Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 43 из 83

– To możliwe.

– W takim razie dlaczego nie rozmawiają ze mną gliniarze?

– Trochę ich wyprzedzamy.

– Policję z Vegas? Gości z Komisji Kontroli Gier? Reacher potrząsnął głową.

– Nasi przyjaciele zginęli na terenie hrabstwa Los Angeles. Sprawę prowadzi kilku tamtejszych szeryfów.

– Wyprzedzacie ich? Co to znaczy?

Reacher nie odpowiedział. Wright zamilkł na chwilę, a następnie przyjrzał się uważnie każdemu z nich. Najpierw Neagley, następnie Dixon, O’Do

– Zaraz – rzekł. – Nic nie mówcie. Znaliście się z wojska? Należeliście do grupy specjalnej. Jesteście ich dawnymi kumplami. Ciągle was wspominali.

– W takim razie rozumie pan, dlaczego tu jesteśmy. Pracował pan z ludźmi.

– Powiadomicie mnie, jeśli się czegoś dowiecie?

– Trzeba na to zasłużyć – odparł Reacher.

– Jest pewna dziewczyna – powiedział Wright. – Pracuje w paskudnym miejscu z paleniskiem w centrum sali. W barze, tam gdzie kiedyś znajdowała się Riwiera. Była blisko z Sanchezem.

– Jego dziewczyna?

– Niezupełnie. Może kiedyś łączyły ich zażyłe stosunki. Będzie wiedziała więcej ode mnie.

44

Wright wrócił do pracy, a Reacher zapytał konsjerża, gdzie znajdowała się Riwiera. Bar był położony w gorszej części miasta. Poszli pieszo. Była pusty

Dotarli do betonowego baru z odchodzącym tynkiem i napisem „Zimne piwo ostre dziewczyny” i skręcili w kłębowisko uliczek, przy których stały parterowe otynkowane budynki. W niektórych mieściły się motele, w i

Znak stał na zewnątrz otynkowanego betonowego budynku pozbawionego okien i przypominającego pudełko do butów. Miejsce nie przypominało baru. Mogło się w nim znajdować dosłownie wszystko. Klinika chorób przenoszonych drogą płciową lub kościół na obrzeżach miasta. W środku było całkiem inaczej. Człowiek nie miał wątpliwości, że znalazł się w barze w Vegas. W lokalu pomalowanym na purpurowo, przy stołach przykrytych ciemnoczerwonymi obrusami piło, krzyczało, śmiało się i głośno rozmawiało pięćset osób. We wnętrzu nie było żadnych prostych lub kwadratowych kształtów. Bar, przy którym krążył tłum gości, miał długi i wygięty kształt przypominający literę „S”. Koniec litery „S” wił się wokół wpuszczonego w podłogę zagłębienia. Środek otchłani tworzyło sztuczne palenisko. Rolę płomieni odgrywały postrzępione wstęgi pomarańczowego jedwabiu unoszone w górę przez strumień powietrza dobywającego się z ukrytego wentylatora. Tkanina falowała, poruszała się i tańczyła w promieniach jaskrawo-czerwonego światła. Sala była podzielona na obite aksamitnym pluszem kabiny. Wszystkie były zajęte. Ludzie tłoczyli się wokół otchłani ognia. Z ukrytych głośników dolatywała głośna muzyka. Kelnerki w skąpych strojach zgrabnie przedzierały się przez tłum, wysoko unosząc tacę.

– Urocze miejsce – zauważył O’Do

– W policyjnym guście – przytaknęła Dixon.

– Znajdźmy dziewczynę i zabierzmy ją na zewnątrz – zaproponowała Neagley. Źle się czuła w ścisku. Odnalezienie dziewczyny okazało się trudniejsze, niż sądzili. Reacher zapytał barmankę o znajomą Jorge Sancheza. Kobieta najwyraźniej wiedziała, o kogo chodzi, lecz powiedziała, że jej koleżanka skończyła pracę o północy. Nazywała się Milena. Na wszelki wypadek Reacher zadał to samo pytanie dwóm kelnerkom i otrzymał dwie identyczne odpowiedzi. Ich koleżanka, Milena, była blisko związana z ochroniarzem, który nazywał się Sanchez. Tej nocy poszła do domu, aby się przespać i wrócić następnego dnia na kolejną dwunastogodzi

Reacher zostawił swoje nazwisko wszystkim trzem kobietom. Kiedy wrócił do pozostałych, przedarli się przez tłum i wyszli na zewnątrz. Vegas o pierwszej nad ranem było nadal oświetlone i buczało, jednak po opuszczeniu hałaśliwego baru wydawało się tak ciche i spokojne jak chłodna szara powierzchnia księżyca.

– Jaki mamy plan? – zapytała Dixon.

– Wrócimy tu o jedenastej trzydzieści – powiedział Reacher. – Złapiemy ją w drodze do roboty.

– Co robimy do tego czasu?

– Nic. Odpoczniemy.

Wrócili na Strip i ramię przy ramieniu wolnym krokiem ruszyli w stronę hotelu. Czterdzieści metrów za nimi raptownie przyhamował ciemnoniebieski chrysler i zaparkował przy krawężniku.

45

Facet w ciemnoniebieskim garniturze zadzwonił natychmiast.

– Znalazłem ich. To niewiarygodne. Pojawili się tuż przede mną.

– Cała czwórka? – zapytał szef.

– Mam ich przed sobą.

– Możesz ich zlikwidować?

– Tak sądzę.

– W takim razie zrób to. Nie czekaj na posiłki. Załatw sprawę i wracaj.

Mężczyzna w garniturze zakończył rozmowę i ruszył od krawężnika. Przejechał przez cztery pasy ruchu i zaparkował w bocznej uliczce przy sklepie spożywczym oferującym najtańsze papierosy w mieście. Wysiadł, zamknął wóz i ruszył w dół Stripu z prawą dłonią ukrytą w kieszeni kurtki.

W Las Vegas na metr kwadratowy powierzchni przypada więcej pokojów hotelowych niż w jakimkolwiek miejscu na świecie, lecz Azhari Mahmoud nie zameldował się w żadnym z nich. Znajdował się w wynajętym domu na przedmieściach oddalonym pięć kilometrów od Stripu. Dom został wydzierżawiony na dwa lata z myślą o operacji, którą zaplanował, lecz której nie zdążył zrealizować. Dziś był równie bezpieczny jak wtedy. Mahmoud stał w kuchni, przeglądając leżącą na blacie książkę telefoniczną.

Przez Strip nieusta