Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 29 из 83

28

Okazało się, że obiad kosztował Reachera znacznie mniej niż dziewięćset dolców. Jego goście wybrali hałaśliwy bar z hamburgerami w Sunset, na wschód od hotelu Mondrian, czy to z upodobania, czy z powodu obecnych okoliczności, czy też jego sytuacji materialnej. W karcie nie było norweskiej wody mineralnej. Mieli jedynie kranówę i krajowe piwo oraz grube soczyste hamburgery i pikle podawane przy głośnym rhytm and bluesie. Reacher czuł się tu jak w domu, jakby ponownie przeniósł się w lata pięćdziesiąte. Pozostali byli tam trochę nie na miejscu. Usiedli przy okrągłym stole zastawionym dla czterech osób. Rozmowa zamarła i miejsce radości przebywania w gronie starych przyjaciół zajęło wspomnienie nieobecnych. Reacher przysłuchiwał się temu, co mówili pozostali. Okrągły stół powodował, że nikt nie mógł dominować. Ośrodek uwagi przesuwał się z jednej osoby na drugą. Po półgodzinie wspomnień i nadrabiania zaległości rozmowa wróciła do Franza.

– Zacznijmy od początku – powiedział O’Do

– Ponieważ ktoś go o to poprosił – odparła Dixon.- Właśnie – przytaknął O’Do

– Dosłownie każdy.

– Nie – zaprzeczył O’Do

– Może zaproponowano mu większą forsę – powiedziała Neagley.

– Albo był komuś winien przysługę – dodała Dixon.

– Przypuszczalnie początkowo sprawa wydawała się banalna – ciągnęła Neagley. – Może nie miał pojęcia, do czego to prowadzi. Pewnie jego klient również nie zdawał sobie z tego sprawy.

Reacher przysłuchiwał się rozmowie. Musiał to być ktoś szczególny. Albo był komuś winien przysługę. Głos zabrał O’Do

– Powi

– Chciałbym poznać Charliego – rzekł O’Do

– Pojedziemy do nich jutro – zarządził Reacher. – Chyba że upomną się o mnie zastępcy szeryfa. W takiej sytuacji wyruszycie beze mnie.

– Myśl pozytywnie – upomniała go Dixon. – Może facet ma wstrząs mózgu. Może nie pamięta, kim jest, a tym bardziej kim był człowiek, który go zaatakował.

Wrócili do hotelu i rozdzielili się w holu. Nikt nie miał ochoty na szklaneczkę czegoś mocniejszego przed snem. Bez słów uzgodnili, że pójdą spać i wstaną wcześnie, aby zacząć skoro świt. Reacher i O’Do

Obudził się o siódmej rano. Przez okno wpadały wczesne promienie słońca. W drzwiach stanął David O’Do

– Poszedłem na krótki spacer – powiedział.

– I?

– Masz kłopoty – oświadczył. – Tak mi się przynajmniej zdaje.

– Kto?

– Zastępca szeryfa. Siedzi w samochodzie zaparkowanym sto metrów od hotelu.

– Ten sam?

– Ten sam, w tym samym wozie. Ma metalową szynę na twarzy. Okno zasłonił torbą na śmieci.

– Widział cię?

– Nie.

– Co robi?

– Po prostu siedzi. Jakby czekał.

29

Zamówili śniadanie do pokoju Dixon. Zasada pierwsza, której nauczyli się dawno temu, brzmi: Jedz, gdy możesz, bo nigdy nie wiadomo, kiedy zdarzy się następna okazja. Szczególnie jeśli musisz zniknąć, rozpłynąć się w systemie. Reacher przełknął sporą porcję jajek, boczku i grzanek, popijając wszystko dużą ilością kawy. Był spokojny, lecz sfrustrowany.

– Powinienem zostać w Portland – powiedział. – Niewiele brakowało, aby tak się stało.

– W jaki sposób tak szybko nas odnaleźli? – zapytała Dixon.

– Komputery – odparła Neagley. – Departament Bezpieczeństwa Krajowego i ustawa patriotyczna*.* Wprowadzona po zamachach z jedenastego września. Teraz mogą przeglądać hotelowe rejestry, kiedy zechcą. Żyjemy w państwie policyjnym.

– Jesteśmy gliniarzami – wtrącił O’Do

– Byliśmy.

– Żałuję, że nadal nimi nie jesteśmy. Człowiek nawet się teraz nie napoci.

– Musicie jechać – rzekł Reacher. – Nie chcę, abyście zostali w to zamieszani. Nie mamy dużo czasu. Wyjdźcie tak, aby zastępca szeryfa was nie widział. Złóżcie wizytę Angeli Franz. Znajdźcie klienta Franza. Wrócę do was, gdy tylko będę mógł.

Wypił ostatni łyk kawy i poszedł do swojego pokoju. Włożył do kieszeni składaną szczoteczkę do zębów, paszport, kartę bankomatową oraz osiemset dolców ukrył w torbie na garnitury O’Do

Czekał.

Pół godziny. Godzinę. W holu były trzy pora

Półtorej godziny.

Nadal nic.

Reacher odłożył gazety, podszedł do drzwi i rozejrzał się. Jasne słońce, błękitne niebo, żadnego smogu. Lekki wiaterek kołysał egzotycznymi drzewami. Obok przesuwały się nawoskowane samochody, dostojne i błyszczące. Piękny dzień. Dwudziesty czwarty dzień, którego nie oglądał Calvin Franz. Prawie cztery tygodnie. Przypuszczalnie podobny los spotkał Tony’ego Swana oraz Jorge Sancheza i Manuela Orozco.

Ci, którzy to zrobili, już są martwi. Nie można wyrzucać moich przyjaciół z helikoptera i dalej żyć, aby o tym opowiadać.

Wyszedł na zewnątrz. Stanął całkowicie odsłonięty, jakby spodziewał się strzału snajpera. Mieli dość czasu, aby rozmieścić wokół hotelu cały oddział SWAT. Na ulicy panowała cisza. Nie dostrzegł żadnych zaparkowanych wozów, niewi

Brązowy crown vic pozostał daleko w tyle.

Stał zaparkowany przy przeciwległym krawężniku, samotny, odizolowany od i