego ciało oblepia lepka melasa. Krzyczał na nie „szybciej”, „szybciej”, „szybciej”, lecz ono reagowało ospale. Tuż obok upadała Neagley z taką precyzją, jakby wszystko działo się w zwolnionym tempie. Kątem oka spostrzegł jak jej ramię uderza o ziemię, a siła rozpędu porusza głową niczym szmacianą lalką. Odwrócił się z największym trudem, jakby ktoś przyczepił mu do głowy ogromny ciężar. Zobaczył, jak pada Dixon, pchnięta przez O’Do
Ujrzał jak lewe ramię O’Do
Tamten oddał kolejny strzał. Wcześniej zaplanowany, w próżnię, tam gdzie przed chwilą znajdowały się plecy O’Do
Reacher ujrzał dłoń O’Do
Strzał oddany z pozycji leżącej na chodniku. Zanim zdążył właściwie ułożyć ciało.
Za nisko, pomyślał Reacher. W najlepszym razie trafił go w nogę.Podniósł głowę. Miał słuszność. Tamten dostał w nogę. Tyle że postrzał w nogę pociskiem kalibru.45 o dużej prędkości nie jest błahostką. Przypomina przewiercenie kończyny szybko obracającym się długim wiertłem. Spustoszenie było olbrzymie. Facet dostał kulkę w dolną część uda. Kość udowa eksplodowała od wewnątrz, jakby umieszczono w niej bombę. Niesamowity ból. Paraliżujący szok. Masywny upływ krwi z rozerwanych tętnic.
Chociaż nadal stał, dłoń z pistoletem opadła. O’Do
Mężczyzna upadł na plecy. O’Do
Gra skończona.