Страница 28 из 83
– Musi się w tym kryć coś więcej – odezwał się O’Do
– Na przykład co? – zapytał Reacher.
– Chciałem powiedzieć, że nadal nie widzę powodu zabicia czterech ludzi.
Reacher skinął głową.
– Zgoda – powiedział. – To nie wystarczy. Tamci zabrali praktycznie wszystko. Jego komputery, kalendarz, listę klientów, notatnik z telefonami. To, co mamy, to jedynie czubek góry lodowej. Rozrzucone fragmenty przypominające archeologiczne szczątki. Myślę, że powi
– Co w takim razie powi
– Uwolnić się od dawnych przyzwyczajeń.
– Przyzwyczajeń?
– Od pytania mnie, co robić. Jutro może mnie tu nie być. Wyobrażam sobie, że zastępcy szeryfa gromadzą siły. Będziecie musieli zacząć myśleć za siebie.
– A co niby robiliśmy do tej pory?
Reacher zignorował to pytanie. Odwrócił się do Karli Dixon i powiedział:
– Czy gdy wypożyczałaś samochód, zapłaciłaś dodatkowe ubezpieczenie?
Skinęła głową.
– Okej – odparł Reacher. – Zarządzam kolejną przerwę. Później pójdziemy gdzieś na obiad. Ja stawiam. Będzie to coś w rodzaju ostatniej wieczerzy. Za godzinę spotykamy się w holu.
Reacher odebrał forda Dixon z rąk obsługi hotelowej i pojechał na wschód Hollywood Boulevard. Minął Entertainment Museum i Ma
Podjechał do krawężnika. Za muzeum figur woskowych biegła szeroka aleja. Właściwie w połowie pusty plac, z którego samochody uczyniły miejsce do zawracania, a narkotykowi dealerzy – punkt handlowy dla zmotoryzowanych. Wszystko było zorganizowane na wzór metody pomiarów triangulacyjnych. Kierowca wjeżdżał na plac i zwalniał. Do samochodu podchodził dzieciak w wieku nie więcej niż jedenastu lat. Facet w samochodzie przekazywał mu zamówienie i wręczał gotówkę. Dzieciak niósł forsę gościowi, który pobierał opłatę, a następnie biegł po towar do faceta, który miał ukryte narkotyki. W tym czasie kierowca zataczał wolno łuk, aby spotkać dzieciaka z drugiej strony placu. Po przekazaniu towaru opuszczał aleję jakby nigdy nic, a dzieciak wracał do punktu wyjścia i czekał na następnego klienta.
Sprytny system. Zupełne oddzielenie towaru od pieniędzy, możliwość szybkiego rozproszenia się w trzech różnych kierunkach. W razie czego policja miała jedynie dzieciaka, który był za młody, aby postawić go w stan oskarżenia. Regularne dostarczanie nowych działek powodowało, że facet z narkotykami miał przy sobie jedynie minimalną ilość towaru. Równie częste wymienianie torby z forsą ograniczało potencjalne straty i ryzyko gościa, który zajmował się jej przechowywaniem.
Sprytny system.
Reacher zetknął się z nim już wcześniej.
Facet zbierający forsę wyglądał jak menel. Siedział na bloku betonu pośrodku placu z czarnym workiem marynarskim pod nogami. Miał czarne okulary i był uzbrojony w taką broń krótką, jakiej używano danego tygodnia.
Reacher postanowił zaczekać.
Czarny mercedes SL zwolnił i wjechał na plac. Wspaniały SUV, przyciemniane szyby, kalifornijskie tablice dla próżnych i bogatych z akronimem, którego Reacher nie rozumiał. Samochód zatrzymał się na początku placu i po chwili podbiegł do niego dzieciak. Jego głowa ledwo sięgała okna kierowcy, jednak ręka była wystarczająco długa. Wsunęła się do środka i po chwili wynurzyła ze zwitkiem banknotów. Mercedes ruszył przed siebie, a dzieciak podbiegł do faceta zbierającego forsę. Kiedy zwitek banknotów znalazł się w torbie, chłopak pognał do gościa z towarem. Wóz zaczął wolno zawracać, zataczając półkole.
Reacher włączył bieg i ruszył fordem Dixon. Obejrzał się na północ i południe, a następnie wcisnął gaz, silnie skręcił kierownicę i wjechał na plac. Zignorował obowiązujący ruch okrężny i ruszył wprost na środek.
Wprost na faceta trzymającego forsę. Przyspieszył, wyrzucając żwir spod przednich kół.
Gość trzymający worek z forsą zamarł.
Niecałe trzy metry przed nim Reacher zrobił trzy rzeczy: skręcił kierownicę, wdepnął hamulec i otworzył drzwi. Wóz zjechał na prawo, przednie koła zaryły w żwirze, a drzwi otworzyły się szerokim łukiem, silnie uderzając tamtego w górną część ciała. Facet poleciał w tył, ford stanął w miejscu, a Reacher pochylił się po winylowy worek marynarski i chwycił go lewą ręką. Kiedy worek znalazł się na siedzeniu pasażera, Reacher wcisnął gaz, zatrzasnął drzwi i ostro zawrócił przed jadącym wolno mercedesem. Po chwili wyjechał z placu, ostro wykręcił i ruszył w kierunku Highland. W lusterku wstecznym dojrzał unoszący się w powietrzu tuman kurzu, zamieszanie, gościa pilnującego worka leżącego na plecach i dwóch facetów biegnących w jego stronę. Przejechał dziesięć metrów i skręcił za gmach muzeum figur woskowych, przejechał skrzyżowanie i wrócił na Hollywood Boulevard.
Wszystko zajęło jakieś dwanaście sekund.Żadnej reakcji. Żadnych strzałów. Żadnego pościgu.
Reacher nie spodziewał się niczego i
Tak, nie zadzieraj ze specjalną grupą śledczą.
Reacher zwolnił, odetchnął głęboko i skręcił w prawo, objeżdżają miejsce zdarzenia w kierunku przeciwnym do mchu wskazówek zegara. Ruszył Canyon Road i Woodrow Wilson Drive, aby po chwili znaleźć się ponownie na Laurel Canyon Boulevard. Nikt za nim nie jechał. Zatrzymał się na pustym zakręcie, opróżnił worek i rzucił go za siebie. Przeliczył forsę. Prawie dziewięćset dolarów głównie w dwudziestkach i dziesiątkach. Na obiad wystarczy. Nawet z norweską wodą mineralną. I na napiwek.
Wysiadł i obejrzał samochód. Drzwi kierowcy były lekko wgniecione na środku. W miejscu zetknięcia z twarzą faceta pilnującego worka z forsą. Nie było śladów krwi. Wsiadł i odjechał. Dziesięć minut później siedział w wypłowiałym aksamitnym fotelu w holu hotelu Chateau Marymont, czekając na pozostałych.
Dwa tysiące kilometrów na północny wschód od Chateau Marmont ciemnowłosy czterdziestolatek posługujący się nazwiskiem Alan Mason jechał podziemną kolejką z hali przylotów lotniska w Denver do głównego terminalu. Był sam w przedziale. Siedział w fotelu, wyraźnie zmęczony, jednocześnie śmiejąc się ze zwariowanego jugbandu nadawanego przed komunikatami dyrekcji dworca. Pomyślał, że ten rodzaj muzyki doradzili im psycholodzy, aby obniżyć stres związany z podróżą. Podziałało. Czuł się dobrze. Był znacznie bardziej zrelaksowany niż powinien.